Wszystkie Ryśki to...

W „Bitwie na głosy” brawurowo zmierzył się z młodymi wilkami show-biznesu i zrobił furorę. SHOW odkrywa, że w życiu prywatnym wokalista ma na swoim koncie równie odważne czyny!

Czego od "Bitwy na głosy" może chcieć taki gość jak pan?

Reklama

Ryszard Rynkowski : - Zawsze byłem chłodno nastawiony do karaoke-show. Nie lubiłem programów, w których siedzi sobie jury i batem albo słodyczą okłada uczestników. W "Bitwie na głosy" sytuacja jest czysta. Ja tym ludziom nie powiedziałem, że zrobię z nich gwiazdy. Powiedziałem, że będzie przygoda, może nawet najpiękniejsza w ich życiu. Może was ktoś odkryje? A może wrócicie do domu, ale będzie pamiątka. Druga rzecz, która mnie do tego programu skłoniła, to cel charytatywny.

Na co przeznaczy pan pieniądze?

- Od 11 lat działam w Fundacji Elbląg jako członek honorowy. Co roku funduję utalentowanym ludziom dwa stypendia. Chciałbym przeznaczyć wygraną na ten cel. Cztery tygodnie temu apelowałem do uczestników, byśmy wszyscy pojechali w trasę po Polsce. Każda gwiazda ze swoim chórem. Elbląg, Olecko, Opole, Brzeg, Łódź... Jeśli zagramy bez wynagrodzenia, to zasilimy cele charytatywne każdego artysty.

Czemu w finale zostali sami faceci? Ma pan jakąś koncepcję na ten temat?

- Bo prowadzili grupy z mniejszych miast, a te bardziej się mobilizują. Pierwsza odpadła Warszawa. I, moim zdaniem, stolica się nie integruje. Siostry Przybysz oraz Natalia Kukulska miały genialne chóry, ale warszawiacy muszą być w sobotę zajęci czymś innym.

A pana nie kusi wielkomiejskie życie?

- Ja mieszkałem w Warszawie 25 lat...

I uciekł pan na wieś?

- Wie pani, mój czas powoli mija. Ja już nie muszę o nic walczyć.

Ale to pan ma na koncie największe przeboje!

- Bo ja cały czas tworzę. Razem z Jackiem Cyganem przygotowujemy nowy materiał na płytę. A poza tym w tych nowych okolicznościach nie tylko przyrody, w których się znalazłem, z moim małżeństwem, które trwa już szósty rok, z moim synkiem, który skończył już trzy i pół roku, to jest nam na wsi naprawdę dobrze. Jesteśmy z żoną mieszczuchami na wsi. Nie uprawiamy roli. Tylko mieszkamy wśród łąk, pagórków, sosen, świerków. Dziś spałem w hotelu, w centrum Warszawy. Obudziłem się o 5 rano i nie mogłem już zasnąć, bo zaczęły jeździć samochody. U nas o świcie zaczyna się piękny koncert: świergot na dziesięć głosów.

Ma pan jakieś wiejskie pasje?

- Proszę pani, moją pasją jest samo życie.

A my w miastach zawijamy jak te świstaki w sreberka?

- Teraz, podczas "Bitwy...", staram się codziennie wrócić na noc do domu, do rodziny. To jest raptem 135 km z Warszawy do Brodnicy. Więc kursuję na tej trasie bez przerwy. Tylko czwartek robię sobie całkowicie wolny. Wtedy wpadam do mojej mamy, która mieszka parę kilometrów od nas. Sprawdzam, jak ona się czuje, robię jej zakupy. Mama skończyła niedawno 90 lat, ale świetnie się trzyma.

W co duży Ryszard bawi się z małym Rysiem?

- W balonik. W siatkówkę. Już tłumaczę... Gramy w siatkówkę balonikiem, bo on wolniej lata. Szczerze mówiąc, największymi pasjami Rysia są pilot od telewizora oraz cała aparatura audio. Jak wiele dziś dzieci, Rysio natychmiast wie, co i gdzie trzeba nacisnąć, by działało. Była u nas niedawno znajoma, która przez przypadek coś w komórce nacisnęła i ją zablokowała. Rysio odblokował.

Niedawno został pan podwójnym dziadkiem. Są wnuki Jasio i Ignacy. Sami faceci obok pana...

- Może dlatego, że w moim pokoleniu były same dziewczynki. Teraz jest na odwrót. Mój starszy wnuk Jasio przyszedł na świat elegancko i taktowanie, bo urodził się w imieniny Ryszardów. W dodatku pół roku po moim synku. Więc chronologia wieku została w rodzinie zachowana. Rysio jako wujek Jasia jest od niego starszy.

Jacy są Ignacy, Jasio i Rysio?

- Ignacy ma już półtora roku. Duży się urodził i duży jest. Jasio uwielbia rowerek, jest wszędobylski. Rysio przeciwnie - zrobi kilka okrążeń i chce, by popychać mu rowerek. Natomiast przy laptopie i elektronicznych gadżetach może spędzić pół dnia.

Jak smakuje dojrzałe ojcostwo?

- Sześćdziesiąt lat to nie starość!

Ale trzeba mieć odwagę, by decydować się na dziecko w tym wieku.

- Też tak kiedyś myślałem. Nawet się deklarowałem, że już nie będę miał dzieci. Gdy poznałem moją drugą żonę Edytę, powiedziałem jej: "Ty wiesz, że nie będę mógł towarzyszyć ci do końca". A ona wtedy przekonała mnie prostymi słowami: "A dlaczego nie chcesz dać mi tych 10 czy 15 lat?". Mówiłem jej, że mieć dzieci w tym wieku to nie jest odpowiedzialne. Ale jednocześnie widziałem w jej oczach, że cierpi. Kupiliśmy więc pieski: jednego yorka, drugiego. Aż któregoś dnia, jak byliśmy we Francji, to się zdarzyło. Dziś widzę, jakie szczęście bije z mojej żony, jak ona przytula naszego synka. Teraz moim obowiązkiem jest zabezpieczyć ich na przyszłość. Czuję, że z Rysia będzie dobry i pożyteczny człowiek.

Uchodzi pan za trudnego rozmówcę. A pan jest strasznym gadułą.

- Jak ktoś mnie za dużo pyta o sprawy prywatne, to wtedy zamykam się w sobie.

Jak pan myśli, dlaczego ludzie nieprzerwanie pana kochają?

- Moje szczęście nie polega tylko na tym, że mam talent. Bo zdolnych ludzi jest w Polsce mnóstwo. Do sukcesu potrzeba też tego rodzaju szczęścia, które ma zakotwiczenie w niebie. Ja na przykład zawsze miałem szczęście do poznawania ludzi, którzy otaczali mnie swoją opieką i dzięki którym mogłem zmienić tor swojego biegu. Gdy patrzę na swoje życie, to widzę, że to był bieg nieprawdopodobnych przypadków. Gdybym dostał się na studia, na które dwa razy składałem papiery (architektura wnętrz w Gdańsku - przyp. red.), nigdy nie poznałbym swojej pierwszej żony Hani Sadowskiej. Los rzucił nas do Olsztyna do Wyższej Szkoły Nauczycielskiej.

Ale wcześniej pracował pan fizycznie?

- Tak, przez rok pracowałem na odlewni w Zamechu, zakładzie produkującym śruby napędowe dla okrętów. Ciekawe doświadczenie. Takie to były czasy - jak ktoś nie miał pochodzenia robotniczego lub chłopskiego, musiał na dodatkowe punkty zarobić pracą fizyczną.

Same przypadki...

- Tak. Na drugim roku studiów zagrałem na festiwalu w Olsztynie. W jury był Czesław Niemen. Dostaliśmy wyróżnienie i nagrodę w postaci udziału w warsztatach jazzowych w Chodzieży. I zaczęło się. Poznałem tam fantastycznych ludzi - Marek Ałaszewski pisał muzykę do "Snu nocy letniej". Powiedział: "Przyjedź do Warszawy, będziesz pracował w operetce". Więc mówię do Hani: "Weźmy ślub." Nasz związek był już poważny. I przeprowadziliśmy się...

Pierwsze momenty w Warszawie były trudne?

- Warszawa była dla mnie za wielka. Linie tramwajowe mi się mieszały. Dopiero jak byłem przy Pałacu Kultury, wiedziałem mniej więcej, w którą stronę powinienem jechać. I tak przez parę lat. W godzinach 10-14 w operetce robiłem muzykę. Potem przyjeżdżałem do domu. Nagrywałem swoje kompozycje na taśmach, słuchałem muzyki. Komponowałem.

Jak szybko powstaje przebój?

- Różnie. Zdarza się, że nie skomponuję nic przez pół roku. Albo nad ranem śni mi się coś i wtedy wydaje się genialne. A jak wstaję, to sobie nie mogę kompletnie tego przypomnieć. Zanim zbiegnę do studia i ustawię aparaturę, to mi gdzieś umyka. Jak jeszcze mieszkałem z Hanią w malutkim mieszkanku w Warszawie, kiedy ja komponowałem, ona mogła iść na spacer, do kina, do koleżanki. Proszę uwierzyć, podczas tworzenia to są różne wycia, dźwięki dziwne. To jest niezbyt ciekawe, bardzo intymne. Można to porównać do pobytu w łazience. Zawsze jak coś skomponuję, odkładam to na dwa tygodnie. Gdy wrócę do tego i czuję, że ta muzyka budzi we mnie emocje, to wiem - jest potencjał.

Żona krytykuje?

- Edyta postępuje ze mną dyplomatycznie. Najgorzej, jak powie: "Może być". To znaczy, że jest do kitu.

Dla artysty trzeba być delikatnym?

- Nie! Edyta ma wrażliwą naturę. Jest drobna, szczupła, delikatna i tak się zachowuje.

Ale na swoim potrafi postawić?

- Jasne, bo ze Śląska dziołcha jest. Ona rządzi, a ja jestem szczęśliwy, że mogę spełniać jej życzenia. To jest piękne.

Pan jest bardzo sentymentalny?

- ...może to jest objaw starzenia się? Im jestem starszy, tym częściej się wzruszam.


Iwona Zgliczyńska

Dowiedz się więcej na temat: Ryszard Rynkowski | Bitwa na Głosy | muzycy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje