Pies łańcuchowy

Jestem jak z tej fraszki Wacława Potockiego "Czuj, stary pies szczeka", gdzie autor porównał się do psa łańcuchowego, próbującego ostrzec gospodarza i domowników przed zagrożeniem... Też tak siebie widzę: jako pisarz jestem waszym psem łańcuchowym - mówi Rafał A. Ziemkiewicz.

Z wielu ról życiowych, jakie Pan pełnił i pełni - satyryk, polityk, felietonista, pisarz - w której czuje się Pan najlepiej?

Reklama

Rafał A. Ziemkiewicz: Nie jest tych ról znowu aż tak wiele, i wszystkie związane są z pisaniem lub z występowaniem w mediach elektronicznych. Tak naprawdę moim głównym pomysłem na życie zawsze była literatura i to od bardzo dawna - bardzo to śmieszyło moją rodzinę, gdy już jako dziesięcioletni kajtek zapewniałem butnie, że będę pisarzem. Ale w roku 1989 okazało się, że trzeba sobie poukładać życie na nowo, bo ustrój się zmienił i nie sposób, jak to wcześniej sobie roiłem, wyżyć z pisania prozy, nawet tak poczytnej, jak fantastyka. Musiałem wymyślić jakieś zajęcie zarobkowe i postawiłem na dziennikarstwo. Może nie najmądrzej, bo gdybym robił cokolwiek innego, łatwiej by mi było w weekendy czy wieczorami pisać prozę.

Dzisiaj wygląda to tak, że siedzę przy klawiaturze od rana pisząc dla zarobku artykuły do gazet i bardzo trudno mi potem, kiedy już tę szychtę odwalę, przeciągnąć się i powiedzieć sobie: no to teraz, dla odpoczynku, na tej samej klawiaturze napiszę sobie powieść. Ale tak wybrałem i to się już nie zmieni, bo z czasem okazało się, że zostałem w znacznie większym stopniu zaakceptowany przez czytelników jako publicysta niż jako pisarz. Przyjmuję ten wyrok z pokorą. Choć boleję nad nim i mam nadzieję, że się zmieni.

Przy tej książce ("Ciało obce" - red.) wychodzi pan z niszy pisarskiej, jaką jest science fiction. Czy łatwiej się Panu pisało fantastykę czy "Ciało obce"?

Fantastykę, generalnie, pisze się dużo trudniej. Tworząc powieść współczesną tylko opisuje się rzeczywistość, którą zna i autor, i czytelnik. A twórca fantastyki musi swój świat wymyślić od zera do najdrobniejszych szczegółów i jeszcze opowiedzieć go czytelnikowi w taki sposób - odsłaniając go kawałek po kawałku - by ten nie stracił zainteresowania. To zawsze karkołomne przedsięwzięcie. Dlatego tak mało jest dobrej fantastyki, bo ta sztuka rzadko się udaje. Z "Ciałem obcym" główna trudność polegała na tym, że jest ono bardziej, mówiąc Witkacym, "bebechowe" niż rzeczy, które pisałem w fantastyce, bardziej emocjonalne, a pisanie takiego rozbuchanego emocjonalnie tekstu strasznie męczy.

Pisze się dla siebie czy dla innych? Jak to jest w Pana przypadku?

Mój kolega Marek Ławrynowicz ładnie to ujął mówiąc, że czytelników szuka się tak, jak się szuka przyjaciół. Szuka się tych, którzy zrozumieją, docenią, kupią - "kupią" nie tylko w sensie dosłownym. Nie namolnie, bo nie łapiemy za rękaw ludzi na ulicy, żądając, żeby się z nami zaprzyjaźnili - ale przecież staramy się światu pokazać, licząc, że ktoś nas polubi.

Oczywiście, że trzeba pisać dla kogoś, a nie brzdąkać sobie a muzom. Akt pisania jest w ogóle pozbawiony sensu, jeżeli nie stanowi wstępu do aktu czytania, ta świadomość powinna zawsze pisarzowi towarzyszyć podczas pracy nad tekstem. Oczywiście - ważne, jaki z tego wyciągamy wniosek. Ja wyciągam taki, że trzeba pisać przejrzyście, zrozumiale i zajmująco, trzeba tych wszystkich narzędzi, których dostarcza literatura, użyć w sposób umiejętny, by osiągnąć zamierzony efekt.

Natomiast, broń Boże, nie należy kombinować, na co jest popyt, że niby napiszę o tym i o tym, bo to akurat modne. Co ludzie kupią, nikt nie wie. I oni sami tego nie wiedzą, póki nie dostaną książki do ręki. Gdyby w 1932 roku zrobiono ankietę wśród brytyjskich czytelników, o czym najbardziej chcieliby przeczytać, na pewno nikt by nie odpowiedział, że o hobbicie, który znalazł magiczny pierścień. A dwa lata później powieść Tolkiena stała się bestsellerem i jest nim do dzisiaj.

Pisze Pan jako kto: jako sumienie narodu, obserwator rzeczywistości, dostarczyciel rozrywki?

Dość konserwatywnie podchodzę do literatury, jak zresztą do wszystkiego w życiu. Piszę, bo obserwuję rzeczywistość i mam o niej parę rzeczy do powiedzenia. Parę rzeczy, które wydają mi się ważne. Jestem jak z tej fraszki Wacława Potockiego "Czuj, stary pies szczeka", gdzie autor porównał się do psa łańcuchowego, próbującego ostrzec gospodarza i domowników przed zagrożeniem... Też tak siebie widzę: jako pisarz jestem waszym psem łańcuchowym.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje