Z dala od błysku fleszy

Kiedy się poznali, każde miało za sobą nieudane małżeństwo. Pewnie dlatego o swoim szczęściu starają się dzisiaj mówić jak najmniej.

Bardzo niechętnie chodzą na uroczyste spotkania czy bankiety. Do tego stopnia, że gdy kilka dni temu odbyła się premiera filmu Daas, w którym Mariusz Bonaszewski (47) zagrał jedną z głównych ról - Henryka Kleina, świętowano bez niego. Aktor występował w tym czasie w Teatrze Narodowym, w sztuce Sprawa. Po jej zakończeniu zmył z twarzy charakteryzację, przebrał się i wrócił do domu na warszawskim Imielinie, gdzie czekała na niego żona Dorota Landowska (43) z 9-letnią córeczką, Marysią.

Reklama

Tutaj nie dociera męczący zgiełk miasta ani tym bardziej wścibscy fotoreporterzy. Jest za to Las Kabacki, w którym aktor, zapalony maratończyk, potrafiący przemierzać po kilkanaście kilometrów dziennie, razem z córką biega i ćwiczy na ścieżce zdrowia. Często dołącza do nich jej mama, która uwielbia spacerować boso po trawie.

To niewątpliwie jedna z bardziej tajemniczych aktorskich par.

- Nie lubię mówić o sobie - twierdziła pani Dorota w jednym z nielicznych wywiadów. - Uważam siebie za osobę niezwykle nudną i nieciekawą . Wywiadów powinni udzielać ludzie, którzy na co dzień skandalizują, lubią się fotografować, bywać. Wielu jest takich. Poza tym nasza profesja jest już tak na wynos, tak na sprzedaż, że jeśli można schować coś z prywatności, należy to czynić - twierdzi z przekonaniem, zaś Mariusz Bonaszewski dodaje ze śmiechem: - Wciąż mogę spokojnie przejść ulicą, a niektórzy moi koledzy mają z tym trudności...

Oboje pochodzą z północy Polski: pan Mariusz urodził się w Koszalinie, pani Dorota zaś w Starogardzie Gdańskim. Długo szukali swojego miejsca na ziemi. Aktor w filmach zaczął pojawiać się na początku lat 90., jednak dopiero tytułowa rola w serialu Marszałek Piłsudski przyniosła mu popularność. Bardzo ważną rolą teatralną był Hamlet w przedstawieniu z 1992 roku, dzięki któremu charyzmatyczny, młody aktor stał się idolem nastoletniej publiczności.

W 1997 roku dołączył do zespołu Teatru Narodowego w Warszawie. Dwa lata później próg tego samego gmachu przekroczyła szczupła brunetka. Oboje po przejściach, mający za sobą nieudane małżeństwa, zaczęli się spotykać. W 2002 roku zostali rodzicami Marysi. Pojawienie się dziecka przewartościowało ich życie.

- Przez pierwsze pół roku życia Marysi byłam obrażona, gdy ktoś dzwonił i proponował rolę - opowiadała aktorka. - Nie rozumiałam, że tak można matce karmiącej dziecko podsuwać pracę. Zaraz szłam w kąt i łkałam. Mówiłam do siebie: Boże, co ja teraz zrobię, jak ja to wszystko pogodzę, co będzie z tym moim dzieciątkiem?! Potem, gdy pojawiała się propozycja, zgadzałam się tylko wtedy, gdy mogłam wziąć dziecko ze sobą.

Mimo że grają w filmach, często tych samych, czego ostatnim przykładem jest Święty interes, a także w serialach i jednym teatrze, potrafią z powodzeniem oddzielić życie zawodowego od prywatnego. Są normalną rodziną, która lubi spędzać ze sobą weekendy i wakacje. Przez wiele lat wyjeżdżali we troje do Chorwacji pod namiot. Raz zrobili wyjątek i pojechali tylko we dwoje na północ Skandynawii. Wtedy jednak okazało się, że rozłąka z córeczką jest zbyt ciężka. Lubią też polskie morze. Jeżdżą do Ustki, gdzie mają mieszkanie.

Sam aktor twierdzi wręcz, że całe jego życie jest jednym nieustannym wypoczynkiem! Ma dwóch wspaniałych przyjaciół, do których w każdej chwili może zadzwonić i porozmawiać. Z kolei pani Dorota, prócz pracy, realizuje się jako szefowa fundacji imienia Darii Trafankowskiej, która pomaga potrzebującym.

Kilka lat temu na ich szczęściu rodzinnym położył się cień. Mariusz Bonaszewski miał poważne problemy ze zdrowiem. Zasłabł w pracy. Diagnoza, którą postawili lekarze, nie pozostawiała żadnych wątpliwości: aktor miał stan przedzawałowy. Musiał zwolnić, miał przecież dla kogo żyć. Ale i z tej próby wyszli obronną ręką, a pan Mariusz wrócił do pracy. W tym roku pojawił się między innymi w kultowym serialu TVP 2 M jak miłość, w którym kilka lat wcześniej - i to czarny charakter - grała jego żona.

Gdy podjął decyzję, że będzie występował w tej produkcji, żona zapytała, czy zdaje sobie sprawę, z czym to się wiąże. Aktor przypomniał sobie, jak wyglądało ich życie, gdy Dorota Landowska grała Radomską. Zaczepiali ich ludzie, robili uwagi na temat bohaterki serialu.

- Moja żona jest bardzo delikatnym człowiekiem i nie wiedziała, jak reagować na takie zaczepki.- opowiadał aktor.

Na szczęście odnaleźli swój azyl. Na południu Warszawy zamieszkali po narodzinach Marysi. Mieszkanie urządzali długo, wiele prac wykonał sam aktor. - Jesteśmy dwojgiem zwyczajnie żyjących ludzi, którzy na co dzień chodzą do pracy, mają dziecko, kochają się i chcą ze sobą być - twierdzi Dorota Landowska w jednej z rozmów. - W naszym domu nie ma nic szczególnego, poza tym, że my jesteśmy szczególni. Mój dom jest miejscem, do którego lubię wracać, schronieniem, azylem. Myślę, że nie ma to nic wspólnego ze sprzętami, jakie się tu znajdują, z tym, czy jest biedny, czy bogaty, czy się komuś podoba, czy nie. Dla mnie najważniejsze jest to, że jesteśmy tu razem. I że jest stół, przy którym można zjeść i pogadać ze znajomymi, kanapa, na której można wygodnie położyć się przed telewizorem. I pokój dziecka, gdzie Marysia może sobie skakać na materacu i buszować z koleżankami.

Pani Dorota, w odróżnieniu od wielu koleżanek po fachu, w kuchni nie czuje się obco. - Tutaj odpoczywam, ponieważ uwielbiam gotować. Za każdym razem mam coś innego do zaproponowania. Gotowanie to przyjemność eksperymentowania i tej przyjemności nie dam sobie odebrać!

KM

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje