Pieniądze cię nie przytulą!

Małgorzata Kalicińska o tym, jak uniknąć konfliktu pokoleń, dlaczego warto otwarcie rozmawiać o problemach, a także o Korei Południowej i swojej najnowszej książce "Irena".

Izabela Grelowska, INTERIA.PL: Jak to się stało, że napisała pani książkę razem z córką?

Reklama

Małgorzata Kalicińska: - Jak powiedziała mi Kasia Grochola - "Cóż możemy na to poradzić, że mamy świetne córki" . Każdy solista chce w pewnym momencie  zaśpiewać w duecie, bo to wnosi nową jakość. Tak jest też z nami. Piszemy w duecie, aby ubogacić to, co robimy.

A kto wpadł na ten pomysł?

- Ja. Moja córka zajmuje się tłumaczeniami i pisze teksty piosenek, ale nigdy nie odważyła się na większą formę. Kiedyś zwróciłam uwagę na to, że jej e-maile do mnie przypominają doskonale napisane felietony i pomyślałam o wspólnej książce przedstawiającej dwa różne punkty widzenia: osoby pięćdziesięcioletniej i trzydziestoletniej.

Książka jest o konflikcie, ale panie mają bardzo dobre relacje. Czy trudno było się wcielić w role skonfliktowanych bohaterek?

- I łatwo i trudno . Łatwo, bo widzimy takie sytuacje dookoła nas. Trudno, bo nasze relacje nigdy tak nie wyglądały. Stworzyłyśmy konflikt na łamach książki posługując się empatią i wyobraźnią. A do zajęcia się tym tematem sprowokował mnie artykuł o wojnach jakie toczą się między matkami i córkami. Byłam poruszona i zdumiona, a jednocześnie zauważyłam, że temat ma potencjał literacki.

Wiem też, że książki mają potężną moc wpływania na ludzi, a we mnie drzemie pedagog.

Uważa pani, że te wojny matek i córek to problem współczesny, czy też "odwieczny konflikt pokoleń"?

- Takie konflikty zawsze istniały, bo są one wynikiem braku komunikacji. Dawniej, dzieci  wychowywane przez  guwernantki, guwernerów i mamki  prawie nie widywały swoich rodziców i zwracały się do nich przez  "Dzień dobry Pani Matko/Ojcze".  Cóż to były za relacje? Tam nawet konfliktu nie było na czym zbudować. To były obce sobie osoby.  Natomiast ludzie, którzy kiedyś byli sobie bliscy, a miedzy których wdarł się konflikt pokoleń spowodowany złym przepływem informacji, muszą odczuwać ogromny ból. Coś, co jedna z moich czytelniczek określiła jako "niewyprzytulanie" . I nie chodzi tu o przytulanie z mężem czy chłopkiem. Dorota chciałaby przytulić córkę, ale coś ją powstrzymuje. Podobnie ma się rzecz z Jagodą. To wszystko da się naprawić, ale trzeba zacząć otwarcie ze sobą rozmawiać, bo konflikty rosną na skutek niedomówień, niedopowiedzeń, tajemnic  i niesłuchania się nawzajem.

 Czyli receptą jest rozmowa?

- Rozmowa, przytulanie, a nawet ostrzejsze wymiany zdań. Przeżyłam to z moim synem - nie chciałam pozwolić mu na odcięcie "pępowiny intelektualnej". Chciałam cały czas dyktować , co ma myśleć o świecie, nie zauważając, że jest dorosłym człowiekiem. Mój syn się temu przeciwstawił i miał rację. W pewnym momencie musieliśmy na siebie pokrzyczeć, pogadać, oczyścić atmosferę. 

Dzisiaj jesteśmy w dobrych relacjach i jestem mu wdzięczna za to, że nie bał s się przyjść do matki i powiedzieć "wkurzasz mnie" .

Na początku książki wydaje się, że prezentowane są w niej  równorzędne style życia: oddanej rodzinie matki i singielki robiącej karierę. Pod koniec okazuje się, że ten drugi jest jednak nieporozumieniem. Czy macierzyństwo i rodzina to jedyny właściwy wybór dla kobiety?

 - Proszę zwrócić uwagę, że Jaga nie rezygnuje z kariery. W jej życiu zdarzył się fajny moment - pies, Travis polizał Jagodę po twarzy swoim gorącym psim jęzorem  i odczarował ją.  Jaga zdaje sobie sprawę jak bardzo boli ją to "niewyprzytulanie" z matką, jak bardzo skrzywdził ją mężczyzna, z którym kiedyś się związała. Ze względu na te przeżycia zamknęła się na emocje i seks traktowała ja fastfood.

A moim zdaniem to nie jest dobry model życia. I wcześniej czy później musi  on spowodować  frustrację.  Ludzie ciągną do domowego  ciepełka, wzajemnych dobrych relacji. Nie mam nic przeciwko robieniu kariery, ale jeśli pozostanie się samotną planetą, można być bardzo nieszczęśliwym. Wierzę w miłość i nie wydaje mi się  żeby życie bez miłości mogło dać nam satysfakcję. Pieniądze nas nie przytulą.

W książce "Irena" piszą też panie o nieumiejętności przezywania żałoby i pożegnania się z bliskimi.

- To jest choroba naszych czasów.  Nie uczestniczymy  w ceremoniach pożegnalnych. Unikamy tego, co smutne i przygnębiające.  Rozmieniamy nasze uczucia na drobne, bo jesteśmy nieustannie  atakowani przez media różnymi dramatami. Przeżywamy Smoleńsk , małą Madzię i Afganistan. Jesteśmy bombardowani dramatami, które powodują u nas stan rozżalenia. Jest tego za  dużo tego i zwyczajna  śmierć własnego dziadka w porównaniu ze Smoleńskiem i Afganistanem maleje...

W mediach najlepiej sprzedają się "krew, sperma i łzy". Ale kiedy dramat sączy się z miliona kanałów, w końcu wywołuje rodzaj znieczulenia.  Dlatego warto troszeczkę zamknąć  się na to, co nas atakuje z mediów.

Wspomniała Pani o swoim zacięciu pedagogicznym. W tej książce też znajdziemy sporo dydaktyki. Czy chce Pani uczyć swoich czytelników?

- Zdecydowanie tak. Jeśli piszę powieść współczesną dotyczącą dojrzałej osoby, to poruszam problemy z jakimi może się ona borykać, również jeśli dotyczą one fizjologii. Takie tematy były zastrzeżone w XIX w. Dzisiaj można o tym pisać i przy okazji przemycić jakaś wiedzę.

Moja bohaterka, nie rozmawia z mężem o swoim wysiłkowym nietrzymaniu moczu, on nie informuje jej o swoich problemach z prostatą.  Tymczasem trzeba o tych sprawach rozmawiać i z bliskimi i z lekarzem. W "Irenie" bardzo bezpruderyjnie piszę o wysiłkowym nietrzymaniu moczu ponieważ to dotyka 75 % dojrzałych kobiet. To nie jest malutki problemik, o którym lepiej nie mówić. To kwestia komfortu życia.  Kobiety nie muszą stawać się starszymi paniami cuchnącymi moczem. Mogą  zdecydować się na leczenie.

W życiu jednej z bohaterek niezbyt dobrą rolę ogrywają internetowe relacje. Czy to rodzaj ostrzeżenia?

- Rzeczywiście są takie miejsca i działania w Internecie, które są bardzo niefajne. Ale na podstawie moich osobistych doświadczeń mogę powiedzieć, że są i dobre ścieżki, bo moje obecne życiowe szczęście spotkałam właśnie w Internecie.

I za względu na to szczęście sporo czasu spędziła Pani w Korei. Proszę opowiedzieć o swoich wrażeniach z tego kraju.

Głęboka inność mentalna Azjatów stanowi dla nas Europejczyków dużą trudność i  stworzenie głębokich żywych, przyjaznych relacji jest  moim zdaniem niemożliwe.

Chociaż najnowsze osiągnięcia projektantów zachwycają, to architektura tego kraju jest brzydka. Nie ma tam takich miast jak Praga, Wiedeń, Paryż, czy Londyn. Małe miasteczka i wsie nie maja tego uroku co nasze polskie czy słowackie.   Krajobraz jest pagórkowaty, dosyć monotonny.

Natomiast szokujące jest tempo rozwoju, błyskawiczna industrializacja i urbanizacja.

Kilka lat temu Lee Myung-Bak wystosował bardzo uprzejme pismo do ONZ, zwracając uwagę, że Korea nie jest już krajem rozwijającym się i grzecznie prosząc, aby przeniesioną ją na listę krajów rozwiniętych. Trzeba zobaczyć Koreę, aby zrozumieć, że miał rację: niesamowite autostrady wybudowane zostały w błyskawicznym tempie, a poprowadzone są przez tereny górzyste. Rozwijają się miasta. Ogromne wrażenie wywierają mosty -najdłuższy z nich ma ponad 20 km (Incheon Bridge)  i został zbudowany w ciągu zaledwie  7 lat.

Zachwyca mnie niesamowity patriotyzm Koreańczyków.  Nie uczy się ich tego w szkole, ale uważają, że ich Korea jest wielkim, potężnym i wspaniałym państwem , ponieważ  się prężnie rozwija, ponieważ mają pracę i się uczą. Ponieważ wszystko to, co jest koreańskie jest na najwyższym poziomie.

Kuchnia koreańska jest bardzo trudna i raczej nie smakuje Europejczykom i Amerykanom.  Chociaż niektóre rzeczy są dobre np. słynne kimchi , czyli kiszone warzywa i owoce. Oni znają 380 rodzajów kiszonek.

 Czy wykorzysta Pani te doświadczenia,  w którejś ze swoich książek?

- Tak, mam wielką ochotę napisać książkę o Korei Południowej i przybliżyć czytelnikom  ten kraj. To będzie mój kolejny projekt.



Dowiedz się więcej na temat: książka | Irena | Małgorzata Kalicińska | Izabela Grelowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje