Starsi Panowie - w sercu ciągle maj

Wasowski tworzył piękne melodie, Przybora pisał zabawne, pełne uroku teksty. Do współpracy zaprosili całą plejadę gwiazd.

Jerzy Wasowski - z zawodu inżynier dźwięku, i Jeremi Przybora - niedoszły absolwent anglistyki i handlu, poznali się w Polskim Radiu. Legenda głosi, że było to podczas oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 r. Jeden był tam akustykiem, drugi pracował jako spiker. Po wojnie nawiązali współpracę w 1948 r., gdy Przybora tworzył radiowy teatrzyk.

Reklama

"Zwróciłem się do Jerzego, żeby napisał muzykę, bo tak mi na oko wyglądało, że dobrze sobie z tym poradzi" - wspominał pan Jeremi. "Propozycja zaskoczyła mnie, ponieważ nigdy tego nie robiłem - mówił Jerzy Wasowski. - Grałem co prawda na pianinie, komponowałem dla teatrów, lecz nie miałem zielonego pojęcia o pisaniu partytury. Zacząłem więc się uczyć, kupiłem nawet podręczniki z harmonii i kontrapunktu"...

Przybora miał nosa: Wasowski rozwinął się jako kompozytor. Ich najważniejszym projektem stał się telewizyjny program "Kabaret Starszych Panów", po raz pierwszy wyemitowany jesienią 1958 r. Przybora odpowiadał za scenariusz i teksty, Wasowski za muzykę. Obaj reżyserowali program i grali tytułowe, prowadzące postacie: "Starsi panowie, starsi panowie, starsi panowie dwaj. Już szron na głowie, już nie to zdrowie, a w sercu ciągle maj"... Dostarczali widzom dwóch, czasem trzech premier rocznie.

Pierwsze programy nadawano na żywo w czwartki późnym wieczorem, a w niedzielne przedpołudnie ponownie odgrywano przed kamerami, też na żywo. Tylko piosenki szły z playbacku. Dopiero od szóstego odcinka kabaret był nagrywany. W latach 1958-1966 powstało 16 programów, które cieszyły się dużym zainteresowaniem widzów. Prezentowali humor ludzi dobrze wychowanych, kojarzący się z epoką II RP. Dlatego też nieodzownymi atrybutami Starszych Panów były cylindry, żakiety i sztuczkowe spodnie - strój pośredni pomiędzy wizytowym a balowym.

Do przedwojennych czasów nawiązywał nie tylko ubiór głównych bohaterów programu, lecz również elegancki język, jakim posługiwali się przed kamerą. Nikogo wprost nie wyśmiewali, nie stosowali ostrej satyry. W zamian pojawiał się łagodny żart na najwyższym poziomie i dobrotliwa ironia: "I znaleźliśmy się w wieku, trudna rada, że się człowiek przestał dobrze zapowiadać. Ale z drugiej strony cieszy się, że się również przestał zapowiadać źle".

Jak pracowali? Przybora pod zamarkowaną melodię pisał tekst, po czym przynosił go Wasowskiemu. Ten czytał, dyskutował o nim z autorem, po czym pisał muzykę. "Utarczki między nimi były, ale obaj mieli podobne poczucie humoru - wspominała w audycji radiowej realizatorka Halina Machay. - Rozmawiali ze sobą językiem wymyślonych przez siebie postaci! Nieraz ze szpileczkami i złośliwostkami, lecz szalenie szarmancko, z takim życzliwym zdziwieniem... Gdy jakieś słowo nie pasowało do muzyki, częściej ustępował Wasowski i ją zmieniał, rzadziej robił to Przybora".

O sukcesie programu zadecydowały fantastyczne piosenki, pisane pod konkretną osobę. Przybora i Wasowski umieli bowiem doskonale rozpoznać umiejętności każdego aktora. Przez 8 lat działalności kabaretu przez zespół przewinęli się znakomici artyści: Irena Kwiatkowska, Barbara Krafftówna, Kalina Jędrusik, Aleksandra Śląska, Krystyna Sienkiewicz, Wiesław Gołas, Mieczysław Czechowicz, Wiesław Michnikowski, Edward Dziewoński czy Bronisław Pawlik.

Każdy miał swoje miejsce w zespole, nie stosowano rotacji i zastępstw. Gdy zabrakło jakiegoś wykonawcy, to zmieniano program. "Po wejściu do studia nastrój mi się całkowicie zmieniał, bo Przybora i Wasowski kreowali niepowtarzalną atmosferę - opowiadała Kalina Jędrusik. - Umieli nawiązać kontakt z nami-aktorami, a my zaczynaliśmy żyć życiem kabaretowych postaci. Co ważne - każdy mógł podyskutować o swojej roli, powiedzieć na luzie, co myśli. Nie wstydziliśmy się nikogo ani niczego. Szkoda, że po próbie dobry nastrój pryskał, bo normalny świat wydawał się taki szorstki i nieprzyjemny!".

Jędrusik wniosła do programu liryzm i zmysłowość "Jesiennej dziewczyny". Krafftówna śmieszyła widzów, śpiewając: "Przeklnij mnie", Kwiatkowska - ekspresyjnie wykonując "Tango kat", a Zofia Kucówna - zalotnie wzdychając: "Kaziu, zakochaj się!". Genialny był też Wiesław Michnikowski, który wyśpiewał "Adio pomidory", "Jeżeli kochać, to nie indywidualnie" i "Wesołe jest życie staruszka". Łącznie w programie wykonano ponad 180 piosenek, które są słuchane i wydawane na płytach do dziś.

Brakujące pięć pierwszych odcinków kabaretu po latach nagrano na nowo, w nieco zmienionej obsadzie. "Piosenka jest dobra na wszystko" - śpiewali w jednym z największych przebojów. Wasowski zmarł w 1984 r., Przybora - 20 lat później, ale ich twórczość przeszła do historii muzyki rozrywkowej. I na zawsze została w naszych sercach: za urokliwe melodie, wysmakowane teksty, ciepło i pogodę ducha.

Jeremi Przybora miał romans z Agnieszką Osiecką, co odbiło się echem w jego piosenkach, m.in. w "Podłej", w wykonaniu Wiesława Gołasa. Poeci poznali się na początku 1964 r. Swój związek ukrywali przed otoczeniem. Próba wspólnego mieszkania zakończyła się jednak katastrofą, zbyt się od siebie różnili. Rozstali się po 2,5 roku, a Przybora "leczył się z Osieckiej" przez kolejne dwa lata. Dlatego między innymi Kabaret Starszych Panów zakończył działalność.

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje