Moda dla każdego

Od zawsze wiedziała, kim pragnie być. Już w młodości wytyczyła sobie cel i starannie do niego dążyła.

Marzy o tym, by moda była dla wszystkich, niezależnie od stanu portfela czy miejsca zamieszkania. Tuż po pokazie najnowszej kolekcji Femestage podczas 12. edycji Fashion Week Poland w Łodzi, Eva Minge zdradziła jak powstają koncepcje jej nowych kolekcji, w jaki sposób radzi sobie ze stresem oraz gdzie najchętniej urządziłaby swoje wesele.

Reklama

Dla jakich kobiet powstała kolekcja Femestage?

Eva Minge: - Kolekcja Femestage została zaprojektowana według najnowszych trendów ze światowych wybiegów. Uznałam, że warto zrobić coś dla kobiet, które od wielu lat są przyzwyczajone do pierwszej linii Eva Minge, a do tej pory nie mogły sobie pozwolić na taki wydatek. Ta linia przenosi trendy ze światowych wybiegów do szaf klientek poszukujących modnego produktu za rozsądną cenę. Zależy nam, by nasze ubrania były dostępne także w mniejszych miejscowościach. Nie byłoby to możliwe bez stworzenia sieci sprzedaży, dzięki której możemy zaproponować niższą cenę.

Na pokazie zobaczyliśmy różnorodne połączenia materiałów i form. Dominowały kolory pastelowe oraz printy kwiatowe i geometryczne. Jak powstała tak niezwykle różnorodna kolekcja?

- Wyszliśmy z założenia, że nie jest to marka, która będzie kopiowała, to raczej nas będą kopiować. Inspirację czerpiemy z sukcesu marki-matki. W Femestage jestem dyrektorem kreatywnym - zarządzam zespołem młodych projektantów, a wszystkie kolekcje są sygnowane przeze mnie. Dbamy o świeżość i spójność ze światowymi trendami, równocześnie pokazując nasze DNA: marka dla pięknych, spełnionych kobiet, gotowych na sukces zarówno życiowy, jak i zawodowy.

Wspomniała pani, że zależy jej na dostępności kolekcji w mniejszych miastach. Czy znane są już lokalizacje nowych butików? Proszę również zdradzić, ile będą kosztować przykładowe ubrania?

- Kolekcja Femestage Eva Minge jest już dostępna w sklepie internetowym na www.femestage.com. 10 kwietnia został otwarty pierwszy salon w Gdańsku, kolejne pojawią się m.in. w Olsztynie i Kielcach. W tym kwartale planujemy otwarcie następnych punktów, nie tylko w największych miastach Polski.

- Femestage jest dla wszystkich kobiet poszukujących elegancji w codziennym wydaniu, do tego w wariancie przystępnym cenowo. Prosty T-shirt kosztuje 59 PLN, mocniej dekorowany ok. 100 PLN. Ceny spodni i koszul balansują w przedziale 150-250 PLN, koszt żakietów nie przekracza 400 PLN, a płaszczy - 500 PLN. Rozmiary nowej kolekcji to 34-44.

Skąd czerpie pani inspiracje i pomysły do kolejnych odsłon kolekcji?

- Z głowy. Pomysłów mam mnóstwo, a kolejne kolekcje Femestage już się tworzą. Prezentowaliśmy się już także na zamkniętym pokazie w Mediolanie. W tym roku wracamy z główną marką na światowe wybiegi, m.in. na letnią edycję Paris Haute Couture w Paryżu. Myślimy też o Nowym Jorku.

Od ponad 20 lat prowadzi pani dom mody Evy Minge. Jak wyglądały początki projektanckiej kariery i czy we wszystkich działaniach miała pani wsparcie w rodzinie? 

- Zawsze chciałam być projektantką, ale rodzice woleli, bym została lekarzem. Próbowałam, byłam nawet na stażu w szpitalu, by mieć szansę dostać się na uczelnię. To wtedy doszłam do wniosku, że nigdy nie odnajdę się w polskiej służbie zdrowia. Myślę, że rodzice też tego nie żałują.

- Wybrałam kulturoznawstwo i zaczęłam dorabiać, pracując w galerii sztuki. Równocześnie robiłam jedwabne bluzki, które własnoręcznie malowałam. I to chwyciło. Postanowiłam założyć działalność i tu bardzo wspierał mnie tata. Już w trakcie studiów zaczęłam zatrudniać pierwszych pracowników. Przeniosłam się z Poznania do Pszczewa, gdzie w piwnicy mojego domu rozkręcałam firmę.

- Gdy ruszył eksport do USA, Niemiec, Rosji i Izraela, doszłam do wniosku, że czas na budowanie silnej, rozpoznawalnej marki. Najpierw w Polsce, później na świecie. Szybko okazało się, że w naszym kraju byłam krytykowana za odmienność, a dziennikarze modowi nie mogli mnie zaszufladkować. Moja indywidualność spodobała się jednak we Włoszech i na świecie. Pomimo trudnych początków, zawsze mogłam liczyć na moją rodzinę, za co jestem jej bardzo wdzięczna. 

Pokaz mody to wielki stres dla projektanta. Nakładają się na niego nie tylko sprawy organizacyjne, ale też niepewność, jak kolekcja zostanie przyjęta przez publiczność oraz media. Jak go pani odreagowuje oraz jak radzi sobie z ewentualną krytyką? 

- Na krytykę jestem odporna, natomiast bardzo cenię sobie konstruktywne uwagi. Czas po pokazie spędzam w drodze lub z przyjaciółmi. To jest dla mnie najlepszy odpoczynek. Nie jestem celebrytką, imprez unikam, zawsze bardziej ceniłam sobie rodzinę i przyjaciół. Nie przejmuję się tym, co o mnie piszą, dopóki nie zacznie to dotykać dobrego imienia mojej rodziny. Wtedy reaguję.

Tegoroczna 12. edycja Fashion Week Poland obejmowała zarówno pokazy w Alei Projektantów (Designer Avenue) gdzie pani zaprezentowała swoją kolekcję, jak również strefy przeznaczone dla młodych, awangardowych twórców. Czy ma pani jakieś cenne rady dla tych początkujących projektantów?

- Zawsze deklarowałam, że chcę wspierać polskich projektantów. Nie musimy ze sobą rywalizować w podbijaniu świata. Powinniśmy się wspierać, by stworzyć rozpoznawalną, polską markę. Służę pomocą, jeśli tylko ktoś będzie chciał z niej skorzystać. Początkującym projektantom powiem tak: róbcie swoje, realizujcie marzenia, ale nie zapominajcie o tym, że to, co robicie, ma się nie tylko podobać. Musi mieć także sens ekonomiczny. Ja zawsze podkreślałam, że jestem nie tylko projektantką, ale przede wszystkim przedsiębiorcą. Bardzo mnie cieszy, że moda w Polsce jest coraz popularniejsza, a młodzi ludzie się do niej garną. Cieszy mnie, że telewizja to promuje, że powstają takie programy jak Project Runway, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. To odciąga młodych ludzi od internetu czy gier i inspiruje ich do tworzenia.

Projektuje pani również suknie ślubne. Jaka jest Panna Młoda według Evy Minge? Na co kobiety powinny zwracać uwagę przy zakupie kreacji na ten dzień?

- Ślub, zakładając optymistycznie, ma się w życiu tylko jeden, dlatego powinniśmy realizować swoje marzenia. Nie warto zwracać uwagi na to, że modny jest np. minimalizm, podczas gdy nam marzy się pełna przepychu księżniczka. Powinniśmy realizować to, co nam w duszy gra. Ten jeden raz śmiało możemy oderwać się od realizmu.

Jakie jest według pani najoryginalniejsze miejsce na ślub i wesele?

- Podtrzymuję to, co mówiłam o realizacji marzeń. Jednak żyjemy w Polsce, a czasy nadal są trudne, więc niełatwo mi tu mówić o szaleństwach i oryginalności, bo te zawsze kosztują, a nie jestem zwolenniczką brania kredytów na wesele. Uważam, że oryginalnie może być, gdy - dla przykładu - dwoje sportowców pobiera się i urządza uroczystość pod dyscyplinę ulubionego sportu, np. na basenie. Jednak nadal najbardziej sensowne wydaje mi się szukanie wypośrodkowania między własnymi marzeniami a rozsądkiem. Kasprowy Wierch zimą i narty na nogach z zakończeniem w bacówce to byłaby moja osobista wersja.

rozmawiała: Justyna Abdank-Kozubska


 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje