W Nowym Jorku walczyłam z tremą i... śnieżycą

Katarzyna Łęcka to ambasadorka Polski na świecie. Jako projektantka ma już za sobą debiut na Tygodniach Mody w Londynie i Nowym Jorku. O tym, jak wyglądają kulisy pokazów mody w światowych stolicach mody, zgodziła się opowiedzieć w wywiadzie.


Reklama

PAP Life: - Jest pani przedstawiana jako Polka, która odniosła sukces za granicą. W Polsce co rusz dowiadujemy się, że jakiś polski designer "podbił" Paryż, Los Angeles, Moskwę, itd. Trudno ocenić, ile w tych doniesieniach prawdy, ile medialnej kreacji. Czy pamięta pani sytuacje, gdy czyjś sukces był wyolbrzymiony?

Katarzyna Łęcka: - Oczywiście. Kiedy prezentowałam się w Londynie podczas Tygodnia Mody i byłam umieszczona z innymi młodymi projektantami w harmonogramie pokazów Off Schedule, w naszym kraju donoszono, że inna polska marka zrobiła w Londynie wielki pokaz. W rzeczywistości, nie była nawet w kalendarzu imprezy. Bywało też, że wydarzenie, na którym modelki wyłącznie stały w kreacjach, określano pokazem.

Jak znalazła się pani na Tygodniu Mody w Londynie?

- Zgłosiłam się na pokaz mody, który miał zakończyć się aukcją na cele charytatywne. Było to dla mnie ważne, gdyż mam naturę społecznika. Ludzie z Londynu długo nie odpowiadali i myślałam, że nic z tego nie wyjdzie. W końcu oddzwonili do mnie i zapytali, czy nie chciałabym pokazać kolekcji podczas Tygodnia Mody w Londynie. Było to dla mnie szokiem. Myślałam, że miną lata, nim dostąpię takiego zaszczytu. Pokaz mojej kolekcji łączony był z prezentacją prac jeszcze dwóch innych projektantek. Za "Grey Winter" zebrałam sporo pochwał. Poczułam wtedy, że idę we właściwym kierunku.

Następna kolekcja była prezentowana na targach podczas Tygodnia Mody w Paryżu oraz w Los Angeles. Najnowsza miała premierę w lutym w Nowym Jorku. Czy pokaz na Manhattanie był dla pani najbardziej stresującym przeżyciem?

- Tak. Bardzo bałam się Nowego Jorku. Pod jednym względem. Ludzie są tam dosyć wybredni. Jeśli ktoś im się nie spodoba, goście mogą nawet nie przyjść na pokaz. Paru kolegów opowiadało mi o takich przypadkach. Pamiętam, że mój pokaz miał zacząć się o siedemnastej. Może pan sobie wyobrazić, co przeżywałam, gdy zorientowałam się, że pięć minut po siedemnastej w Metropolitan Pavilion nie było ani żywej duszy. Okazało się, że goście są, tyle że PR-owcy nie wpuścili ich jeszcze do sali. Odetchnęłam z ulgą.

Wyzwaniem była też burza śnieżna, która nawiedziła wtedy Nowy Jork.

- Oj, pogoda zrobiła wszystkim psikusa. Odwołano dziesiątki lotów do Nowego Jorku, przez co na pokazy nie dotarło wielu dziennikarzy z Europy. Na szczęście na moim pokazie dopisała amerykańska prasa i goście. Już dzień później spadł taki śnieg i było tak zimno, że na niektórych salach pokazowych świeciły pustki.

Na pokazie w Nowym Jorku modelki nosiły buty L.Catherine Florence, pani drugiej marki. Odkąd zaczęła pani projektować również obuwie, zapewne ma pani jeszcze mniej czasu dla siebie. Jak sobie pani radzi z natłokiem pracy?

- Jak się coś lubi robić, to ta pasja staje się naszym życiem, w takim przypadku nie ma już limitów, dlatego daję siebie radę. Pomaga mi też to, że mam tatę - wojskowego. To on nauczył mnie dobrej organizacji. Gdy mieszkałam w Kielcach, znajdowałam czas na naukę, taniec, krawiectwo i spotkania ze znajomymi. Moi znajomi dziwili się, że robię tyle rzeczy naraz i mam na wszystko czas. Dobra organizacja to podstawa.

Teraz mieszka i pracuje pani we Florencji i Londynie. Czy Wielkanoc spędza pani w Polsce?

- Na szczęście tak. Natomiast po świętach wsiadam do samolotu i lecę w interesach do Szanghaju.


Katarzyna Łęcka to pochodząca z Kielc projektanta mody. Studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończyła też Instytut Mody Polimoda we Florencji. Nim założyła markę L.Catherine London, pracowała we włoskim domu mody Emilio Pucci. Projektantka swoje kolekcje prezentowała na Tygodniach Mody w Londynie i Nowym Jorku. Mieszka i pracuje we Florencji i Londynie.


Andrzej Grabarczuk (PAP Life)


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje