Moda to przyjemność, której nie można się pozbawiać!

Niesamowicie zdolna, kreatywna, pomysłowa. Ciepła, serdeczna, z ogromnym poczuciem humoru. Zaliczana do grona najlepszych polskich projektantów mody. Viola Śpiechowicz opowiada Ilonie Adamskiej o swojej pracy i modowych inspiracjach.

Najważniejsza decyzja, jaką podjęłaś w swoim życiu?
Viola Śpiechowicz: - Postanowienie budowania własnej marki (Odzieżowe Pole), a po 13 latach, decyzja o odejściu od stworzonej struktury.

Reklama

Skąd pomysł, żeby zostać projektantką mody? Jesteś krawieckim samoukiem?
- Kiedy byłam dzieckiem, ze wszystkich znanych mi zawodów, najbardziej fascynowało mnie zajęcie mojego wujka, który był projektantem i technologiem odzieży. To on był moim pierwszym nauczycielem. Swobodnie mogę powiedzieć, że dzięki niemu poznałam tajniki powstawania ubrania od podszewki. Później, mimo skończonych studiów malarskich, projektowanie wydawało mi się jakoś dziwnie oczywiste.

Kiedy uszyłaś pierwszą w swoim życiu rzecz?
- Pierwsze próby podjęłam w wieku siedmiu lat. Było to nielegalne użycie maszyny do szycia. Nie sądzę, żeby to coś miało wartości użytkowe, ale i tak udało mi się wprawić rodzinę w osłupienie. (śmiech)

No właśnie, jak najbliżsi zareagowali na Twoje "modowe dziwactwa"? Byli dumni, wspierali cię w karierze, czy może twoja decyzja o projektowaniu była dla nich wielkim szokiem i zaskoczeniem?
- Traktowali to raczej jako przejściową fanaberię. Mój ojciec jest nauczycielem muzyki, a mama, odkąd pamiętam była dyrektorką przedszkola. Chyba liczyła na nowe ciało pedagogiczne w mojej osobie. Istniał potencjał, bo dzieci nie uciekały przede mną z krzykiem, ale ja (niestety), nie miałam poczucia misji. Myślę, że dla mojej rodziny, prawdziwa praca to nauczanie i działalność charytatywna. Zajmowanie się ubraniem to raczej zabawa, ale i tak mamy sporo wspólnych przekonań.

Zaprzyjaźniasz się z osobami, dla których szyjesz?
- Może nie z każdym się zaprzyjaźniam, ale zawsze chcę go polubić. Nawet jeśli na początku nie ma euforii, to kolejne spotkania pozwalają na dostrzeżenie ciekawych cech. Żeby zaprojektować dobre ubranie dla kogoś, lepiej jest mieć do niego pozytywny stosunek.

Kto nosi twoje kreacje? Do kogo kierujesz swoje kolekcje?
- Do tych, którym odpowiada moje estetyka i przekaz z nią związany. Moimi klientkami są najczęściej kobiety związane z zawodami artystycznymi. Osoby chętnie kreujące swój wizerunek, odważne i otwarte na oryginalne rozwiązania estetyczne. Nie znaczy to jednak, że nie ubieram prawniczek czy farmaceutek. Choć niektóre profesje sprzyjają odzwierciedlaniu w ubiorze elementów osobowości, to na pewno nie jest to kwestią zawodu, ale mentalności.

Podobno jeśli Coco Chanel nie podobała się nowo uszyta suknia, potrafiła ją ze złości pociąć. A ty co robi w takiej sytuacji?
- Mimo dużego napięcia, kory towarzyszy procesowi tworzenia, staram się powstrzymać od zniszczeń. Niekiedy wpadka stylistyczna daje impuls do nowych rozwiązań. Faktem jest, że czasem odczuwa się fizyczny dyskomfort z powodu artystycznego niespełnienia... Może wtedy świetnie byłoby coś rozszarpać?! (śmiech).

Dowiedz się więcej na temat: śmiech | przyjemność | moda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje