W Polsce znalazłam prawdziwy dom

Urodzona w Kazachstanie, stopniowo odkrywała swoją polskość. Teraz nie wyobraża sobie, że mogłaby mieszkać gdzie indziej. Polska to jej pierwsza i jedyna ojczyzna.

Nie lubi używać górnolotnych słów. Ale kiedy zaczyna mówić o Polsce i Polakach, one pojawiają się same. - Można mieć podwójną tożsamość, jednak miejsce, z którym człowiek jest związany, które może nazwać domem, jest tylko jedno. Polska to moja prawdziwa ojczyzna - tłumaczy "Dobremu Tygodniowi" Julia Pogrebińska (31).

Reklama

I od razu dodaje, że jej wyznanie nie ma nic wspólnego z tym, że to właśnie w naszym kraju robi karierę. - Mówiłam o tym, zanim zaczęłam grać czy występować w "Tańcu z Gwiazdami". Tutaj czuję się najlepiej - wyjaśnia.

Mama aktorki jest polskiego pochodzenia. To dzięki niej pani Julia już w dzieciństwie wyobrażała sobie jak wygląda kraj jej przodków. W wieku ośmiu lat chodziła na festiwale polskiego kina. - Oglądałam na przykład film "Bez znieczulenia" i bardzo przeżywałam to, jak wyglądała Polska. Ten świat był trochę mroczny - wspomina.

Ale obraz, jaki widziała na ekranie jej nie zraził. Wręcz przeciwnie. Kiedy obie z mamą zarejestrowały się w Związku Polaków Mieszkających w Kazachstanie, pojawiła się możliwość, by Julia pojechała na kolonie do Elbląga. Dla 14-latki, która jechała pociągiem przez całe sześć dni, to była niezwykła przygoda. - Na miejscu mieliśmy zajęcia z polskiego. Ja wtedy jeszcze z koleżankami rozmawiałam po angielsku, ale pomału poznawałam język. Mimo że polski i rosyjski są pokrewne, nauka sprawiała mi trudność. Inne brzmienie słów, takie lekko szeleszczące, inna wymowa głosek - opowiada aktorka.

Przypomina też sobie, jak wówczas podczas jazdy pociągiem zauważyła komunikat ze słowem "Uwaga!". - Pomyślałam, jakie to dziwne słowo ta "uwaga". Zupełnie inne niż rosyjski odpowiednik "wnimanije". Język polski wciąż mnie zaskakiwał - śmieje się. Podczas tego wyjazdu zwiedziła zamek krzyżacki w Malborku, po raz pierwszy widziała też polskie morze. - To było lato, było bardzo ładnie - mówi pani Julia.

Jednak już wtedy zachwycały ją nie tylko wspaniałe krajobrazy ale przede wszystkim ludzie, których poznała w Polsce. Z niektórymi utrzymuje kontakt do dziś. Niezależnie od tego, że wcześniej dzieliło ich tysiące kilometrów, a teraz mieszkają w innych miastach. - Gdyby nie ludzie, nie miałabym szansy tak związać się z Polską. Polacy są czuli, chociaż nie wiem, czy czułość to dobre słowo. To raczej niezwykły rodzaj empatii w stosunku do drugiego człowieka. Mimo że tak o sobie nie myślicie, kilka razy doświadczyłam tej empatii na własnej skórze. Zresztą odczuwam ją cały czas - podkreśla.

Kiedy w wieku 17 lat przyjechała do Polski na studia już wiedziała, że zostanie tu na stałe. Z mamą, która mieszka w Ałmatach, kontaktuje się często. W tym roku chciałaby ją odwiedzić. O samym Kazachstanie i emocjach, które w niej wzbudza, nie chce zbyt wiele mówić. - Każda wizyta, a poprzednia była dość dawno, wywołuje we mnie nowe odczucia. Więź z tą ziemią na pewno się osłabia, ale wciąż pamiętam, że to miejsce mnie ukształtowało. Dało mi mnóstwo przeżyć - mówi.

Podkreśla jednak, że to właśnie w Polsce znalazła swoje miejsce. - Moja rodzina jest porozrzucana po świecie, ale ja mam poczucie, że zamknęłam koło. Czuję, że osiadłam. Nawet gdybym wyjechała do pracy gdzieś za granicę, wiem, że zawsze tu wrócę - przekonuje aktorka.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje