Start-up w Dolinie Krzemowej dostępny tylko dla geniuszy?

O tym, co zrobić, aby start - up wyrósł na potężną firmę i dlaczego w Dolinie Krzemowej nie zawsze warto umawiać się z kimś na kolację, rozmawiałam z Martą Zucker, autorką książki "Kobiety globalne w świecie start - upów. Rozmowy w Dolinie Krzemowej".

Dominika Dziubińska: Co to w ogóle jest ten start-up? Bardzo modne słowo ostatnio...

Reklama

Marta Zucker: - To prawda, dzisiaj start-upem nazywa się każdą firmę i pewnie czasami trochę niesłusznie. Ten rodzaj działalności staje się bardzo modny. Moje rozmówczynie w książce mówią, że jeszcze parę lat temu nikt zupełnie nie wiedział, co to jest start-up. I nawet dzisiaj ludzie często nie do końca rozumieją tę ideę. Start-upem jest firma innowacyjna, która ma potencjał bardzo szybkiego wzrostu i w przeciwieństwie do tradycyjnej firmy, start-up nie generuje przychodu, dlatego wymaga finansowania Z prowadzeniem start-upu łączy się więc ogromne ryzyko, dlatego zdecydowana większość start-upów upada.

Do założenia start-upu potrzebna jest szczególna osobowość? Z pani książki wynika, że nie trzeba być do tego specem od nowoczesnych technologii. 

- Ja generalnie wszystkich zachęcałabym do innowacyjnego myślenia i przedsiębiorczości. Czy ostatecznie założymy start-up, czy będziemy prowadzili swoją działalność, to już drugorzędna sprawa. Nie uważam absolutnie, że każdy musi zakładać start-up, to pojęcie jest dziś po prostu bardzo modne i moim zdaniem trochę zbyt okrzyczane. I nie, nie każdy start-upowiec musi być od razu informatykiem.

W swojej książce skupiła się pani na kobietach. Start-upy kobiece różnią się czymś od męskich? 

- Rzeczywiście napisałam książkę o kobietach, których jest zdecydowanie mniej w IT, jednocześnie uważam, że płeć nie ma tutaj absolutnie żadnego znaczenia. Nie zauważyłam różnic w przebiegu rozwoju start-upów zakładanych przez kobiety, bądź przez mężczyzn. Badania wykazują jednak, że start-upy, gdzie założycielkami są kobiety trochę wolniej startują w porównaniu ze start-upami "męskimi", które przechodzą bardzo szybko przez pierwsze fazy rozwoju. W świetle badań start upy "kobiece" utrzymują się na rynku dłużej i są silniejsze.

W Polsce krąży dużo opowieści o Dolinie Krzemowej. Wynika z nich, że to magiczne miejsce, zamknięty ekosystem, po którym nie da się poruszać bez znajomości lokalnego slangu technologicznego: akceleratory, founderzy, mentorzy. Człowiekowi, który nigdy tam nie był, trudno to sobie wyobrazić...

- Wokół Doliny Krzemowej powstało rzeczywiście mnóstwo legend i mitów. Niektóre z nich wprowadzają w błąd i przedstawiają mylne wyobrażenia. Dolina Krzemowa jest przede wszystkim miejscem otwartym na nowe pomysły i innowacje, jest wielokulturowa i bardzo tolerancyjna. A terminologii, czy też "slangu" można się szybko nauczyć. W Dolinie Krzemowej swoje siedziby mają technologiczni giganci, nowe technologie rozwijają się tu bardzo szybko, środowisko Doliny sprzyja innowacjom. Stan Kalifornia jest szóstą co do wielkości gospodarką świata. Te wszystkie elementy sprawiają, że Dolina jest światowym zagłębiem technologicznym.

A jak wygląda życie codzienne w Dolinie? Wszystko kręci się wokół nowoczesnych technologii? 

- Oczywiście, że nie. Wbrew pozorom nie wszyscy, którzy tu mieszkają, pracują w nowych technologiach. Chociaż w Dolinie trzeba ostro harować, obok tego istnieje też bardzo rozwinięta kultura spędzania czasu na świeżym powietrzu. Rowery, deski surfingowe, pływanie na żaglówkach- mieszkańcy Doliny lubią spędzać czas aktywnie i w towarzystwie przyjaciół.

Jedna z pani rozmówczyń wspominała, że w Dolinie brakowało jej szeroko pojętej kultury, druga zaś mówiła o zaporowych cenach nieruchomości. Często zdarza się, że przyjeżdżający tam zderzają się z rzeczywistością i dostrzegają w Dolinie jakieś braki? 

- Jasne, że tak, ale myślę, że wszędzie tak jest. Gdziekolwiek byśmy nie pojechali okaże się prędzej czy później, że czegoś nam brakuje. Nie ma tutaj muzeów takich jak w Nowym Jorku, ale są za to inne rzeczy np. zawsze piękna pogoda (J). Przez nagromadzenie firm zajmujących się nowymi technologiami, Dolina rzeczywiście stała się miejscem bardzo drogim. Ceny wynajmu nieruchomości jednymi z najwyższych w całych Stanach, a na pewno możemy je porównać z nowojorskimi. Ta zmiana dokonała się na przestrzeni zaledwie kilku ostatnich lat.

Niektóre z pani rozmówczyń wspominały, że trzeba się wręcz nauczyć funkcjonowania w Dolinie. To, co w Europie uznawane jest za zwykłą propozycję wyjścia na kolację, tam traktowane jest jako poważne zobowiązanie... Jest jakiś kod, który pozwoli  uniknąć takich sytuacji? 

- W środowisku, w którym jest więcej mężczyzn, kobietom zawsze będzie w pewnym sensie trudniej. Wydaje mi się, że trzeba bardzo uważnie słuchać tego, co się do nas mówi i zwracać uwagę na to, jakie sygnały są do nas wysyłane. Czasami należy się dwa razy zastanowić, czy aby na pewno chcemy to zaproszenie na kolacje przyjąć, czy zamiast tego umówić się np. na lunch.

Dolina to mekka geniuszy czy przedsiębiorców ryzykantów?

- Zdecydowanie nie trzeba być geniuszem. W mojej pierwszej książce, Marcin Treder świetnie to ujął, powiedział, że - Wszyscy jesteśmy przeciętnymi ludźmi (...). Jednak z własną przeciętnością też można wiele zdziałać.

- Trzeba ciężko pracować, być wrażliwym na otaczający nas świat i mieć otwarty umysł. Myślę, że to są najważniejsze czynniki. Oczywiście tutaj rzeczywiście jest dużo ludzi, którzy są wybitni, ale zdecydowanie nie tylko wybitne jednostki odnoszą sukcesy.

Wszystkie pani bohaterki przyznają, że dyskryminacja kobiet w Dolinie Krzemowej jest widoczna. Podejmowane są jakieś działania na rzecz zmiany tego stanu rzeczy? 

- Rzeczywiście kobiet jest w IT stale mniej niż mężczyzn. W ekosystemie start-upowym sytuacja wygląda podobnie. Na szczęście o tym ostatnio coraz więcej się mówi. To dobrze, że firmy takie jak Google czy Facebook również zaczynają zwracać uwagę na ten problem. Powstaje coraz więcej programów, które mają na celu wspieranie młodych dziewczyn w ich decyzjach o studiowaniu informatyki czy innych nauk ścisłych. Myślę, że przed nami jeszcze długa droga zanim proporcja kobiet i mężczyzn w IT się zrównoważy, ale to nie znaczy, że nic się w tym zakresie nie dzieje.

Kilka razy w książce przewinęło się nazwisko Ellen Pao, która złożyła pozew przeciwko jednemu z największych funduszy venture capital. Pracodawcy zarzuciła mobbing i dyskryminację ze względu na płeć. Kobiety zaczynają się bronić?

- To rzeczywiście jest głośny przypadek. Nie powiedziałabym, że kobiety zaczynają się bronić, a raczej, że zaczynają działać - to jest zdecydowanie ważniejsze. Dobrze, że o przypadku Ellen mówiło się na całym świecie. Podkreślałabym jednak to, że dziewczyny w końcu zaczynają współpracować i być widoczne.

No właśnie, a jak to jest z tą współpracą? Problemy kobiet w rozpoczęciu prowadzenia własnej działalności czy budowaniu start-upu nie wynikają czasami z tego, że współpraca idzie im zdecydowanie gorzej niż mężczyznom? 

- Jestem zdania, że mądre kobiety się wspomagają. Kobiety, które chcą świadomie budować biznes wiedzą, że należy sobie pomagać. Jednocześnie jestem przeciwna wspomaganiu kobiet tylko z uwagi na fakt, że są kobietami. Uważam, ze należy wspierać dziewczyny, pokazywać im, że też mogą programować i wykonywać "męskie zawody ". Nie "inkubujmy" jednak kobiet, a pomagajmy im w sposób przemyślany i mądry.

W Stanach Zjednoczonych, a co za tym idzie również w Dolinie, nie ma urlopów macierzyńskich podobnych do tych polskich. Jak radzą sobie tam młode przedsiębiorczynie z dziećmi?

- To jest w Stanach poważny problem. Na szczęście nowoczesne firmy technologiczne powoli zmieniają tę tendencję i np. Google czy Facebook wprowadziły urlopy macierzyńskie, a nawet tacierzyńskie. Wiele start-upów również wprowadza tego typu urlopy, także Dolina pokazuje całemu krajowi, że jednak można inaczej.

Ostatnio na jednej z kobiecych konferencji Polki usłyszały, że "szklany sufit" istnieje tylko w ich głowach. A jak sytuacja wygląda w Dolinie? Start-upy i firmy zakładane przez kobiety to jest dobry sposób na to, żeby ten przysłowiowy sufit przebić? 

- Przyznam, że ja się nawet trochę zgadzam z tym stwierdzeniem, że często "szklany sufit" jest tylko w naszych głowach. Uważam, że dziewczyny powinny działać, powinny być aktywne na polu zawodowym. Na pewno spotkają się z wieloma przeszkodami, ale należy po prostu starać się je pokonywać. Zatem róbmy swoje i nie przejmujmy się żadnym "sufitem". Im mniej będziemy o nim myśleć, tym łatwiej będzie nam go ominąć.

W Dolinie Krzemowej istnieją akceleratory tzw. inkubatory przedsiębiorczości. Co to tak naprawdę oznacza? 

- Rolą akceleratora jest to, żeby dany pomysł czy projekt wyinkubować. Jedna z bohaterek mojej książki, Patrycja, opowiada o tym, że pomysły na początku są bardzo delikatne i wrażliwe, i należy je wyjątkowo chronić. Rolą inkubatora jest, żeby ten projekt ze spokojem mógł się rozwijać, a founderzy (czyli założyciele start-upu) mogli spokojnie nad nim pracować.

- Ważne jest również, aby praca odbywała się w towarzystwie ludzi, którzy są podobnie skupieni na innych pomysłach. Działanie w takim twórczym środowisku na pewno wpływa na innowacyjność.

- Akceleratory pomagają również founderom w nawiązywaniu kontaktów z ciekawymi osobowościami w Dolinie. Uczą także start-upowców jak prezentować swój projekt, czyli pitchować, co jest niezwykle ważne i tę akurat sztukę powinni opanować do perfekcji.

Zaciekawiła mnie idea networkingu. I to jak bardzo jest on ważny w Dolinie Krzemowej. To są tylko i wyłącznie kontakty biznesowe, które prędzej czy później pomogą rozwinąć pomysł czy założyć firmę, czy też rodzą się tam też przyjaźnie? 

- Oczywiście, że rodzą się tutaj długotrwałe przyjaźnie. W Dolinie jest to wyjątkowo istotne, żeby ludzie lubili siebie nawzajem i chętnie ze sobą pracowali. Jeśli nie ma komunikacji, to szanse, że z pomysłu powstanie coś większego i trwałego są bardzo nikłe. Bardzo często inwestor chce po prostu polubić foundera (założyciela start-upu). Chce móc z nim porozmawiać nie tylko o start-upie, ale również i na inne niekoniecznie związane z biznesem tematy. Aspekt międzyludzki jest tutaj naprawdę na istotny.

Na potrzeby książki rozmawiała pani z 7 dziewczynami, Polkami mieszkającymi lub przebywającymi przez jakiś czas w Dolinie. Mamy tam solidną reprezentację?

- W Dolinie mieszka sporo Polaków, którzy rozwijają swoje start-upy, są zaangażowani w ciekawe projekty. Chociaż chciałabym żeby było ich jeszcze więcej i żeby więcej start - upowców przyjeżdżało do Doliny.

Wielu start-upowców myśli, że jak już pojadą do Doliny, to muszą tam zostać i rozwijać swój pomysł. To prawda? 

- Nie, nie trzeba od razu zostawać tu na stałe. Oczywiście są start-upy, które będą się szybciej rozwijać, jeśli od początku zaczną działać w Dolinie, ale są i takie, które mogą rozwijać swój pomysł  w swoim kraju. Uważam, że warto do Doliny przyjechać i wszystkich do tego zachęcam. Nieważne na krótko czy na długo, ale warto odwiedzić, zobaczyć, nauczyć się, pójść na spotkanie. Niektóre z bohaterek mojej książki, na stałe mieszkają w Warszawie, gdzie bardzo aktywnie działają,, a do Doliny przyjeżdżają od czasu do czasu, żeby "być na bieżąco".

Wszystkie pani rozmówczynie mówią o potrzebie myślenia globalnego. Myśli pani, że tego w Polsce trochę brakuje?

- Myślę, że polskie start-upy też już myślą globalnie. Projekty są mniejsze, bo i skala naszego rynku jest mniejsza. Podczas mojego ostatniego pobytu w Polsce poznałam wielu młodych otwartych na świat  ludzi mających innowacyjne pomysły, które na pewno będą się dalej rozwijać.

Co by pani poradziła młodym Polakom, którzy marzą o budowaniu własnych start-upów? Co zrobić, żeby się udało?

- Przede wszystkim należy się nie bać, no i działać, ciężko pracować i być otwartym na innych ludzi, a także umieć ich słuchać. To są chyba najważniejsze czynniki, a jeśli one wszystkie będą już spełnione, czas pokaże, co wyniknie z tego pomysłu.



Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje