Rafał Maślak: Spełniam marzenia dziewczyn

Mister Polski 2014, Rafał Maślak dorobił się własnego programu telewizyjnego. W show "Randka z Maślakiem" spełnia marzenia dziewczyn. - Rafał, dziękuję ci za to wszystko. Teraz wiem, że są jeszcze dobrzy ludzie - usłyszał od jednej z bohaterek.

30 kwietnia minął rok, od kiedy zostałeś Misterem Polski. Jak wyglądałoby dzisiaj twoje życie, gdybyś nie wziął udziału w tym konkursie?

Reklama

Rafał Maślak: - Najprawdopodobniej dalej robiłbym to, co robiłem. Czyli pracowałbym w zakładzie produkującym tubki, dorabiałbym jako lokalny model i służył w Ochotniczej Straży Pożarnej.

Twój program w Polsat Cafe nosi tytuł "Randka z Maślakiem". Czy ma charakter matrymonialny? Czy chodzisz na randki, kogoś ze sobą swatasz?

 - Słowo randka wziąłbym w cudzysłów. Tytuł miał być trochę kontrowersyjny, miał intrygować. Spotykam się z dziewczynami, które w pewnym sensie przypominają mnie sprzed paru lat. Przeszły trudne doświadczenia, mają jakieś problemy. Spełniam ich marzenia, zabieram w pięknie miejsca. Pokazuję im, że jeśli z determinacją dąży się do celu, to naprawdę można osiągnąć wszystko. Ja jestem tego przykładem. Był czas, kiedy byłem zdołowany, nie miałem żadnych celów, zmagałem się z chorobą. Ale w końcu powiedziałem sobie: "Rafał, musisz zrobić coś ze swoim życiem!"

Opowiedz o bohaterce któregoś z odcinków

- Bohaterką drugiego odcinka jest Patrycja. Przed programem nie wierzyła w siebie, narzekała na nadwagę. Postanowiłam, że zafunduję jej terapię szokową. Zabrałem ją na wielką imprezę medialną - ramówkę telewizji Polsat. Jest tam najwięcej mediów, najwięcej gwiazd. Uznałem, że jeśli Patrycji uda się wtedy z innymi nawiązać kontakt, bardzo jej to pomoże w codziennym życiu. Jej marzeniem było poznać znanych ludzi, porozmawiać z nimi. Szalała z radości, kiedy wreszcie znalazła się obok nich. Usłyszała od gwiazd bardzo wiele miłych słów. Byłem w szoku, że została tak przyjaźnie przyjęta.

Jaki był stosunek internautów do Patrycji?

 - Na imprezie powiedziałem Patrycji: "Słuchaj, na pewno będziesz w wielu portalach następnego dnia, bo staliśmy na ściance. Musisz się z tym liczyć. Spodziewaj się dużej ilości 'hejtów'. Ja mam ich codziennie tysiące 'hejtów'. Nie przejmuj się tym, hejterzy to ludzie pełni goryczy". Na jednym z portali pojawiła się ogromna fala krytyki odnośnie wyglądu Patrycji. Ci, którzy atakowali, w ogóle nie znają jej osobowości, nie wiedzą, jak pozytywną jest dziewczyną. Broniąc Patrycji, napisałem post na moim Facebooku. Wywołał tak ogromny rezonans, że zmiótł "hejterów". To był ogromny sukces. Patrycja zadzwoniła do mnie z płaczem, ale i radością. "Rafał, dziękuję ci za to wszystko. Teraz wiem, że są jeszcze dobrzy ludzie" - usłyszałem od niej.

Jak narodził się pomysł na ten program?

- Ten program wymyśliłem kiedyś z moim kolegą. Pamiętam, że jechaliśmy do jakiejś miejscowości na wydarzenie organizowane w galerii. Zastanawialiśmy się, co dobrego mogę zrobić, wykorzystując tytuł Mistera Polski. Wpadliśmy na pomysł, że mógłbym pójść na studniówkę z jakąś dziewczyną. Dziewczyna, która jest sama, nie ma chłopaka, u boku Mistera Polski mogłaby poczuć się jak księżniczka. Kiedy na Facebooku ogłosiłem konkurs, sprawę nagłośniło wiele mediów. Wtedy pojawił się pomysł, by rozwinąć ten pomysł w coś większego.

 

Dziewczyny, które biorą udział w programie, muszą być bardzo onieśmielone. Jak rozładowujesz atmosferę?

- Przy pierwszym spotkaniu od razu uśmiecham się do ucha do ucha i mówię: "Cześć, jestem Rafał. W ogóle nie stresuj się moją osobą". Rozmawiam z dziewczyną przez parę minut i daję jej do zrozumienia, że jestem naprawdę dobrym kolegą, że nie ma pomiędzy nami barier, że nie patrzę na nią z góry.

Czy Wielkanoc uda ci się spędzić z najbliższymi?

- Oczywiście. Przyjadę do domu w wielki czwartek. Mama zawsze wydzwania, mówiąc, że wszyscy mamy być w komplecie. W rodzinie przywiązujemy do tego dużą wagę.

W programach telewizyjnych pokazywano wasz zielony domek w Gorzycy (woj. lubuskie). Czy właśnie tam spędzałeś wszystkie swoje święta?

- Nie. Wcześniej w piątkę mieszkaliśmy w bloku na 40 m kw. Tak żyłem przez 17 lat. Później rodzice wybudowali domek, 300 metrów dalej. Na śmigus-dyngus dom będzie totalnie zalany. Kto się pierwszy obudzi, ten leje (śmiech).

Pomagasz mamie w kuchni?

- Zawsze pomagałem. Na początku z przymusu. Ale później zacząłem interesować się kuchnią, zarzucałem mamę pytaniami. Potrafię przygotować kilka niezłych potraw. Kiedy zaczynałem gotować, smak był na drugim miejscu. Liczyły się wartości odżywcze. Teraz moje jedzenie jest smaczniejsze i bardziej urozmaicone.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje