Podharcmistrz Ciastek

Jako 9-latek zakochał się na zabój, potem został wzorowym harcerzem. Bezwzględnie tępił alkohol i papierosy.

W jego domu rodzinnym w Gdańsku zawsze było gwarno. O wysoki poziom dźwięku dbał Tomek i jego siostry: trzy lata starsza Ania, dwa lata starsza Kamila i siedem lat młodsza Beata. Mama nie pracowała. Postanowiła zostać w domu i zajmować się dziećmi. Dziś aktor jest pełen podziwu dla jej decyzji: "Zrezygnowała z własnych planów i poświęciła wiele lat życia, by nas wychować" - mówi. Opieka nad czterema urwisami nie należała do najłatwiejszych. "Oj tak, kłóciliśmy się! Ja tłukłem siostrę wieszakiem, ona mnie parasolką. Ale szybko się godziliśmy" - dodaje.

Reklama

Choć był jedynym synem, nie mógł liczyć na specjalne traktowanie. Ukochany synek mamusi? Nic podobnego. Czasem Tomek obrywał za całe rodzeństwo. "Rodzice byli dość surowi i wcale nam nie folgowali" - tłumaczy. Tomek i dziewczyny razem dorastali, razem się bawili, razem rozrabiali. Aktor do dziś z uśmiechem wspomina ulubioną zabawę w "biuro", która oparta była na motywach popularnych w latach 80. seriali. "Ja wcielałem się w C.C. Capwella z Santa Barbara, Ania - w Cristal Carrington z Dynastii, a Kamila w naszą sekretarkę. Natomiast Beata była zbyt mała, by bawić się z dorosłymi" - opowiada. "W firmie były pieczątki, a nawet kasa sklepowa! Mieliśmy wtedy po kilka lat, a zarządzaliśmy wielką, międzynarodową korporacją" - śmieje się. Do dziś zdarza się, że znajdujemy w domu u mamy pamiątki z dawnych lat, jakieś dokumenty, które wypełnialiśmy w biurze" - śmieje się Tomasz.

Tomek zawsze był wzorowym uczniem. Na koniec roku pokazywał dumnym rodzicom świadectwo z czerwonym paskiem. Chwalił się nie tylko świetnymi wynikami, ale i wieloma zainteresowaniami.

Nie przyznawał się jednak do tego, że czasem opuszczał lekcje. "Tak, zdarzało się, że wagarowałem" - przyznaje po latach. "Ale zawsze miałem się za pojętnego ucznia, więc wiedziałem, że szybko nadrobię zaległości" - tłumaczy.

Zwykle razem z trzema kolegami wymykał się z klasy. Biegli razem do parku, gdzie godzinami przesiadywali na drzewie, rozprawiając o "męskich sprawach". Uwielbiali zakradać się na teren portu w okolicach Westerplatte. "Choć wstęp tam był wzbroniony, wystarczyło przepłynąć na drugą stronę kanału" - kontynuuje. Przyjaciele chodzili po bunkrach z czasów II wojny światowej, a potem odpoczywali przy ognisku.

Tomek urządzał sobie też samotne eskapady. Spacerował godzinami po lesie, rozmyślając o życiu. Jego myśli zaprzątała wówczas pewna śliczna młoda dama. "Miała na imię Ewa i przystępowała ze mną do komunii" - mówi. "Z lewej strony do nawy środkowej wychodził chłopiec, a z prawej dziewczynka. No i tak się złożyło, że my wychodziliśmy razem i razem podchodziliśmy do ołtarza" -

wspomina. Zauroczenie trwało trzy lata. "Zakochałem się w niej na zabój, ale nie miałem odwagi jej o tym powiedzieć. I przez trzy lata niemal ją prześladowałem. Oczywiście Ewa o niczym nie wiedziała, ale ja wypatrywałem jej na każdej przerwie. Wiedziałem nawet, gdzie mieszka, więc czaiłem się pod jej oknem. Wszystko na nic - nawet na mnie nie spojrzała" - przyznaje.

Wkrótce los się do niego uśmiechnął. Tuż po wakacjach dziewczynka trafiła do jego klasy! Nareszcie pojawiła się sposobność, by bliżej poznać obiekt westchnień. I kiedy wydawało się już, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki, nieoczekiwanie czar prysł. Tomek się odkochał! "Czułem totalne rozczarowanie. Ona była dla mnie ikoną. A tu nagle okazała się zwykłą dziewczyną i do tego na wyciągniecie ręki" - tłumaczy.

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Ciachorowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje