Żelazna siła Salmy Hayek

W Hollywood nie mają szans kobiety po czterdziestce, niskie brunetki bez skłonności do anoreksji, za to z silnym hiszpańskim akcentem, kojarzącym się Amerykanom z meksykańskimi gosposiami. 46-letnia Salma Hayek śmieje się z takich uprzedzeń.

Wciąż jest zasypywana propozycjami ról. Prowadzi też firmę producencką, a po sukcesie „Brzyduli Betty” ona rozdaje angaże. Po 40. urodzinach stała się mamą (wzorową!) i wraz z mężem – francuskim milionerem, który jest właścicielem m.in.: firmy Gucci, Yves Saint Laurent, domu aukcyjnego Christie’s i Castoramy, wychowuje sześcioletnią córeczkę. 

Ryzykuj, to się opłaca

Reklama

Nigdy nie brakowało jej siły przebicia. Jako 12-latka udała własną matkę, wysyłając zgłoszenie do katolickiej szkoły w Luizjanie. „Rodzice nie chcieli słyszeć o wyjeździe do USA, na pewno nie podpisaliby żadnych dokumentów, więc zrobiłam to za nich” – mówi aktorka. Po dwóch latach wyleciała ze szkoły.

Wpisywanie ocen do dziennika koleżankom i przesuwanie szkolnego zegara uszło jej na sucho. Ale kiedy zatrudniła sobie pokojówkę, siostry zakonne odesłały ją do domu. W Meksyku skończyła wydział stosunków międzynarodowych. A po dyplomie...wzięła udział w castingu do głównej roli w meksykańskiej telenoweli „Teresa”. Wygrała i stała się sławna.

Wtedy zaryzykowała kolejny raz. Spakowała walizki i z fatalnym akcentem wyjechała podbić Hollywood. By na kolejne cztery lata stać się jedną z wielu aspirujących Latynosek, które odbijają się od drzwi każdego studia filmowego.

Wyglądało na to, że popełniła zawodowe samobójstwo. Aż w 1995 roku zagrała u boku Antonia Banderasa w filmie „Desperado” i Hollywood się nią zachwyciło. Tyle że Salma przez rok dostawała niemal wyłącznie propozycje rozbieranych ról. Zaczęła więc sama szukać ciekawych scenariuszy. Aż trafiła na niezwykłą historię meksykańskiej malarki Fridy Kahlo. Po premierze „Fridy” już nikt nie śmiał Salmie zasugerować, by zagrała podszczypywaną pokojówkę...

Miłość na pierwszym planie

Mimo magnetycznej urody, Salma wolała trzymać mężczyzn na dystans. Zamiast hollywoodzkich bawidamków, wybierała facetów, z którymi można było porozmawiać. Przez cztery lata jej partnerem był Ed Norton. Ociągał się z oświadczynami. Po rozstaniu wyznał, że właściwie nie rozumiał, co Salma do niego mówi. Wściekła, zrewanżowała się: „Potrzebuję faceta, który ma większe jaja ode mnie”.

Z aktorem Joshem Lucasem rozstała się po roku znajomości. „Ostatnie pięć lat ciągle byłam czyjąś dziewczyną. Nie potrzebuję już tego” – mówiła. O tym, że związała się z francuskim rekinem finansjery, Francois-Henrim Pinaultem, dziennikarze odkryli dopiero po roku, gdy Salma była już w czwartym miesiącu ciąży.

Dla aktorki Pinault porzucił supermodelkę Lindę Evangelistę, gdy ta zaszła w ciążę. O alimenty na syna tej pary wciąż toczą się sądowe batalie. Salma z klasą przetrwała tę aferę. Pracuje, zajmuje się rodziną, działa charytatywnie. „Mam tysiące obowiązków. Czasem zaczyna mnie to przerastać – mówi. – Ale dzięki temu mam szczęśliwe życie”.

Tekst: Sergiusz Pinkwart


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje