Sława Przybylska: Miała zostać zakonnicą

W latach 60. była jedną z najbardziej lubianych piosenkarek. Zachwycała, śpiewając nostalgiczną piosenkę „Pamiętasz, była jesień”. Prywatnie pozostała skromną, niezmanierowaną kobietą.

Pochodzi z Międzyrzeca Podlaskiego. Nigdy nie zapomniała o swoich korzeniach, o rodzinnym małym miasteczku, gdzie chodziła do szkoły podstawowej. Ojciec marzył, żeby została zakonnicą, ale pociągała ją sztuka. W stolicy ukończyła Liceum Sztuk Plastycznych, równocześnie uczyła się w szkole muzycznej.

Reklama

"Robiłam to, co lubię - opowiadała w jednym z wywiadów. - Pociągało mnie rysowanie i rzeźba, ale wiedziałam, że jestem muzykalna. W domu wszyscy śpiewali: mama i ojciec pieśni religijne, a dwie starsze siostry sentymentalne tanga. Byłam zakompleksiona i nieśmiała, a każdy komplement był dla mnie wstrząsem. Kiedyś podczas próby chóru kościelnego bezwiednie włączyłam się z drugim głosem, a organista wobec całego chóru powiedział: Słuchajcie, tak trzeba śpiewać, jak ta mała!". Po maturze niespodziewanie wybrała studia na Wydziale Handlu Zagranicznego. Przez cały czas jednak śpiewała i... szło jej świetnie.

Występowała w triu wokalnym Syrenki, w Studenckim Teatrze Satyryków oraz w Kabarecie Stodoła. Jej kariera piosenkarska nabrała tempa, gdy tryumfowała w konkursach piosenkarskich dla amatorów, zorganizowanych przez Polskie Radio oraz Telewizję Polską. W nagrodę trafiła do dwuletniego Studium Piosenki działającego przy Polskim Radiu. Tam zajęli się nią profesjonaliści. Uznali, że ma wielki talent.

Jej piosenki pojawiły się w kilku filmach, zyskała duży rozgłos. Na pierwszym festiwalu w Sopocie w 1961 r. Przybylska dostała drugą nagrodę za piosenkę "Kuglarze". Publiczność pokochała jej własne przeboje, np. "Okularników", "Zakochanych", "Z kujawiakiem", "Żyje się raz", jak i interpretacje zagranicznych pieśni: "Gdzie są kwiaty z tamtych lat" czy "Miłość w Portofino".

Piosenkarka zainteresowała się też folklorem żydowskim. "Wychowywałam się miejscowości - mówiła - gdzie większość stanowili Żydzi. Moi rodzice utrzymywali z nimi bardzo dobre kontakty. Widziałam, jak mordowali ich hitlerowcy. To wszystko we mnie pozostało. Postanowiłam śpiewać żydowskie pieśni i piosenki, by budować swoisty Pomnik Pamięci. Czynię to od 1960 roku". Nauczyła się języków jidisz i hebrajskiego. Entuzjastycznie przyjmowano ją w Izraelu.

Pod koniec lat 80. Sława zdecydowała się porzucić stolicę. Wraz z mężem wyjechała do Szczawnicy, gdzie wybudowali dom. Zorganizowała Ogólnopolski Turniej Recytatorski "Od Mickiewicza po Miłosza", regularnie pojawiała się w Krakowie na festiwalach żydowskich. Nigdy zresztą nie narzekała na brak powodzenia ze strony publiczności, chociaż media właściwie przestały się nią interesować. W nowej epoce popularność zyskali młodsi wykonawcy i inna muzyka.

"Nie było jednak w moim życiu takiego momentu - tłumaczyła - abym się nudziła i nie wiedziała, co robić. Nie przeszkadzało mi to, że nie byłam zapraszana do telewizji czy do radia. Śpiewałam już wiele lat i nie miałam poczucia krzywdy. Najważniejsza dla mnie była publiczność".

Pierwszego męża poznała jeszcze podczas studiów. Z tego związku - z Jerzym Kostarczykiem - urodziła się córka Blanka. Dzięki niej pani Sława ma dzisiaj już troje wnucząt i prawnuki. Nie widuje ich często, gdyż córka i jej dzieci mieszkają w Szwecji, a piosenkarka nie chciała wyjechać z kraju.

Z drugim mężem, reżyserem Janem Krzyżanowskim dużo jednak podróżuje. Boże Narodzenie i Nowy Rok spędzają w Hiszpanii, w czerwcu jeżdżą na grecką wyspę Zakynthos. Na co dzień mieszkają w Otwocku. - W stolicy dominują teraz banki i sklepy - powiedziała "Angorze". - Coraz mniej prawdziwych kawiarni! Odwiedzamy stolicę, ale wolę Otwock. Tu jest piękny pejzaż, a dookoła sosny. Wszystkie pory roku mam pod ręką.

Choć ukończyła 83 lata, nadal jest w dobrej formie. Prowadzi zresztą bardzo zdrowy tryb życia: nie pali papierosów, dużo jeździ na rowerze. Pozostała tradycjonalistką; nie używa komputera, nie posiada nawet telewizora. Nie przekonała się także do telefonów komórkowych. Woli bezpośrednie spotkania, a listy dalej pisuje ręcznie.

Nadal jest jednak otwarta na nowe wyzwania. Kilka razy wystąpiła u boku Roberta Janowskiego w programie "Jaka to melodia". Nowe piosenki są niewykluczone, ale najbardziej interesują ją podróże. Chciałaby odwiedzić jeszcze wiele krajów...

Jej piosenki na zawsze pozostaną z nami

W 2001 r. w warszawskim Teatrze Rampa odbył się uroczysty, pożegnalny koncert Sławy Przybylskiej. W kuluarach artystka podpisywała płyty i biograficzną książkę "Oblicza Sławy", napisaną przez Różę Jaśkowską i męża piosenkarki, Jana Krzyżanowskiego - byłego dyrektora Stołecznej Estrady, Polskiego Ośrodka Kultury w Pradze i Teatru na Targówku.

Cykl pożegnalnych występów miał trwać rok, lecz przeciągnął się aż na 10 lat. Powodem była duża ilość zaproszeń kierowanych pod adresem artystki. Okazyjnie Przybylska występuje nadal, m.in. w programie "Jaka to melodia".

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje