Hoff: Nie wiem, jak udawało się mi tworzyć w PRL

Ikona polskiej mody, projektantka Barbara Hoff do dziś nie dowierza, jak udawało się jej tworzyć w trudnych czasach PRL, gdy - jak podkreśla - nie było niczego.

Niedostępne w Polsce baleriny zaproponowała wykonać z... tenisówek. Tworzyła dla Polek kolorowe sztruksy i miniówki. Ubrania projektów Barbary Hoff wnosiły radość do szarej rzeczywistości wielu kobiet w PRL. Niektóre z kreacji Hofflandu można do połowy kwietnia przyszłego roku oglądać na wystawie w Muzeum Narodowym w Krakowie.

Reklama

Jak ogólnie można scharakteryzować modę PRL?

Barbara Hoff: -  PRL to bardzo długi okres i nie da się ogólnie opisać mody tamtego czasu, nie było jednego trendu, moda szalenie się zmieniała. Nawet wierzyliśmy w cztery sezony: wiosna, lato, jesień, zima. Teraz są dwa sezony: wiosna/lato i jesień/zima. Raz modna była halka, raz wąsko, raz krótko, raz długo. Raz poduchy, raz ramiona spadziste. Potem moda hippisowska. Moda zmieniała się, tak jak obyczaje. Mówienie o "modzie PRL" to skrót myślowy, tak jak cały PRL - był on jednym wielkim skrótem.

Pani jaką modę chciała tworzyć?

- Zawsze chcemy się podobać, ładnie wyglądać - szczególnie młodzież. Taką chciałam modę tworzyć.

Co było najtrudniejsze w prowadzeniu legendarnego Hofflandu?

 -  Trudności były kompletne. Do dziś zastanawiam się, jak ja to robiłam. Nie było niczego, a ja robiłam. Skąd ja brałam te szmaty? W dodatku robiłam w domu towarowym, który wcale tego nie lubił, nie chciał pomagać, nie pomagał. No i robiłam to za darmo przez 13 lat. Kolejki do stoisk w domu towarowym stały, ludzie szyby wybijali na dole - tak się pchali, a ja nie dostawałam grosza złamanego. Ale byłam przekonana do tego, co robię. Miałam straszną motywację.

Nie poddawała się pani.

- Jestem strasznie uparta. Wierzę w to, że jeżeli człowiek ma koncepcję i potrafi ją przełożyć na polską figurę, pieniądze, polski klimat - bo to jednak jest inny świat niż we Włoszech, przecież u nas te zimy były straszne - to może się mu udać.

Ale wciąż dziwię się, jak ja to robiłam w tamtych czasach. W dodatku ja w ogóle nie szyję. Ja igły nie nawlokę. Nienawidzę szyć. To jest trochę głupie, ale jestem chyba jedynym projektantem na świecie, który nie szyje.

Projektując walczyła pani z systemem politycznym.

- Byłam przekonana, że trzeba walczyć z rusyfikacją. Ukończyłam historię sztuki w Krakowie. Praca historyka sztuki, choć interesująca, nie do końca mi odpowiadała. Takie siedzenie w muzeum To nie było do końca dla mnie.

Wierzyłam w coś, co się nazywa etos inteligencji. Wierzyłam, że trzeba coś robić w tym kraju, że nie wolno opuścić rąk. Myślałam, co by tu tak lekko podźgać i tak to szło trudno. Nie robiłam pokazów mody, ale konfekcje.

Udało się, bo przeszła pani do historii.

 - Trudno powiedzieć, bo ja jeszcze żyję. D'Annunzio był najsłynniejszy za swojego życia, dziś o nim nie pamiętamy. I takich osób jest cała fura. Nie wiadomo, co przejdzie, czy w ogóle przejdziemy gdzieś.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje