Urszula Grabowska: Lublin nam kibicował

Anielską urodę łączy z piekielną pracowitością. Mimo pracy w Warszawie, nie opuszcza ukochanego Krakowa. Właśnie wchodzi na ekrany kin film "Carte Blanche", w którym gra u boku Andrzeja Chyry.

Kamila Sypniewska: Film opowiada historię nauczyciela, który traci wzrok. Oparty jest na prawdziwej historii.

Reklama

Urszula Grabowska: - Akcja jest osnuta na losach Maćka Białka, nauczyciela historii z Lublina. Jacek Lusiński, autor scenariusza i reżyser filmu, napisał też książkę inspirowaną życiem Maćka.

Sam Maciej Białek był konsultantem filmu. Czy pani z nim współpracowała na planie?

- Najwięcej kontaktu mieli z Maćkiem oczywiście Jacek Lusiński i Andrzej Chyra, który wciela się w główną rolę Kacpra. Kacper, tak jak Maciek, traci stopniowo wzrok i ukrywa to przed otoczeniem. Boi się stracić pracę. Ja grając jego koleżankę, nauczycielkę, chciałam wiedzieć, czy to możliwe, by przez cztery lata nikt tego nie zauważył.

- Zorganizowano dla całej ekipy wspólny obiad z Maćkiem. I oczywiście było mi ogromnie miło, że poznałam takiego fantastycznego człowieka, ale zobaczyłam też, jak perfekcyjnie opanował codzienne, rutynowe czynności. Od Maćka otrzymałam najpiękniejszy komplement w życiu. Gdy się witaliśmy, uścisnął mi rękę i powiedział: "Ale blask!"...

Gra pani postać mało sympatyczną, kobietę obrażalską, spiętą, zamkniętą w sobie, która nie sprawdza się w trudnej sytuacji.

- Została kiedyś zraniona i boi się znów zaufać, ale w końcu pod wpływem uczuć rozkwita. I to, że nie zdaje egzaminu w najważniejszym momencie, w jakimś stopniu tłumaczy się właśnie jej życiorysem.

Prowokuję panią, bo łatwo nam z fotela oceniać i mówić: ja bym tak nie postąpiła jak bohaterka...

- Postaci w tym filmie nie są jednoznaczne i w tym tkwi ich siła. Tu widzę ogromny wkład Jacka Lusińskiego. Dzięki jego wnikliwości nie ma w tej opowieści sztucznych rozwiązań - zbyt melodramatycznych lub cukierkowych, bo przecież w życiu raczej rzadko się zdarzają.

Film powstał w Lublinie. Lokalne media szczegółowo sprawozdawały, co dzieje się na planie. Byliście oblegani przez fanów.

- Po prostu fajnie nam kibicowali. Byli dumni z Maćka i z tego, że powstaje film o ich mieście.

Zresztą film je pięknie pokazuje.

- Lubię Lublin. Znałam to miasto już wcześniej, bo występowałam w lubelskim Teatrze Starym. Teraz zobaczyłam go po remoncie. Z przyjemnością tam wróciłam. Odwiedziłam kościół św. Jana, zwany archikatedrą, z niezwykłymi freskami w barokowym wnętrzu. Wpadałam na starówkę, gdzie pełno przemiłych restauracyjek. To miasto studentów, tętni życiem. I ma jedną z piękniejszych panoram w Polsce, bo położone jest na wzgórzu.

Wraca moda na kuchnie regionalne, przywiązanie do tak zwanych małych ojczyzn. W pani przypadku to Kraków czy raczej Myślenice, gdzie się pani urodziła?

- Kraków, zdecydowanie! Nie dlatego, bym Myślenic się wstydziła. Stamtąd pochodzą moja mama i tata, ale ja po urodzeniu spędziłam tam tylko trzy dni (śmiech)... Rodzice wcześniej przeprowadzili się do Krakowa. Wybrali się na imieniny do wujka w Jaworniku, obok Myślenic, gdy ja postanowiłam przyjść na świat. Mam sentyment do tego miasta, często tam przyjeżdżałam, ale dorastałam w Krakowie, konkretnie w Nowej Hucie, w Mistrzejowicach.

Nowa Huta, perła socrealistycznej architektury, z dawną hutą im. Lenina...

- Huta kojarzy mi się przede wszystkim z Teatrem Ludowym. Miejscem moich pielgrzymek. Z domami kultury, gdzie biegałam na zajęcia teatralne. Teraz mam najbardziej oswojone okolice Starego Miasta, ale do Huty żywię mnóstwo ciepłych uczuć. Cieszy mnie, że znów zostaje "przyłączona" do Krakowa.

- Dzieje się tam mnóstwo świetnych i ważnych rzeczy zapoczątkowanych przez działalność m.in. Teatr Łaźnia Nowa prowadzonego przez Bartka Szydłowieckiego. Dziś w Nowej Hucie odbywają się świetne festiwale, koncerty, wystawy. Nowa Huta stała się nawet modna jako cel turystycznych wycieczek.

Komu pani kibicuje? Wiśle czy Cracovii?

- Podstępne pytanie (śmiech)... Wiśle oczywiście, choć mój mąż już nie jest z tym klubem związany zawodowo. Ale sympatie zostały. Lubię piłkę nożną i marzę o dobrej piłce na boisku, ale i na trybunach, kiedy będę mogła pójść z synem i mężem na mecz bez obawy.

Jakie plany na najbliższy czas?

- Premiera "Lotu nad kukułczym gniazdem" w krakowskim Teatrze Bagatela. Wcielę się w piekielną siostrę Mildred Ratcher. Zapraszam też do Teatru Stu na "Body Art" i "Biesy", grane tylko raz w roku, przed Wielkanocą.

Prywatnie

Kraków dla Urszuli Grabowskiej to nie tylko ukochany teatr, ale przede wszystkim rodzina: mąż Adrian Ochalik i ich 10-letni syn Antoni. Mąż był przez wiele lat rzecznikiem klubu piłkarskiego Wisła w Krakowie, a obecnie pełni funkcję rzecznika Uniwersytu Jagiellońskiego.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje