Savoir vivre wciąż żywy

O ogładzie towarzyskiej i obowiązujących w niej zasadach, opowiada dr Stanisław Krajski, twórca Akademii Dobrych Manier i Etykiety biznesu, wydawca i autor takich książek jak m.in.: "Savoir vivre. Podręcznik w pilnych potrzebach" czy "Savoir vivre - 250 problemów".

Patrząc z perspektywy czasu, czy i jak bardzo, zmieniło się pojęcie dobrych manier?
Stanisław Krajewski: Współczesna kindersztuba różni się od tej sprzed stu, dwustu, czy trzystu lat niewiele. I tak np. średniowieczne przekazy dotyczące zachowania się przy stole są dokładnie takie same jak dzisiaj. Nieliczne zmiany związane są z pewnymi zmianami w naszym życiu. Najwięcej jest tu zmian we wskazaniach dotyczących kobiecego stroju.
Dokonała się tu pewna rewolucja, którą w karby ujęła Coco Chanel. Jej wskazania obowiązują do dziś i, jak wszystko na to wskazuje, będą obowiązywały za sto czy dwieście lat. Przykładem zmiany w etykiecie związanej ze zmianami w naszym życiu może być modyfikacja, która dokonała się w etykiecie takiego typu przyjęcia, które nazywa się "herbata". Do pierwszej wojny światowej przyjęcie typu herbata było przyjęciem, na którym serwowało się herbatę, ciastka i wino deserowe lub słodkie.

Reklama

Przyjęcie takie trwało godzinę i odbywało się o godz. 17.00. Ludzie przychodzili na nie już najedzeni (bo po obiedzie). Po I wojnie światowej zjawiali się na takie przyjęcie często głodni, bo wielu z nich pracowało i nie miało czasu zjeść obiadu. Spowodowało to, że na przyjęciu typu herbata zaczęto serwować kanapki.

O jakich zasadach zapominamy na co dzień?
Dziś z reguły nie pamiętamy o wielu zasadach i normach savoir vivre. Wiele z nich zaginęło w niepamięci w czasach PRL-u. Inne zaczęły być lekceważone, bo wymagały, jak się wydawało, za dużo wysiłku. Obecnie wszystko to powoli się przywraca w ramach powrotu do savoir vivre, który obserwuje się w całym cywilizowanym świecie. Zasad takich i norm jest chyba nawet kilkaset. Podam zatem tylko kilka przykładów.

PRL, w którym była bieda przyzwyczaił nas do jedzenia kanapek (dużo chleba, mało wędliny). Bierzemy je do ręki i gryziemy. Przed wojną tak nie było. Kanapki w całym cywilizowanym świecie były prowiantem na wycieczkę albo do szkoły. Powinno być tak: przekładamy specjalnym widelcem (albo szczypcami) chleb z koszyczka na nasz specjalny talerzyk do chleba (to samo robimy z masłem). Wędliny jemy widelcem i nożem odłamując z chleba na naszym talerzyku małe kawałki i smarując je (każdy oddzielnie) masłem.

Przychodząc do kogoś z wizytą, szczególnie w pluchę, Polacy często zdejmują buty i paradują w skarpetkach lub kapciach, które dadzą im gospodarze, a powinni zmienić je na bardziej eleganckie obuwie, które przynoszą ze sobą w torbie.

Mężczyzna w marynarce powinien w pozycji stojącej mieć zapięte w niej wszystkie guziku oprócz dolnego. Siadając wszystkie je rozpina. Wstając znowu zapina odpowiednie guziki itd. Polacy często tego nie robią. Często chodzą w rozpiętej marynarce, co w świecie savoir vivre odbierane jest jako niechlujne i lekceważące.

Dowiedz się więcej na temat: znak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje