Przetańczyć życie

Dla tańca Iwona Pavlović (46) była gotowa zrobić wszystko: oszukać jury, spać w czapce, jechać czeskim motorem do Londynu...

Rodzinny obrazek weekendowy: mama robi kanapki, pakuje do torby ogórki i pomidory. Tata odpala syrenkę. Wskakują do niej dwaj chłopcy Waldek i Mirek oraz mała Iwonka. Wszyscy jadą na plażę nad Jezioro Krzywe w Olsztynie. Dziś jest tam molo i jedna z najlepszych restauracji w mieście - Przystań.

Reklama

Iwona, najmłodsza z trójki rodzeństwa, czuła się rozpieszczana, taka córeczka tatusia. "Byłam grzeczną dziewczynką, nie chodziłam po drzewach i nie sprawiałam trudności. Raz tylko w piątej klasie podstawówki zapaliłam z koleżankami papierosa". Tata Iwony był milicjantem, mama pracowała w domu. Dziś gwiazda jest wdzięczna rodzicom za pogodne dzieciństwo i za to, że zachęcali ją do rozwijania talentów. Nazywa siebie człowiekiem stadnym, bo zawsze dobrze się czuła wśród ludzi, w grupie. Kiedy miała 11 lat, zaczęła grać w piłkę ręczną. "Poznałam wtedy smak przegranej i co to jest rywalizacja. Takie przeżycia kształtują charakter" - mówi po latach.

Kiedy kończyła podstawówkę, trafiła na casting do zespołu tanecznego Marioli Jolanty Felskiej. Niesamowitej kobiety, silnej osobowości, która potrafiła zarazić miłością do tańca młodych ludzi w Olsztynie (dziś wielu z nich sędziuje lub ma swoje szkoły tańca). "Na casting przyszło 600 osób, a do zespołu dostało się 20 wybrańców losu" - wspomina Pavlović. Iwona była wtedy niewysoką dziewczynką i brakowało jej trzech centymetrów, by spełnić wymagania stawiane przez organizatorów castingu. Dlatego mama wszyła w jej tenisówki wysokie wkładki. "W czasie eliminacji buty spadały mi z pięt. Widziałam w oczach Felskiej, że doskonale zdaje sobie sprawę z oszustwa. A jednak mnie przyjęła" - wspomina dziś gwiazda.

Kiedy Iwona trafiła do zespołu, miała 15 lat. Pod swoje skrzydła wzięła ją wtedy tancerka, a później najwierniejsza przyjaciółka Ewa Cichocka. Razem szyły pierwsze suknie. Zbierały pieniądze na błyszczący materiał o nazwie lurex. Ozdoby robiły ze wszystkiego, nawet sklep z wyrobami metalowymi był dla nich inspiracją. Przyczepiały do sukienek ćwieki, łańcuszki, a nawet piórka z kogucich ogonów.

Kiedy Iwona zdobyła mistrzostwo Polski, mogła w końcu kupić prawdziwe strusie pióra i lśniące materiały. Potem razem z partnerem Arkadiuszem Pavlovićem spełniła kolejne marzenie. Wyjechali do Londynu, by szkolić się u najlepszych. Podróż czeskim motorem marki Jawa trwała pięć dni. W Anglii oszczędności skończyły się dość szybko i wtedy rękę podała im Polka Mariola Wydorska, żona Barry'ego Free, właściciela fabryki butów Supadance. Iwona kleiła więc podeszwy, a potem niemal wszystkie zarobione pieniądze wydawała na lekcje tańca. Razem z narzeczonym rezygnowali wtedy z ogrzewania w pokoju. Iwona pamięta poranki, kiedy budziła się z czapką na głowie, a z kranu w kuchni wisiał sopel lodu. Dziś kiedy wspomina tamte czasy, uśmiecha się i mówi: "Jestem wdzięczna losowi za niełatwe czasy i wyjątkowych ludzi, którzy pomogli mi zrealizować marzenia".

Iwona Zgliczyńska

-->

Więcej o gwiazdach przeczytasz w magazynie "Show"

Dowiedz się więcej na temat: Iwona Pavlović

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje