Wieża Eiffla u stóp Japończyka

My mamy Arkadiusa. Japończycy - Kenzo Takadę. Różnica? Ten drugi jest najbardziej rozpoznawalnym projektantem mody na świecie.

Marka Kenzo jest znana w każdym zakątku świata, a styl Takady wyjątkowo charakterystyczny. 69-letni obecnie Japończyk nie boi się eksperymentować. Nie przez przypadek został uznany najbardziej multikulturowym projektantem XX wieku. Łączy japońską wrażliwość z europejską elegancją. Otworzył łącznie na świecie 37 butików. Ze swoimi projektami trafił do 124 państw.

Reklama

- Dla ludzi mody jest wciąż niezgłębionym źródłem inspiracji. Jest zarazem czarujący i skromny, ma zadziwiającą osobowość. Od początku należał do paryskiej awangardy, ale z jego projektów biła radość - powiedział o nim niegdyś inny japoński kreator mody, Issey Miyake. A przecież świat nigdy by nie usłyszał o barwnym Azjacie, gdyby nie jego zawziętość i upór.

Niewolnik własnej pasji

W wywiadzie dla "Wprost" sam zapewnia, że gdy zaczynał, wcale nie myślał o sławie i pieniądzach. Chciał po prostu tworzyć. A wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Takada nie zostałby bowiem kreatorem mody, gdyby nie... jego siostry. Młody Japończyk po kryjomu przeglądał ich kobiece magazyny. I w ten sposób zaczął interesować się modą.

Jednak jego droga do sukcesu nie była usłana różami. Rodzice nie chcieli wspierać jego zainteresowań, dlatego aby wieczorami móc uczęszczać na kursy projektowania, w dzień musiał pracować na pół etatu. Później tłumaczył, że nie było miejsca na pracę na pół gwizdka i - zgodnie ze swoim mottem - niewolniczo oddawał się swojej pasji.

Pod koniec lat 50. rzucił literaturoznawstwo na Uniwersytecie w Kobe, aby rozpocząć inne studia - w szkole mody Bunka Fashion College. Był jednym z pierwszych mężczyzn przyjętych na tę uczelnię.

W 1965 roku, niedługo po uzyskaniu dyplomu, wyjechał do Paryża. Początkowo, jak sam przyznaje, miał obawy o to, czy będzie potrafił się utrzymać. I tak przez pierwszych pięć lat życia w stolicy Francji nie potrafił się "wybić". Pracował jako wolny strzelec i sprzedając swoje szkice, próbował zyskać uznanie. Był zawzięty i konsekwentny, co ostatecznie opłaciło się w 1970 roku...

I się zaczęło

Właśnie z początkiem lat 70. nagle wyszedł "z podziemia" i jakby bez wysiłku rzucił Paryż na kolana. Nie byle gdzie, bo w Vivienne Gallery (jedno z najpiękniejszych architektonicznie miejsc Paryża) zaprezentował swoją pierwszą kolekcję. Na efekty nie musiał długo czekać. Został zauważony między innymi przez magazyn "Elle".

Dowiedz się więcej na temat: wieża | wieża eiffla | Japończycy | Kenzo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje