Pomagałam w żniwach

Umie prowadzić kombajn, naprawić gaźnik i obsłużyć wiertarkę. SHOW opowiada, jak łapała w rzece pstrągi do koszyka i jak sprzedawała mieczyki na targu.

W dzieciństwie mówili o Ewie "Zosia Samosia". Teraz, śmiejąc się, ekipa programu "Ewa gotuje" woła: "Klucz siedemnastka". Co to znaczy? Ewa Wachowicz jest kobietą, która potrafi jeździć: traktorem, motorem, ciągnikiem, a nawet wojskową amfibią. "Mało tego - ja umiem w samochodzie nie tylko zmienić koło. Wiele rzeczy sama reperuję. W latach 90. potrafiłam w polonezie przepchać dyszę od gaźnika" - śmieje się.

Reklama

Od dziecka asystowała tacie podczas majsterkowania. Ubrudzona po łokcie smarem, podawała mu klucze. Do dziś sama obsługuje szlifierkę, wiertarkę i każde inne elektryczne urządzenie. To nie znaczy, że w domu Ewa nie była traktowana jak mała księżniczka. "Tata dbał o maniery, otwierał przede mną i przed mamą drzwi samochodu, ale chciał też, by jego córeczka potrafiła wymienić żarówkę w przednim reflektorze" - mówi.

Sielskie dzieciństwo

Swój dom rodzinny we wsi Klęczany, w małopolskim Beskidzie Gorlickim, Ewa wspomina z radością. "Sielanka, beztroska, wolność!" - twierdzi. W sobotę mama piekła ciasto, bo wiedziała, że wpadną goście. Nikt nie dzwonił, by zapowiedzieć spotkanie. Sąsiedzi po prostu przychodzili, by zagrać z ojcem Ewy w szachy albo spytać, kiedy kosić czy siać. "Dziś większość prac na polu wykonują już kombajny i snopowiązałki, więc pomału, nawet na wsi, zamiera życie sąsiedzkie" - twierdzi Ewa.

Ona jeszcze pamięta, że jako sześciolatka dostawała od mamy odpowiedzialne zadanie: "Ugotuj rosół dla wszystkich sąsiadów, którzy przyjdą pomagać nam w polu". "Był smaczny, ale niedosolony" - wspomina. Kiedy miała osiem lat, czekały ją poważniejsze zadania: plotła ze zboża tzw. powrósła, którymi jej starszy brat Artur wiązał snopki. "Razem z bratem mieliśmy w domu dużo obowiązków, ale też i sporo wolności" - mówi Ewa.

Pierwsze pieniądze

Pierwsze pieniądze przyszła miss zarobiła, sprzedając z babcią na rynku ziemniaki i mieczyki. Kupiła sobie wtedy w Peweksie wymarzone dżinsy. Każde wakacje Ewa i jej brat spędzali u dziadków, kilka wsi dalej. Codziennie po porannym udoju razem z paczką ośmiorga dzieciaków ruszali z krowami pod las. Spędzali tam cały dzień, aż do wieczora. Dlatego babcia dawała Ewie wałówkę: patelnię, jajka oraz słoninę. "Już na łące wspólnie budowaliśmy z cegieł polową kuchnię i smażyliśmy w ten sposób jajka. Albo na patykach piekliśmy nad ogniskiem soloną słoninę. W popiele zakopywaliśmy też ziemniaki. "Ach, jak to smakowało!" - zachwyca się dziś.

Takich sielankowych wspomnień Ewa ma bez liku. Niedaleko wsi, w której się urodziła, płynie niewielka rzeczka. Przyszła miss łowiła w niej pstrągi. Chłopcy szli z nurtem rzeki i naganiali ryby. A ona z wiklinowym koszykiem wyściełanym liśćmi czekała przy brzegu. "Potem szliśmy budować w paryi (wąwozie - przyp. red.) szałasy... na drzewach. A wieczorem czekały na nas w domu podpłomyki z pieca chlebowego. Ciepłe!", rozmarza się. To był specjał jej babci. Ewa zawsze lubiła pomagać jej w kuchni.

Jak Ewa została miss

Kiedy była już studentką Akademii Rolniczej w Krakowie, potrafiła w akademiku usmażyć naleśniki dla całego piętra. Mieszkała w słynnej "Oazie" przy al. 29 Listopada, gdzie na cztery pokoje przypadała jedna łazienka. "Nasza była najczystsza. Bo ja z koleżanką gotowałam, a ośmiu facetów odpowiadało za sprzątanie" - wspomina.

Ulubione studenckie dania Ewy? Poza naleśnikami - młoda kapusta oraz ziemniaki z kwaśnym mlekiem. To właśnie kumple z akademika namówili Wachowicz, by startowała w konkursach piękności. Najpierw wybrali ją najmilszą studentką na roku, a potem zachęcali, by wzięła udział w wyborach Miss Polonia. Kiedy wygrała, witał ją cały Kraków! Sam Piotr Skrzynecki zorganizował w Piwnicy pod Baranami uroczyste przyjęcie.

"Pamiętam ten dzień. Wjeżdżałam do Krakowa przez Bramę Floriańską. A kiedy podjechałam pod akademik i zobaczyłam transparenty: 'Witamy naszą miss', 'Witaj kochana Ewo', nie mogłam powstrzymać łez" - mówi. Cały akademik wiwatował, dumni koledzy z roku nosili ją na rękach. A podczas Juwenaliów Ewa dostała od prezydenta Krakowa klucze do miasta. Wszyscy zapamiętali ją jako najbardziej promienną studentkę.

"Mama zawsze powtarzała mi: 'Ewuniu, rozdawaj uśmiech za darmo. To nic nie kosztuje'". I ona to robi... Do dziś!

Iwona Zgliczyńska

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! Więcej przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu, w sprzedaży od 24 października!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje