Paris Hilton. Przypadki dziedziczki

Kiedy upadła gwiazda popu parodiuje cię w swoim powrotnym singlu, wiesz nareszcie, że tak naprawdę twoje nazwisko coś znaczy. O ile nie nazywasz się Paris Hilton. Wtedy wiesz to od urodzenia.

Za każdym razem miała do powiedzenia tylko jedno: it's hot! - zdanie, które stało się jej znakiem rozpoznawczym.

Reklama

Paris ciężko pracuje na opinię "głupiej dziewczyny" z piosenki Pink. Jeszcze kilka lat temu zbitka "Paris Hilton" oznaczała raczej ogromny hotel przy avenue de Suffren w stolicy Francji. Dziś wszyscy wiedzą, kto go odziedziczy.

Na dobrą sprawę nie musiałaby robić nic. Rodząc się Hiltonówną, otrzymała kupon na ponad 30 milionów dolarów spadku i życie bez obowiązków. Kto by się spodziewał, że ten brak jakichkolwiek wymagań stanie się jej sprzymierzeńcem, a wycieranie parkietów będzie przepustką do prawdziwej sławy.

Mogło nie być tak różowo. Pradziadek Paris i twórca hotelowego imperium, Conrad Hilton, zapisał swoim dzieciom po marne ćwierć miliona, całą resztę przeznaczając na prestiżową nagrodę humanitarną swojego imienia. Dopiero kiedy Paris szła do pierwszej klasy, rodzinie udało się podważyć testament nestora rodu i wydrzeć pieniądze fundacji. W takiej atmosferze Paris po prostu nie mogła wyrosnąć na altruistkę.

Wychowywała się w Nowym Jorku, mieszkając z rodzicami we flagowym hotelu sieci Hilton, legendarnej Waldorf-Astorii. Do ekskluzywnej szkoły Dwighta chodziła z chłopakami z The Strokes. Nigdy nie zrobiła matury. Wolała szaleć z młodszą siostrą, Nicky, na przyjęciach, galach i w klubach na obu wybrzeżach - zwłaszcza odkąd rodzice kupili dziewczynom dom na wzgórzach Hollywood. Dzięki stałej obecności w kronice towarzyskiej obie stały się rozpoznawalne i otrzymały pierwsze kontrakty reklamowe, ale do przełomu było daleko. Paris wciąż była bohaterką małych skandali: a to bezczelnie ominęła kolejkę do toalety w modnym klubie, a to założyła koszulkę z prowokacyjnym napisem, a to umówiła się z Leo DiCaprio. Nic, czego nie robiłyby inne modelki.

Wielka szansa pojawiła się, kiedy producenci z Foxa zobaczyli w dziedziczkach materiał na gwiazdy kolejnego reality show. Pomysł na "Proste Życie" był rzeczywiście nieskomplikowany: wysłać dwie zepsute burżujki na farmę w zabitym dechami Arkansas, sfilmować, jak doją krowy i dać widowni choć chwilę tryumfu nad obrzydliwie bogatymi snobkami ze śródmieścia. "Chcemy widzieć szpilki w krowim łajnie" podsumował format jeden z pomysłodawców. Nicky nie miała ochoty pobrudzić sobie butów, ale Paris była gotowa na wszystko. Namówiła na udział w programie Nicole Ritchie, swoją najlepszą przyjaciółkę i córkę Lionela - tego od "Hello" (teraz pisze piosenkę dla Paris). Cała Ameryka śmiała się ze zblazowanych panien niszczących wszystko, czego się dotknęły. Ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Upokorzenia od początku były wkalkulowane w całą operację, a Paris udowodniła, że jak nikt potrafi obracać je w sukces. Jak mawia amerykańskie przysłowie - do niej gówno po prostu nie przywiera.

Weźmy najsłynniejszą wpadkę. Niedługo po rozpoczęciu emisji "Prostego Życia" do internetu przeciekła taśma z nagraniem łóżkowych igraszek Paris i Ricka Salomona, ciemnego typa znanego z zamiłowania do hazardu i hollywoodzkich panienek. Salomon szybko zorientował się, że siedzi (i to dosłownie) na żyle złota. Pozwał firmę, która nielegalnie dystrybuowała nagranie i sam zaczął czerpać zyski z jego rozpowszechniania. Ani tytuł filmu, "1 Night in Paris", ani jego zawartość, nie pozostawiają nic wyobraźni. Salomona czekała jeszcze twarda rozprawa z Hiltonami - najpierw o wycofanie taśmy z obiegu, potem już tylko o podział zysków. Na mocy ugody Paris otrzymała 400 tysięcy dolarów odszkodowania i procent od sprzedaży. Pieniądze z porno przeznaczyła ponoć na cele charytatywne. Nie one były w tym wszystkim dla niej najcenniejsze. Skandal nie tylko nie zniszczył wizerunek Hiltonówny - on go stworzył. Uprawiała seks przed kamerą?

I co z tego, nie ona pierwsza. Nie było sensu zaprzeczać. Zamiast tego blond spryciara podgrzewała atmosferę: w ostatniej chwili odwołała występ w talk-show Davida Lettermana, kreując się na ofiarę cynicznego kochanka, publicznie skonfrontowała się z żoną Salomona, Shannon Doherty (Beverly Hills 90210), wreszcie spektakularnie zerwała kontakty z Ritchie, gdy ta złośliwie puściła nagranie z wyczynami przyjaciółki podczas jednej z imprez. Prywatny film porno okazał się dla Paris odpowiednikiem wielkiej roli w kinie. Dotychczas, by wzbudzać podobne zainteresowanie, gwiazdy musiały czasem coś zrobić - zagrać, zaśpiewać, zatańczyć. Hilton wyczuła, że ten model kariery to przeszłość i wywróciła go do góry nogami. Najpierw postarała się o sławę, a dopiero potem zaczęła się zastanawiać, czym mogłaby się zająć.

Jan Mirosław

Zobacz galerię zdjęć Paris Hilton

Cały tekst przeczytasz w najnowszym numerze magazynu

Machina
Dowiedz się więcej na temat: Paris Hilton | paris

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje