Obywatelka Manuela

Jej proza szokowała śmiałymi scenami erotycznymi. Mówiąc o niej "pisarka", automatycznie dodawano "skandalistka".

Niedawno na czele Partii Kobiet chciała podbić sejm. Kulisy tej próby Manuela Gretkowska opisuje w wydanej właśnie Obywatelce. O tym, że w Polsce łatwiej jest mówić o seksie niż o prawach kobiet, opowiada Agnieszce Sztyler.

Reklama

Podwarszawski Ustanów. Manuela Gretkowska wita mnie w ogrodzie przed drewnianym dworkiem. Mieszka w nim z Piotrem i ich córką Polą. Mówi, że żyją tu trochę tak, jak Dzieci z Bullerbyn. Jest jeszcze kilkumiesięczna Mimi - owczarek szetlandzki. W rankingu psiej inteligencji zajmuje trzecie miejsce. Pisarka żartuje, że wybierając mądrzejszego, ryzykowałaby kompromitację. Mam przed sobą kobietę w bieli - sukni i włosów. Spodziewałam się ujrzeć demoniczną skandalistkę, a teraz przywodzi mi na myśl raczej anioła.

Mówi się, że Gretkowska prowokowała erotyką, teraz prowokuje siwymi włosami...

Manuela Gretkowska: Chyba nigdy nie chciałam być młoda. Dlatego nie farbuję włosów. Ich kolor, ten prawdziwy, jest prawdziwym tłem twarzy, a nie wymalowaną dekoracją. Wczoraj usłyszałam od znajomego, który przefarbował sobie siwe włosy: "Wiesz, wszyscy mówili, że świetnie mi z siwizną. Ale ja wiem, że to wygląda jak trupia poświata". Nie sądzę, żeby było aż tak efektownie (śmiech).

Ucieka Pani przed młodością?

Młodość jest okrutnym momentem w życiu. No bo jak poradzić sobie z burzą hormonów, jednocześnie podejmując najważniejsze decyzje: praca, miłość, planować przyszłość, nie mając doświadczenia? I do tego trzeba mieć poglądy, wartości jak dojrzały człowiek. A skąd? Odetchnęłam, że młodość jest za mną. Dojrzałość jest sensowniejsza, mniej ryzykowna. Dlatego lubię XVIII wiek, gdy strojono się w białe peruki. Wtedy szanowano starość. Gdy kobieta włożyła taką monstrualną, czasem nawet ponadmetrową perukę, miejscem, gdzie najpierw spoczywał wzrok, były oczy, nie dekolt. Dziś środkiem ciężkości w sylwetce jest biust. Własną młodość wspominam dosyć boleśnie. Nie chciałabym być znów Manuelą w wieku dwudziestu kilku lat.

A jaka wtedy Pani była?

Miałam za sobą rozwód na emigracji. Byłam sama i bez grosza przy duszy. Nie wyjechałam z Polski dla pieniędzy, tylko z braku wolności. Gdy dziś kupuję kapelusik, przypominam sobie, jak przed laty wybierając czapkę, zastanawiałam się, czy na manifestacji dobrze ochroni głowę przed pałowaniem, gdyby dorwało mnie ZOMO. I niszczyłam listy, bojąc się, że bezpieka wejdzie i przeczyta. A nie chodziło o zapiski czy listy miłosne. Organizowałam studencki strajk, obserwowałam odważniejszych ode mnie przyjaciół angażujących się w walkę polityczną. Miewałam też, jak to młodzi ludzie, metafizyczne lęki. Czasem trudno było to wszystko razem udźwignąć. Nie dziwię się, że tylu młodych ludzi nie wytrzymuje i popełnia samobójstwo.

Pani myślała o samobójstwie?

Tak. Bałam się, że nie dam rady. Cierpiałam nie tylko z powodu samotności, ale i przerażenia światem. Potem weszłam w jeszcze jeden koszmarny związek, pełen agresji, z typowym męskim narcyzem, artystą używającym kobiet jako zatyczek do uszu, żeby nie słyszeć prawdy o sobie, swojego sumienia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje