Miłość od kuchni

czyli pokrzywa, ananas, bataty i seks.

Walentynki, rocznica ślubu, urodziny ukochanej osoby... Wyjątkowa okazja dla zakochanych, którzy nie celebrują swojej miłości wystarczająco często przez brak czasu, nieśmiałość albo... nie ukrywajmy zwyczajne lenistwo. Jak przygotować się do tego dnia, zaskoczyć drugą połówkę i przeżyć wyjątkowy wieczór... To proste! Najpierw trzeba wybrać się na plac targowy, tam zaopatrzyć się w niezbędne produkty, potem przygotować kolację przy świecach, a następnie pomiędzy jednym kęsem a drugim czekać, aż dopadnie nas apetyt na zupełnie inny rodzaj konsumpcji.

Reklama

Pod przewodnictwem Afrodyty

Od momentu, kiedy Adam dał się skusić Ewie i zjadł z wielkim smakiem rajskie jabłko, ludzie na całym świecie wymyślali najprzeróżniejsze potrawy i napoje, które miały pomóc uwieść płeć przeciwną. Jabłko jako takie afrodyzjakiem nie jest, ale jest jego najstarszym symbolem. Pomysłodawczynią kuchni uwodzenia była znana wszystkim mityczna bogini Afrodyta, która łaskawie użyczyła swego imienia miłosnym specjałom. Wśród nich był również cudowny eliksir miłości, dozowany skrupulatnie zbłąkanym zakochanym. Niestety grecka bogini nie zostawiła po sobie żadnego przepisu. Nic straconego jednak. Pod jej patronatem tworzyli je inni. Medycy, chemicy, zakochani...

Najstarszym afrodyzjakiem jest przepis z 1700 roku p.n.e. Przebrnąwszy przez zawiłe hieroglify na starożytnym zwoju, archeolodzy odczytali skład osobliwego napoju miłosnego z akacji i miodu. Innym, kategorycznie dzisiaj nie polecanym przepisem rodem z Orientu, jest maść z szafranowożółtych mrówek, którą należało posmarować członka na cztery godziny przed stosunkiem. To jednak nie jedyne dziwaczne propozycje. Większość okazała się pozbawiona przypisywanych im magicznych właściwości. Do przykładów należy chociażby róg nosorożca albo, znany nam do dzisiaj, alkohol, o którym nie na darmo Szekspir pisał w "Makbecie": "Pobudza żądzę, wstrzymuje wykonanie".

Jelita kaszalota, krew z jąder byka...

O wielu przepisach na szczęście zapomniano, inne bawią do dzisiaj. Istnieje lista zaskakujących specjałów, którym przed laty przypisywano magiczną moc. Były wśród nich: ambra, czyli coś, co można znaleźć w jelitach kaszalota, krew z jąder byka, którą w Hiszpanii matadorzy pili przed randką, grzebień koguta jedzony we Francji czy liquamen, specyfik ze zgniłych rybich wnętrzności, stosowany w starożytnym Rzymie. Wierzono również w moc zasuszonych biedronek, wyciągu z pająków czy sproszkowanych rogów jelenia. Afrodyzjak jako specjał kontrowersyjny miał zarówno swoich przeciwników, jak i zwolenników, nawet wśród wielkich dawnego świata.

Do tych pierwszych zaliczał się Owidiusz, który w swoich publikacjach pisał: "Niektórzy zalecają używanie szkodliwych dla zdrowia roślin. Moim zdaniem są to trucizny i stosowania ich zabrania stanowczo Wenus, która nie lubi by zmuszać kogoś w ten sposób do rozkoszy". Zupełnie odmienne zdanie na ten temat miał Don Juan, który na śniadanie spożywał omlet z 10 jaj z bazylią, lubczykiem i czosnkiem.

Porannym posiłkiem Casanovy było 50 ostryg, a Madame Pompadour, słynna faworyta króla Francji Ludwika XV, gustowała w najzwyklejszej marchewce. Podawała ją podobno swemu kochankowi z ziemniakami pod kołderką beszamelowego sosu pobudzając skutecznie jego aktywność w miłosnych igraszkach.

Poszukiwania idealnego afrodyzjaku trwają do dziś. Nie zawsze zmierzały w dobrym kierunku, choć naszym przodkom należy się uznanie za wytrwałość, a przede wszystkim za pomysłowość.

Dowiedz się więcej na temat: miłosne | afrodyzjaki | krew | seks | miłość

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje