Wojciech Jagielski: Szczepię się, moja 85-letnia mama też

- Szczepienia w szkole były elementem socjalnego dreszczyku, ale przyjemnego - mówi Wojciech Jagielski, który poprowadził wtorkową konferencję inaugurującą akcję "Zaszczep się wiedzą" zachęcającą do szczepień. -Nawet moja 85-letnia mama się szczepi - dodaje.

Wojciech Jagielski, dziennikarz, perkusista zespołu "Poparzeni kawą trzy", a z wykształcenia lekarz, przekonuje PAP Life, że zarówno on, jak i jego koledzy z zespołu szczepią siebie, swoje dzieci i rodziny.  - Nawet moja 85-letnia mama od kilku lat co roku szczepi się przeciwko grypie - zresztą za moją namową i z danymi od lekarzy - zapewnia Jagielski.

Reklama

Według danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego liczba nieszczepionych dzieci w Polsce w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosła o ponad 100 procent. Jak wynika z badania przeprowadzonego w październiku przez Millward Brown, 18 proc. ankietowanych informacji o szczepionkach szuka w internecie, 15 proc. u lekarza. W internecie wiedzy tej badani najczęściej poszukują na stronach związanych z tematyką szczepień (61 proc.) oraz na forach i blogach (45 proc.), czyli tam, gdzie każdy może napisać co chce.

Jagielski uważa, że problem ze szczepieniami polega na tym, że ci którzy nie są do nich przekonani, mają ku temu swoje powody.  - Pytanie, czy są to powody emocjonalne, czy racjonalne, czy postępujemy logicznie, czy postępujemy na podstawie innych nielogicznych danych - zauważa i zachęca do korzystania z pewnych źródeł informacji.

 - Jeżeli ktoś ma ambiwalentny stosunek do szczepionek, niech znajdzie rzetelne odpowiedzi na te pytania i na tej podstawie podejmuje decyzje. Ważne jest, żeby całe społeczeństwo było zaszczepione, bo wtedy nawet te osoby, które nie mogą się zaszczepić, bo np. mają jakieś niedobory immunologiczne, czyli są podatne na różnego rodzaju choroby, albo są w takim stanie zdrowia, że nie mogą skorzystać ze szczepienia, to te osoby również są chronione - tłumaczy.

Co więcej, Jagielski szkolne szczepienia wspomina z uśmiechem na twarzy.  - To było takim elementem socjalnego dreszczyku, ale to było przyjemne. Pamiętam, że z innymi dziećmi czekaliśmy na wyniki prób skórnych i porównywaliśmy sobie, komu wyrósł większy bąbel - żartuje i zaprzecza jakby szkolne szczepienia kojarzyły mu się z traumą.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje