Poczuł, że uderza w niego piorun!

Miał już 45 lat, kiedy poznał swoją żonę, Joannę. Zawsze podkreśla, że jego prawdziwe życie zaczęło się właśnie wtedy!

Był koniec lat 70., gdy do kin ciągnęły tłumy na Con Amore, film o miłości, która pokona wszystko. Któż nie pamięta tego ciemnowłosego chłopaka, Wojciecha Wysockiego (58), świeżo upieczonego aktora, który grał tam, niestety, czarny charakter? Ukochaną zostawił w potrzebie i wybrał karierę. Ale był taki przystojny, że kobiety gotowe były wiele mu wybaczyć.

Krótka miłość

Reklama

Małgorzacie, swojej pierwszej żonie, oświadczył się dopiero po dziesięciu latach znajomości, jednak małżeństwo trwało zaledwie dwa lata. Wyprowadził się wtedy do wynajętego mieszkania, zabierając z domu tylko walizkę. Było mu ciężko, ponieważ rozstawał się nie tylko z żoną, ale także z Karolem, jej synem, któremu starał się zastąpić ojca i bardzo się z nim zżył. Po tym doświadczeniu długo był sam.

Nie szukał miłości na siłę, uciekał w pracę, całe dnie spędzając w teatrze albo na planie. Powoli stawał się pracoholikiem, twierdząc że tylko to daje mu szczęście. Aż do dnia, gdy na bankiecie po Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu Wiktor Zborowski przedstawił mu Joannę Tyszko, wówczas studentkę kulturoznawstwa. Poczuł, że uderza w niego piorun!

Od pierwszego wejrzenia

- To była typowa miłość od pierwszego wejrzenia. Spojrzałem i wiedziałem, że chcę z nią spędzić resztę życia - wspomina pan Wojciech. Miał wtedy 45 lat, jednak zawsze podkreśla, że życie właśnie wtedy dopiero się dla niego zaczęło. A przecież do tej pory zdążył je już i tak ponownie wygrać...

Pamięta to szczęście, kiedy dowiedział się, że będzie ojcem. Nie chciał nawet wiedzieć, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka. Dla niego to był po prostu cud.

Dziesięć lat wcześniej zachorował na raka. Nie wstydził się opowiedzieć, że dotknął go nowotwór jądra, a to dlatego, żeby ochronić innych, bo choroba ta najczęściej spotyka młodych mężczyzn, między 18. a 25. rokiem życia, którzy zgłaszają się do lekarza zbyt późno. Pan Wojtek wygrał swoją walkę aż dwukrotnie.

- Muszę systematycznie kontrolować swoje zdrowie, co roku robić markery nowotworowe i wiele innych badań. To bardzo stresujące, ale konieczne. Dzięki temu, że słucham lekarzy, po dziesięciu latach od pierwszego zachorowania w porę odkryto u mnie powtórny rzut. Szybka chemioterapia, operacja uratowały mnie znowu. Jednak po przebytej chorobie, nawet jeżeli wyjdzie się z niej zwycięsko, bywa, że wielkim problemem jest posiadanie potomstwa. Nie jest to niemożliwe, ale czasem trzeba uciekać się do nowoczesnych metod, jak na przykład in vitro.

Prawdziwe życie

Pan Wojciech przyznaje, że jemu akurat nikt nie musiał pomagać! A jego zwierzenia dały nadzieję wielu chorym. Dziś Rozalka, która imię dostała po prababci i Joanna są nagrodą za wszystkie cierpienia.

- Wraz z narodzinami córki wszystko się zmieniło. Nawet mój światopogląd. Pojawiła się pozytywna energia, która sprawia, że świat postrzegam optymistycznie. Rzeczy najważniejsze w moim życiu dzieją się, odkąd poznałem Joannę. Gdyby nie ona, nie byłoby Rozalki - stwierdza pan Wojciech.

Był przy żonie w czasie porodu, pierwszy wziął córeczkę na ręce i nie chciał oddać położnej.

- W życiu jestem konserwatystą, nie szukam nowych doświadczeń. Gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, że będę na sali porodowej, nie uwierzyłbym - wyznaje.

Pomimo tego, że większość obowiązków spoczywa na pani Joannie, aktor, choć wciąż jest bardzo zapracowany, dużo czasu spędza ze swoją ukochaną córką.

- W związku z tym przestałem chodzić na premiery i bankiety, ale ani przez moment tego nie żałuję. Bo tu, w domu, jest prawdziwe życie, z którego czerpię ogromną radość, a tam miraże - mówi aktor.

Z tej samej gliny

Marzeniem każdego mężczyzny jest ciepły dom i pan Wojtek twierdzi, że w końcu i on się go doczekał. Przez wiele lat mieszkał z rodziną u swojego przyjaciela, bo nierzetelna spółdzielnia mieszkaniowa, w której złożyli wszystkie oszczędności, ani nie zbudowała domu, ani nie chciała oddać pieniędzy. Aktor pracował więc od świtu do nocy, by wybrnąć z tej trudnej sytuacji. Ale dzięki wzajemnemu wsparciu mają wreszcie ten swój wymarzony kąt.

- Oboje z żoną jesteśmy ulepieni z podobnej gliny i w każdej sytuacji potrafimy się porozumieć. Chcemy, żeby było dobrze, dlatego pielęgnujemy to, co jest między nami. Umiemy iść na kompromis i rezygnować z rozmaitych przyzwyczajeń. Muszę wyznać, że to ciepło rodzinne tworzy głównie moja Joanna, a ja staram się w to ciepło wpasować - wyznaje aktor.

Nigdy nie może się nachwalić żony, o której zawsze opowiada z wielką czułością.

- Asia ma wszelkie zalety cudownej partnerki: jest wyrozumiała, wrażliwa i ma poczucie humoru. No i tylko troszkę jest zazdrosna o moje koleżanki z pracy... - śmieje się Wojciech Wysocki.

MP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje