Wszystko zaczyna się w kuchni!

Entuzjasta i propagator zdrowego stylu życia w Polsce. Dietetyk i trener gwiazd, stały gość programów telewizyjnych, ekspert piszący dla najważniejszych portali w kraju. Rok temu podbił rynek wydawniczy swoją pierwszą książką „FIT jest sexy!”. Na potrzeby promocji drugiej, wybrał się za ocean. Trenował nowojorczyków w Central Parku, a także porównywał styl życia Europejczyków i Amerykanów pod kątem diety i aktywności.

W ramach promocji twojej drugiej książki wybrałeś się do Nowego Jorku. Czy Amerykanie wiedzą, co to znaczy być fit?

Reklama

Jacek Bilczyński, Fit & Lifestyle Coach: - W pewnych zachowaniach prześcigają Europejczyków, w innych jeszcze wiele im brakuje. Jeśli chodzi o aktywność, nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Choć to bardzo kontrastowy świat, zwykle ludzie albo bardzo o siebie dbają, albo wręcz przeciwnie. Z pewnością jednak można powiedzieć, że nowojorczycy chętnie spędzają czas na świeżym powietrzu, integrują się i są dość aktywni, na tym polu nie powinni mieć większych kompleksów. Gorzej jest na polu żywieniowym, rynek zalany jest szybkim, tanim i niezdrowym jedzeniem, ale z drugiej strony nie ma najmniejszego problemu z dostępem do naprawdę dobrej, zdrowej żywności, a wybór tego rodzaju produktów jest większy niż w Europie. I tu te kontrasty widocznej są najbardziej, choć w dużej mierze wynikają z braku świadomości, że to, co ludzie kupują i spożywają może być bardzo niezdrowe. Nie da się również ukryć, że to zjawisko najsilniej zaznaczone jest w wśród najmniej zamożnej części społeczeństwa i w najbiedniejszych dzielnicach.

Trenowałeś z nowojorczykami w Central Parku. Jak mieszkańcy tej ogromnej metropolii podeszli do zadań, które przed nimi postawiłeś?

- Amerykanie są niezwykle otwartym narodem. Uśmiechnięci, życzliwi i niezwykle ciekawi wszystkiego, co ich otacza. Trening w Nowym Jorku był ogromną przyjemnością, a zainteresowanie wspólnymi ćwiczeniami przerosło wszelkie oczekiwania. Z jednego planowanego treningu zrobiło się kilka, nowojorczycy - zarówno ci bardzo młodzi, jak i naprawdę wiekowi, z entuzjazmem próbowali swoich sił, wychodziło im to lepiej lub gorzej, jednak najważniejszy był uśmiech i dobra zabawa, a na to nie mogliśmy narzekać.

Nowy Jork to miasto kontrastów, z jednej strony można tam spotkać mnóstwo otyłych osób, z drugiej - w weekend Central Park zamienia się w ogromne centrum sportu. Jak z tym dbaniem o zdrowie u Amerykanów jest naprawdę?

- Stany Zjednoczone to kraj, w którym odsetek ludzi borykających się z otyłością jest naprawdę wysoki. Wynika to z rozwoju cywilizacyjnego i tempa życia. Miejsca takie, jak Central Park, dają nowojorczykom chwilę oddechu, mogę zjeść tu lunch, albo przyjść wieczorem pobiegać, a w weekend całkowicie oderwać się od betonowej dżungli, spędzając aktywnie czas na świeżym powietrzu. Bardzo wielu nowojorczyków przychodzi tu zwyczajnie po to, by odreagować stres i na chwilę się zatrzymać. Ale to po części chyba zjawisko kulturowe, którego brakuje w naszym kraju. Jest też coraz większa grupa ludzi, która zwyczajnie dba o swoje ciało, zarówno z punktu widzenia żywienia, jak i aktywności. Amerykanie mają wszelkie "narzędzia", które mogą posłużyć im do bycia fit, rośnie też powoli świadomość tego, jak z nich korzystać, a to bardzo dobry prognostyk.

Zauważasz duże różnice w dbaniu o zdrowy styl życia między Stanami a Europą?

- W Stanach Zjednoczonych ludzie znacznie chętniej się integrują, spędzają czas na świeżym powietrzu, często robią to z rodziną, przyjaciółmi, a nawet ludźmi poznanymi kilka minut wcześniej. Są bardzo otwarci na nowe doświadczenia - również te sportowe. W Europie ma to bardziej hermetyczny charakter. Z drugiej strony, w Ameryce brakuje jeszcze pełnej świadomości tego, co powinno znaleźć się na talerzu i jak dbać o żywienie. Jest bardzo dużo wysokoprzetworzonej żywności, którą producenci ubierają w kolorowe reklamy i skromne, zdrowe dodatki, maskując w ten sposób ich niezdrowy ogólny charakter. W Europie to zjawisko również występuje, ale nie na taką skalę. Można odnieść wrażenie, że największym problemem w Stanach Zjednoczonych nie jest brak chęci do dbania o siebie, ale brak pełnej świadomości, jak to zrobić.

Co cię najbardziej zaskoczyło odnośnie odżywiania i aktywności u Amerykanów?

- Niezwykłym doświadczeniem był widok biznesmenów na Wall Street, którzy w porze lunchu zrzucają garnitur o wartości małego domu, zakładają adidasy, koszulkę i idą pobiegać, by za kilkadziesiąt minut wrócić do swoich obowiązków. Nie jest również niczym dziwnym, gdy kobiety po dniu pracy wychodzą z biura, zdejmują szpilki i zakładają adidasy do eleganckiej sukienki, by wygodnie wrócić do domu. Być może wynika to z anonimowości, jaką daje tak wielkie miasto, ale tu ludzie zwyczajnie się tego nie wstydzą, bo nikt ich nie ocenia.

- Ogromnym zaskoczeniem była również dostępność produktów spożywczych. Nie skłamię, kiedy powiem, że w Nowym Jorku było mi dużo łatwiej dbać o moją dietę niż w Polsce! Przeciętne, niewielkie markety, które znajdziemy na każdej ulicy, są niezwykłymi miejscami, gdzie obok wysokoprzetworzonej żywności, znajdziemy mnóstwo produktów, których próżno szukać w dużych polskich sklepach ze zdrową żywnością. Dodatkowo, w większości tego typu miejsc, są bufety, gdzie, za niewielkie pieniądze, można samodzielnie komponować ciepłe posiłki i tu również nie ma najmniejszej trudności w znalezieniu zdrowego, dietetycznego jedzenia.

Twoja podróż do Stanów to początek nowego cyklu, gdzie sprawdzasz, jak o zdrowie i kondycję dbają mieszkańcy różnych krajów i kontynentów. Zdradzisz nam, jakie miejsce jest następne w kolejności na twojej "mapie FIT"?

- Jest wiele miejsc, które planuję odwiedzić. Należy pamiętać, że każdy kraj ma również swoje kulturowe podejście do aktywności i żywienia, co odbija się na stylu życia. Z pewnością chciałbym sprawdzić, jak to jest na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, które jest "trochę inną" Ameryką, ale planuję również bardziej egzotyczne miejsca, takie jak Ameryka Południowa i daleki wschód. Jak tam ludzie radzą sobie z dbaniem o zdrowy styl życia? Mam nadzieję, że wkrótce się przekonamy (śmiech).

Wróćmy teraz do twojej drugiej książki. Pierwsza ukazała się dokładnie rok temu i była ogromnym sukcesem. Było w niej trochę o aktywności, trochę o żywieniu, trochę o zdrowym stylu życia na co dzień. Na czym skupisz się teraz?

- Druga książka skupia się głównie na żywieniu. Jest takie - bardzo trafne - powiedzenie, że zdrowie i ciało kształtujemy w kuchni. Można powiedzieć, że "FIT od Kuchni" będzie rozwinięciem działu żywienie z poprzedniej książki. Nie będzie to jednak podręcznik typowo kulinarny, poza przepisami znajdzie się też dużo przydanej wiedzy, która ma pomóc czytelnikom zrozumieć, dlaczego żywienie jest tak istotne, na co zwrócić uwagę i jak swobodnie poruszać się w kulinarnym, zdrowym, dietetycznym świecie.

Czyli można powiedzieć, że "FIT od Kuchni" będzie taką mini encyklopedią zdrowego żywienia?

- Słowo "encyklopedia" brzmi zbyt technicznie, książka ma być bardzo praktycznym przewodnikiem, który pomoże w łatwy i przyjemny sposób zadbać o zdrowy styl życia. Chcę pokazać czytelnikom, jak potężne narzędzia znajdują się w "kuchennym arsenale", jak proste i szybkie może być ich wykorzystanie, nie tylko w kontekście kształtowania sylwetki, ale również wpływu na zdrowie i dobre samopoczucie. Celem jest pokazanie, że można to robić nie tylko bez większych wyrzeczeń, ale wręcz z przyjemnością.

Co jeszcze znajdziemy w tej książce?

- Podobnie, jak w pierwszej książce, zacznę od tłumaczenia w przystępny sposób, dlaczego żywienie jest tak istotne, na co należy zwracać uwagę i czego unikać w zdrowej i dietetycznej kuchni. Odpowiemy na najczęściej zadawane pytania i rozwiejemy sporo mitów żywieniowych, tych dotyczących chociażby tłuszczu, pieczywa, mleka, soli czy cukru. Podpowiemy, jak komponować i przygotowywać posiłki, jak czytać etykiety sklepowe, jakie produkty mogą nasilać spalanie tkanki tłuszczowej, jak radzić sobie z głodem. Będą również starannie wyselekcjonowane przepisy. Od deserów, dań główny, posiłków potreningowych, po błyskawiczne potrawy, które można przygotować w 5 minut i zabrać do pracy czy szkoły. Nie zabraknie również dań, takich jak pizza, tortille czy hamburgery, które nie kojarzą się ze zdrowym dietetycznym jedzeniem, jednak, po drobnych modyfikacjach, znakomicie wpisują się w słowo FIT.

Zdjęcia: Olivia A. Davis

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje