O palmach, czarownicach i pisankach

Ludowa obrzędowość związana z okresem wielkanocnym jest niezwykle bogata. Cykl obrzędów wielkanocnych rozpoczyna się w niedziele Palmową, inaczej zwaną Kwietną. Zwyczaj święcenia palm rozpowszechniony jest na terenie całej Polski.

Palmy w naszych okolicach to zazwyczaj gałązki wierzbowe, ubrane trzciną, barwnikiem, kwiatkami z bibuły lub innymi ozdobami z kolorowego papieru.

Reklama

Na Sądecczyźnie palmy dochodziły do kilkunastu metrów, aż księża denerwowali się, że drapią strop kościoła. Taka ogromna jak maszt, przy tym pięknie przybrana, palma była przedmiotem podziwu wszystkich panien, a zazdrości innych kawalerów.

Życiodajna moc palmy

Poświęcona palma wielkanocna miała - według dawnych wierzeń - właściwości uzdrawiające i zabezpieczające ludzi i dobytek. Dziewczęta i chłopcy, wracając z kościoła bili się palmami, aby sobie przekazać ich życiodajną moc. Palmami kropiono dom i obejście, obchodzono z palmą zagrodę, uderzając w każdy węgieł, aby nie lęgły się pchły i inne robactwo. Powszechnie zatykano małe palemki za obrazy, żeby się darzyło. Palmowymi gałązkami odganiano chmury gradowe, okadzano domy, chroniąc przed burzą, kawałeczek palmy wkładano pod pierwsza skibę. Biczami, którymi była owiązana palma, poganiano bydło lub konie - dzięki temu złe duchy nie miały do nich przystępu. Powszechnie na Sądecczyźnie robiono z palm krzyżyki. Mniejsze chroniły przed ogniem, piorunem, wszelkim złem, większe zatykano w pola "na urodzaj" i dla zabezpieczenia przed gradobiciem, suszą lub innymi klęskami. Bazie z palm tzw. "kotki" czy "bagnięta" były lekarstwem na ból gardła, połykano je więc zaraz po przyjściu z kościoła.

Odpędzanie złych duchów i topienie Judasza

W Wielki Czwartek w kościołach milkną dzwony, na znak żałoby zastępują je drewniane kołatki. Dawniej chłopcy biegali po wsi z kołatkami, z drewnianymi terkotkami. Jedną z ciekawszych form była tzw. "sroka", wydająca skrzeczący dźwięk. Robienie takiego nieznośnego hałasu to relikt odwiecznego wierzenia, że w ten sposób można odpędzić złe duchy. W Wielki Czwartek na pogórzu odbywał się obrzęd palenia lub topienia Judasza, wielkiej kukły, symbolizującej zdradzieckiego apostoła. Wcześniej kukłę wieszano na drzewie, obijano kijami, a czasami zrzucano z wieży kościelnej.

Obrzędy Wielkiego Piątku

W Wielki Piątek obowiązuje zakaz orania (bo ziemia przestałaby rodzić), rąbania, rżnięcia sieczki, szycia, przędzenia, tłuczenia w stępie, młócenia, mielenia na żarnach itp. Według chrześcijańskiej interpretacji przestrzega się tych zakazów, by nie jątrzyć ran Jezusa. W Wielki Piątek obowiązuje oczywiście ścisły post, jedzono tylko kapuśniarkę bądź ziemniaki gotowane w łupinach. Funkcjonowało przekonanie, że woda tego dnia ma szczególne właściwości lecznicze. Przed świtem wszyscy domownicy biegli do rzeki, by się umyć. Miało to leczyć choroby skóry, oczy, a dziewczętom dodawać urody.

W wielkanocnym koszyczku

Wielka Sobota jest dniem świecenia wody, ognia i jedzenia. Poświęconej wody używano do kropienia domu, pól, zwierząt domowych - koni przed pierwszymi pracami polowymi, bydła przed pierwszym wypasem, gęsi, piskląt. Od poświęconego ognia chłopcy zapalali zatknięte na drutach huby. Tlącą hubę przynoszono do domu okadzano nią sad, żeby dobrze owocował, wnętrze domu, obory, owczarnie. Dawniej rozpalono od niej także nowy, "poświęcony" ogień pod blachą "na cały rok". Ogień ten stale podtrzymywano, przykrywając popiołem, żeby nie wygasł. Pokarmy przynoszono dawniej do święcenia w dużych ilościach, a więc np. u Górali Sądeckich: wielki bochen domowego chleba, kilkadziesiąt jaj, szklankę soli, oskrobane korzenie chrzanu, osełkę masła, flaszkę octu, pieprz, baranka z ciasta kupionego na jarmarku, ewentualnie jakąś bułkę.

W Maszkowicach poświęcono ponadto tzw. podskrobek, czyli placek upieczony z reszty ciasta, dla krów i cieląt. Wędliny w tych okolicach zaczęto święcić dopiero z początkiem naszego stulecia. Gospodyni wracając z kościoła ze święconym, obchodziła dom trzy razy, aby się darzyło. Na Pogórzu zostawiano w komorze poświęconą kiełbasę, co miało uchronić dom od węży. Chrzanem pocierano koniom zęby, aby były zdrowe, a słoniną nozdrza krowom, aby ich latem nie kąsały bąki. Skorupki poświęconych jaj wiązano na drzewach owocowych i na dźwięk dzwonów (milczących od Wielkiego Czwartku) potrząsano gałęziami, by dobrze owocowały. Czasem skorupki zakopywano na grządkach kapusty, pod drzewa owocowe lub w kretowiskach na polu.

Kolorowe jajka

Podstawowy składnik święconego stanowiło jajko - symbol życia, płodności i siły. Bardzo stary jest zwyczaj zdobienia jaj. W zachodniej części Sądecczyzny, U Lachów i Górali Sądeckich, robiono tradycyjne tzw. kraszanki, czyli jajka malowane tylko na jeden kolor. Do barwienia używano naturalnych barwników. By uzyskać kolor żółty - stosowano łupiny cebuli, korę dzikiej jabłoni, płatki malwy, paczki kwiatów kaczeńca; zielony - piołun, dziki bez, zielone pędy żyta, listki jemioły, widłaki; czarny - korę olchy, łupiny orzecha włoskiego, korę dębu, młode liście czarnego klonu; fioletowy - płatki kwiatów ciemnej malwy, kwiat fiołka i sasanki; czerwony - korę olchy, liście czerwonego klonu; pomarańczowy - krokus, cebula. U Łemków i na Pogórzu występowały także tzw. pisanki, czyli jajka wzorzyście zdobione techniką batikową z pomocą wosku lub z wyskrobywanymi wzorami.

Gdy słońce skacze z radości

W Wielką Niedzielę przygotowywano ze święconego potrawę złożoną ze wszystkich rodzajów poświęconego jedzenia, a więc jaj, chleba, chrzanu, boczku, kiełbasy, sera, soli, czasem kołaczy - wszystko to pokrojone; razem wymieszane, zalewano zsiadłym mlekiem, maślanką, barszczem lub gorącą serwatką. Wielka Niedziela jest dniem bardzo uroczystym - woda w źródłach zamienia się na chwile w miód, skarby ukryte w ziemi zapalają się jasnym płomieniem, wschodzące słońce "skacze z radości". Należało wiec ten dzień odpowiednio uczcić - zachować ciszę, nie mówić głośno, nawet chodzić należało na palcach. Nie wolno też było chodzić w gości. Obowiązywał także zakaz kładzenia się w ciągu dnia, gdyż może się z tego powodu zboże powalić. Wesołość zaczynała się dopiero w drugie święto.

Poniedziałkowe szaleństwo

Poniedziałek Wielkanocny był dniem żywiołowej radości, zalotów, zabaw, psot i żartów. Szaleńcze zabawy i wybryki zaczynały się już w nocy - wypuszczano bydło ze stajen, wciągano na kalenice domów rozebrane wozy, wieszano na drzewach narzędzia gospodarskie, przewracano latryny, zatykano kominy, smarowano szyby okien błotem lub wapnem... A przede wszystkim polewano się wodą. Na wsi nie bawiono się w żadne ceregiele - na lubiane dziewczyny wylewano całe wiadra wody, pławiono je w sadzawkach, stawach, korytach do pojenia bydła. Im więcej było wody, tym większy honor dla panny. Polewano jednak nie tylko panny, lecz wszystkich domowników, ponieważ oblewanie się wodą było kiedyś praktyka magiczną, wykonywaną na wiosnę, by zapewnić plon i odpowiednią ilość deszczu, powodującą zdrowie, urodę i płodność. W Poniedziałek Wielkanocny od świtu chodzą po domach "śmiguśnicy", poprzebierani najczęściej za Cyganów. W okolicach Dobrej chodziły tzw. draby śmiguśne - chłopcy okręceni słomą, w wysokich słomianych czapach i "turkając", "ujkając" na migi prosili o datki - dostawali jajka, pieczywo.

mw

Dowiedz się więcej na temat: chłopcy | wody | jaja | pisanki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje