Zakupy z Jolantą Pieńkowską

O wyprawach na zakupy do Nowego Jorku, o swoich sposobach na odreagowanie stresu, o tym, co myśli o znanych Polakach i czego w życiu żałuje - opowiada Jolanta Pieńkowska.

Dziś redaktor naczelna "Twojego Stylu" i prowadząca poranny program "Dzień dobry TVN". Dawniej - między innymi dziennikarka "Wiadomości", stewardessa i tłumaczka prezydenta George'a Busha seniora.

Reklama

Świat Konsumenta: Lubi Pani robić zakupy?

Jolanta Pieńkowska: Lubię.

A gdzie robi je Pani najczęściej? Takie proste zakupy, żywnościowe?

J.P. Mam ulubione sklepy w Warszawie i od dawna zaprzyjaźnione panie. Znają mnie dobrze i doskonale wiedzą, co kupię. Nie przepadam natomiast za wielkimi supermarketami, bo mam w nich poczucie totalnego odczłowieczenia. Tam liczy się przede wszystkim ilość sprzedanych towarów, a nie sposób, w jaki się to robi.

I nie wchodzi tam Pani w ogóle?

J.P. Prawie nie. Długo mieszkałam tuż przy takim wielkim supermarkecie i siłą rzeczy musiałam tam robić zakupy. Pewnie dlatego już więcej nie chcę. Wolę iść do sklepu, w którym wszystko ogarniam.

Zakupy są dla Pani formą odreagowania stresów czy koniecznością?

J.P. Formą odreagowania stresów są ciuchowe zakupy, natomiast żywności - absolutną koniecznością. I pewnie gdybym mieszkała sama, odpuszczałabym je sobie, ale wiem, że jeśli nie kupię, to mój syn nic nie zje.

Na co zwraca Pani uwagę podczas zakupów żywności? Czym się Pani kieruje?

J.P. Datą ważności i zaufaniem do producenta. Mam taką naturę, że lubię próbować nowości, które pojawiają się na rynku i albo one okazują się trafione albo nie. Ale zawsze podstawą jest data ważności i skład (jak najmniej konserwantów, zwłaszcza w wędlinach).

Ufa Pani napisom, że coś jest "prawie domowe"?

J.P. Ufam paniom, które to sprzedają i mówią: "Pani Jolu, tego nie" albo: "To tak" albo: "Proszę tego spróbować".

Jest Pani osobą publiczną, więc nikt Pani nie oszuka...

J.P. Ale poza tym jak robi się zakupy w jednym miejscu przez całe lata, to nie ma powodu, by kogoś oszukać. Prawdę mówiąc jeszcze się na tym nie zawiodłam.

Sugeruje się Pani reklamą?

J.P. Jestem tym specyficznym przypadkiem - i tutaj nie ma żadnej kokieterii - że prawie w ogóle nie oglądam telewizji. To taki syndrom ludzi, którzy prawie całe swoje zawodowe życie spędzili w tym miejscu. Kiedyś Zyta Gilowska udzielając wywiadu "Twojemu Stylowi" powiedziała, że jej sposób na oglądanie telewizji to włączony TVN24, ale bez dźwięku - wystarczy pasek z informacjami na dole ekranu. Złapałam się na tym, że u mnie jest podobnie. W związku z tym często zdarza się, że ludzie na kolegium redakcyjnym śmieją się z fajnej reklamy, a ja nie mam pojęcia, o czym mówią.

Dowiedz się więcej na temat: myśli | dziewczyny | ubierać się | rzeczy | reklamy | zakupy | Jolanta Pieńkowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje