Sykut-Jeżyna: odkąd mam córkę, jestem jeszcze bardziej empatyczna

"Serce mi rośnie, kiedy mogę pomagać" - mówi PAP Life Paulina Sykut-Jeżyna. Prezenterka, która jest ambasadorką programu wspierającego Akademię Przyszłości, przyznaje, że odkąd została mamą jest jeszcze bardziej empatyczna, zwłaszcza w stosunku do dzieci.


PAP Life: Jest pani ambasadorką programu wspierającego Akademię Przyszłości, który pomaga dzieciom w ich lepszym starcie w dorosłe życie. Dlaczego zdecydowała się pani wesprzeć akcję?

Reklama

Paulina Sykut-Jeżyna: Kiedy dowiedziałam się, że będziemy pomagać dzieciakom, zgodziłam się bez zastanowienia. Sama też kiedyś byłam dzieckiem, zresztą trochę nadal nim jestem i cieszę się z tego. Poza tym, niedawno zostałam mamą, więc tym bardziej myślę o dzieciach. Też, kiedy byłam dzieckiem, dostawałam podobną pomoc, więc serce mi rośnie, kiedy mogę pomagać, zwłaszcza dzieciom.

PAP Life: Dlaczego warto, żeby znane osoby angażowały się w tego typu akcje charytatywne?

P. S.-J.: Myślę, że to może bardziej zadziałać na ogół, że jednak ktoś spojrzy i się zastanowi, że to jest też dotarcie do większej liczby ludzi, więc może to lepiej działa i jest bardziej skuteczne - jeśli tak, to ja też mówię tak.

PAP Life: Uważa pani, że nasze polskie społeczeństwo jest narodem empatycznym, chętnie pomagającym?

P. S.-J.: Myślę, że empatia i wspieranie to jest bardzo indywidualna sprawa. Znam ludzi z wielką empatią, których ogół nie podejrzewałby o to. Znam też takich, którzy pełnią funkcje, w których powinno się odczuwać pewną empatię, a te osoby jej nie posiadają. Dlatego w tej kwestii byłabym daleka od prorokowania i uogólniania. Jednak muszę przyznać, że mnie w życiu spotkało wiele dobrego od ludzi, więc myślę, że Polacy są takim narodem, który potrafi się skrzyknąć, by pomóc. Naprawdę wielu ludzi jest w stanie się zorganizować i stworzyć fajną akcję pomocy komuś, zebrać pieniądze na jakąś operacją dziecka czy kogoś innego, więc jesteśmy w stanie pomagać, tylko czasem trzeba się zatrzymać, zastanowić, spojrzeć i dać dobry przykład.

PAP Life: Na brelokach zaprojektowanych przez Michała Szulca, dochód z których wesprze akcję, widnieje hasło: "Jak dorosnę, zostanę". Jakby pani dokończyła to zdanie?

P. S.-J.: Lekarzem. Kiedy byłam dzieckiem, chciałam zostać lekarzem. Później mi się to troszkę zmieniło - chciałam śpiewać, natomiast nie chciałam zostać ani gwiazdą, ani nie mówiłam o sobie jako o piosenkarce, chyba chciałam być po prostu artystką. A że chciałam śpiewać, szłam tą drogą i jak dorosłam, w zasadzie zostałam tym, kim chciałam być, bo cały czas chciałam żyć po swojemu i chciałam robić to, co lubię. Chyba właśnie tak skończyłabym to zdanie, że jak dorosnę, chcę robić to, co lubię, chcę być sobą. Bardzo walczyłam o to, żeby w życiu być sobą i myślę, że to jest najpiękniejsze, co może spotkać człowieka - nie bać się być sobą i realizować swoje marzenia.

PAP Life: Czy pani doświadczenie macierzyństwa jakoś na panią wpłynęło, wzmocniło w pani poczucie empatii względem dzieci, a może i dorosłych?


P. S.-J.: Jeśli chodzi o dzieci to na pewno. Zawsze byłam osobą wrażliwą i pełną empatii. Czasem mi to przeszkadzało, bo ta wrażliwość bywa dokuczliwa. Czasami coś nas dotyka za bardzo, a w dzisiejszych czasach w pewnych sytuacjach trzeba mieć grubszą skórę. Jednak odkąd w moim życiu pojawiła się Róża i widzę dzieci - czasem chore, bo często odwiedzam je np. w szpitalach albo biorę udział w różnych akcjach wspierających dzieciaki, chore dzieciaki, dzieciaki potrzebujące pomocy - to jest to gdzieś tam głęboko we mnie, wzrusza mnie i porusza do głębi. Więc takie sytuacje dziecięce chyba jeszcze bardziej mnie dotykają, mocniej je przeżywam.
Z Pauliną Sykut-Jeżyną, prezenterką telewizyjną rozmawiała Paulina Persa (PAP Life).
pau/ jbr/

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje