Niedziela, która zdarzyła się w środę

"Niedziela, która zdarzyła się w środę" to pierwsza książka Mariusza Szczygła, wydana w 1996 roku - w czasach, gdy zaczynał on dopiero swoją karierę telewizyjną jako prowadzący pierwszy polski talk-show "Na każdy temat".

Zbiór reportaży trzydziestoletniego wówczas Szczygła, który już od sześciu lat był dziennikarzem "Gazety Wyborczej" pokazują jego talent do wyławiania szczegółów niezwykle trafnie odsłaniających specyfikę aktualnej w danym momencie rzeczywistości.

Reklama

Widać to wyraźnie zwłaszcza teraz, gdy po piętnastu latach do księgarń trafiło drugie wydanie "Niedzieli...". Swoje reportaże Szczygieł poświęcił zmianom, z jakimi zderza się polskie społeczeństwo po przemianie ustrojowej w 1989 roku. Są to zderzenia zwykłych ludzi, z których niektórzy z nich wychodzą bez szwanku, a inni nigdy już nie będą mogli otrząsnąć się z szoku.

Stylowi Szczygła brak jeszcze lekkości i humoru, który ujawnia się w "Gottland" i "Zrób sobie raj"; czasem mamy też wrażenie, że niektóre kwestie zostały omówione zbyt powierzchownie, a charakterystyka bohaterów jest niedokładna i być może nawet odrobinę tendencyjna. Nie można jednak odmówić autorowi bystrych i błyskotliwych spostrzeżeń, umiejętności oddania w niewielu słowach specyficznej atmosfery, w której w Polsce budowała się demokracja.

"Są to reportaże o przeciętności, bo sam pochodzę z przeciętnego miasteczka i, jak mówi mój tata Jerzy Szczygieł, to piękne być przeciętnym. Nowa Polska po upadku komuny postawiła przed przeciętnymi nieprzeciętne zadanie. Dlatego proszę potraktować tę książkę jako relację z zawodów w utrzymywaniu się na powierzchni" - tak pisze o swojej pierwszej książce jej autor.

I tak, poznajemy pewnego właściciela fabryki makaronu z Tomaszowa Mazowieckiego, który aż nazbyt dobrze odnalazł się w "nowych czasach" - jest szefem-tyranem, upokarzającym swoich pracowników tylko po to, by poczuć smak władzy; pracownicę likwidowanego zakładu pracy, która czuje się, jakby sama była w likwidacji; dowiadujemy się, że jeszcze nie tak dawno temu mogliśmy postawić w centrum miasta pomnik naszej (nieistniejącej) ciotki, o ile sami bylibyśmy (także niekoniecznie istniejącymi naprawdę) amerykańskimi milionerami.

Czasem trudno uwierzyć, że Szczygieł nie miał możliwości - skoro książka powstawała w połowie lat 90. - na spojrzenie z czasowego dystansu na opisywane zjawiska. A te udaje mu się uchwycić z niezwykłą precyzją. Oto mamy przed sobą świeżą polską demokrację, która kreuje nowe absurdy, niesie ze sobą możliwości, ale też często doprowadza do małych katastrof. Niewiele w tym zbiorze reportaży pogodnych historii. Najczęściej mamy do czynienia z mniej lub bardziej zdesperowanymi ludźmi, rozpaczliwie i czasem po omacku próbującymi znaleźć sobie miejsce w nowej Polsce.

"Niedziela, która zdarzyła się w środę" to książka, która powie więcej o wczesnych latach 90. ubiegłego wieku niż niejeden podręcznik historyczny. Pozostaje żałować, że Szczygieł porzucił opisywanie Polski na rzecz swoich ukochanych Czech.

Drugie wydanie "Niedzieli..." doczekało się interesującej oprawy w postaci zdjęć Witolda Krassowskiego, który dokumentował przemiany w Polsce między 1989 a 1997 rokiem. Krassowski uwiecznił m.in. otwarcie pierwszej restauracji McDonald's w Warszawie, koncerty disco-polowe czy pierwsze dyskoteki w podmiejskich lokalach. To wręcz idealne ilustracje dla reportaży Mariusza Szczygła.
Niedziela, która zdarzyła się w środę
Mariusz Szczygieł
Wydawnictwo Czarne

Aldona Wijasińska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje