John Galliano przerywa milczenie

Po antysemickim wybryku jakiego dopuścił się ponad dwa lata temu, świat mody wykreślił go ze swoich szeregów. Po długiej przerwie John Galliano udzielił ekskluzywnego wywiadu, w którym tłumaczy się ze swoich postępków. Czy uda mu się powrócić?

"Kocham Hitlera! Tacy ludzie, jak wy, powinni być martwi. Wasze matki byłyby zagazowane" - takie słowa w lutym 2011 wykrzyczał Galliano w pewnej paryskiej kawiarni pod adresem dwojga siedzących w niej ludzi.

Reklama

Wytłumaczenie się z tego rodzaju zachowania nie jest łatwe i nic dziwnego, że Galliano zwlekał aż dwa lata ze znalezieniem odpowiednich słów. W wywiadzie udzielonym ostatnio Vanity Fair mówi: "To była najgorsza rzecz jaka w życiu powiedziałem, ale nie miałem tego na myśli... Chciałem zrozumieć dlaczego ten gniew był skierowany przeciwko tej rasie. Teraz zdaję sobie sprawę, że byłem tak cholernie zły i niezadowolony z siebie, że po prostu powiedziałem najbardziej złośliwą rzecz jaką mogłem powiedzieć."

Projektant przyczynę swojego zachowania upatruje także w alkoholizmie: "Najpierw oparcia w alkoholu szukałem poza Diorem. Później był dla mnie sposobem na wyluzowanie się po wypuszczeniu kolekcji. Dojście do siebie zajmowało mi kilka dni. Później było coraz więcej kolekcji i to zdarzało się coraz częściej, aż w końcu uzależniłem się."

Dodaje także, że był na najlepszej drodze, aby skończyć w szpitalu psychiatrycznym lub dwa metry pod ziemią.

Po swoim niefortunnym wybryku z 2011 roku Galliano stracił posadę dyrektora artystycznego w Diorze i wydawało się, ze jest przegrany. Czy po dwóch latach leczenia będzie chciał i potrafił powrócić do modowego biznesu?

Ponoć zjadł już kolację z Anną Wintour i podjął współpracę z Oscarem de La Renta. Udzielenie wywiadu dla Vanity Fair również może oznaczać chęć powrotu.


IG

Dowiedz się więcej na temat: John Galliano

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje