120 kilo temu...

Rok temu czułem się szczęśliwy tylko podczas jedzenia. Bogu dzięki, to już przeszłość...

Mam na imię Rafał. Jeszcze rok temu ważyłem sto dziewięćdziesiąt kilo i byłem prawiczkiem. Myślałem, że nic dobrego mnie już w życiu nie spotka. Dopóki nie nadeszło przebudzenie...

Reklama

To był dzień jak co dzień. Wracałem ze sklepu z kilkoma butelkami coli, pudłem lodów i pizzą do odgrzania w mikrofalówce. Tak wyglądała moja codzienna kolacja. W progu domu potknąłem się, wywróciłem i o mały włos nie spadłem ze schodów. Poobijany, musiałem obejrzeć plecy w lustrze, żeby sprawdzić, czy nie mam siniaka. Chyba po raz pierwszy od kilku lat spojrzałem na siebie i zrozumiałem, że wyglądam jak balon.

Nic dziwnego, że w wieku dwudziestu pięciu lat ciągle nie miałem za sobą tak zwanego "pierwszego razu". Na początku załamałem się, ale potem powiedziałem sobie, że tylko ja mogę coś zmienić w moim życiu. Nie było łatwo. W końcu musiałem zwalczyć uzależnienie od jedzenia, które zaczęło się dawno, dawno temu. Już w szkole podstawowej byłem najgrubszy ze wszystkich dzieci.

Kilogramy "same" się mnie czepiały. Brat jadł dokładnie to samo, co ja i w takiej samej ilości, a był chudy jak patyk. Mój brzuch rósł z prędkością światła. Już wtedy ważyłem ze sto kilogramów. Miałem szczęście, bo koledzy mnie lubili, tworzyliśmy zgraną paczkę i nikt mnie nie prześladował z powodu nadwagi. Jednak cały czas czułem się źle w swoim własnym ciele.

Odkąd pamiętam, lubiłem sport, ale nie mogłem za dużo biegać, bo po kilku metrach dyszałem jak lokomotywa. Myślałem, że wyzionę ducha. Skończyłem podstawówkę i poszedłem do technikum gastronomicznego. Uczyłem się na kucharza, szefa kuchni, jak lubiliśmy o sobie mówić. Pomyślałem, że moje uzależnienie od jedzenia w końcu na coś się przyda. Wierzyłem też, że dzięki wykształceniu w tym kierunku zacznę się zdrowo odżywiać. Ale połączenie nieregularnych godzin praktyk ze zmęczeniem sprawiło, że nie miałem już siły gotować dla siebie. W drodze do domu kupowałem pizzę, czasem dwie i kilka czekoladowych batonów. Często też chodziliśmy z kumplami na piwo, do którego zawsze zamawiałem podwójne frytki. W wieku dziewiętnastu lat ważyłem sto pięćdziesiąt kilo. Rodzice sugerowali, że powinienem przejść na dietę, ale ja... im gorzej się czułem, patrząc na siebie, tym więcej jadłem.

Wypróbowałem różne diety, ale na żadnej nie wytrzymałem dłużej niż przez kilka dni. Cały czas spotykałem się z kumplami ze szkoły. Kiedy opowiadałem dowcipy, wszyscy rechotali. Ale mi wcale nie było do śmiechu. Moim problemem były kobiety. Wychodziliśmy z kolegami do pubu i, dopóki żartowaliśmy między sobą, bawiłem się super. Ale gdy kumple zaczynali podrywać laski, ja wpatrywałem się w mój kufel...

Pytali, czy wszystko ok, a ja uśmiechałem się i kiwałem głową. Trochę się dziwili - zawsze byłem taki głośny i wesoły, a jak tylko pojawiały się dziewczyny, robiłem się cichy jak myszka. Myślę, że moi kumple wiedzieli, że nie wszystko jest ze mną ok, ale faceci raczej nie rozmawiają o takich sprawach. Nie bardzo miałem u kogo szukać pomocy. Wstydziłem się. Więc jadłem jeszcze więcej, bo jedzenie sprawiało mi przyjemność. Zaczynałem dzień od kilku wielkich kanapek z majonezem, paczki czipsów i dwulitrowej coli. W ciągu dnia podjadałem batony, czipsy i frytki - w końcu pracowałem w kuchni! A wieczorem jak zwykle jadłem wielką pizzę. Wiedziałem, że tusza pozbawia mnie życia, o jakim marzyłem, ale nie potrafiłem nic z tym zrobić.

Miałem dwadzieścia dwa lata i byłem tak sfrustrowany, że nawet wychodzenie na piwo z kolegami przestało mnie bawić. O dziewczynach też przestałem myśleć. Wciąż byłem prawiczkiem, ba, nigdy nawet nie pocałowałem kobiety. Zawsze marzyłem, żeby być zawodowym wojskowym, ale z moją wagą nie miałem szans na przyjęcie do armii. Tamtego dnia, kiedy prawie spadłem ze schodów, popatrzyłem w lustro i powiedziałem sobie - dość. Wiedziałem, że teraz naprawdę muszę coś z tym zrobić. Po raz pierwszy wierzyłem, że mi się uda. Następnego dnia zapisałem się na siłownię.

Ci wszyscy umięśnieni, szczupli faceci patrzyli na mnie jak na wariata, ale już nic nie mogło mnie powstrzymać - byłem zdeterminowany, musiałem schudnąć. Dotarłem do punktu, z którego już nie było odwrotu. Żeby kumple i stare nawyki nie kusiły mnie do powrotu do moich przyzwyczajeń, przeprowadziłem się do innego miasta. Marzenia o pracy w wojsku wreszcie miały szansę się spełnić, dlatego wytrwałem. Po pracy i siłowni, zamiast pizzy, jadłem warzywa gotowane na parze i pierś kurczaka. Po tygodniu ważyłem siedem kilo mniej. Patrzyłem na wskazówkę wagi i nie wierzyłem własnym oczom.

Ten widok naprawdę zmotywował mnie do działania. Sześć razy w tygodniu ćwiczyłem na siłowni po dwie godziny. Cztery razy w tygodniu biegałem. Kiedy waga pokazała trzydzieści pięć kilogramów mniej, poczułem się jak inny człowiek. Pojechałem w odwiedziny do rodziców, a tam nawet moja własna mama mnie nie poznała! Znajomi zatrzymywali mnie na ulicy i mówili, że świetnie wyglądam. Ale ja wiedziałem, że przede mną jeszcze długa droga. Do końca roku, na diecie złożonej z owsianki, sałaty, warzyw na parze i kurczaka, zgubiłem sto kilogramów. Zebrałem się na odwagę i złożyłem podanie o przyjęcie do wojska. Musiałem przejść testy wytrzymałościowe.

Nie miałem pojęcia, jak mi poszło. Kiedy w styczniu dostałem list, że zostałem przyjęty, myślałem, że to jakaś administracyjna pomyłka. W tym miesiącu zaczynam mój trening. Potem będę pracował jako kucharz wojskowy. W moim życiu zdarzyło się coś jeszcze, na myśl o czym aż się rumienię. Spotkałem świetną dziewczynę, zebrałem się na odwagę i zaprosiłem ją na randkę. Spotykamy się od trzech miesięcy. W wieku dwudziestu sześciu lat wreszcie straciłem dziewictwo. Mój pierwszy raz był... przerażający.

Miałem przecież tak mało doświadczenia w porównaniu z innymi mężczyznami w moim wieku. Martwiłem się, co moja dziewczyna pomyśli o mnie, gdy się dowie, że wciąż jestem prawiczkiem. Ale ona była wspaniała. Powiedziała, że docenia moją szczerość i uczciwość, a po wszystkim twierdziła, że było jej cudownie... Seks to niesamowite doświadczenie, po tym wydarzeniu poczułem się bardziej pewny siebie. Pozbyłem się stu dwudziestu kilogramów i czuję się zupełnie innym człowiekiem. Dzięki temu zmieniło całe moje życie. Wreszcie widzę swoją przyszłość w jasnych barwach. Gdyby pięć lat temu ktoś powiedział mi, że zamiast puszki coli wybiorę filiżankę zielonej herbaty i godzinę siłowni, roześmiałbym mu się w nos. Prawda jest taka, że nawet jeśli coś wydaje ci się niemożliwe, można to osiągnąć. Wystarczy tylko chcieć!

Marcin L., 26 lat

Dowiedz się więcej na temat: odchudzanie | dieta | seks

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje