Brak zazdrości to dowód... miłości

Kiedy kumple opowiadali, jak zaborcze są ich żony, uznałem, że moja mnie nie kocha! Bo niby dlaczego była taka tolerancyjna?

To się zbieram - westchnął Mariusz, gdy mecz się skończył.

Reklama

- Zgłupiałeś?! - oburzył się Fabian. - Teraz musimy omówić mocne punkty naszej drużyny...

- Chyba chciałeś powiedzieć: słabe - wtrącił Heniu.

- Sorry, chłopaki, ale ja naprawdę muszę już iść - Mariusz wstał od stołu.

- Co ci się tak śpieszy? - spytałem zdziwiony.

- Mnie nie - wzruszył ramionami. - Ale jak wrócę późno, to Ela żyć mi znowu nie da.

- Ej, nie przesadzaj - rzucił Fabian.

- Skłamiesz, że dogrywka była, i już sprawa załatwiona - poradził Heniek.

- Jasne! - zaśmiał się Mariusz. - A ty myślisz, że ta moja kobita w ciemię bita? Wszystko kontroluje w telewizorze. I potem mnie magluje, jaki był wynik i co robiłem po meczu. Ubzdurała sobie, że z jakąś babą się spotykam i futbol to tylko wymówka. Dobra, chłopaki, spadam! Trzymajcie się - uścisnął nam dłonie i już go nie było.

- Przerąbane ma jak nic! - skomentowałem. - Ja to bym czegoś takiego nie wytrzymał.

- A cóż robić? - wzruszył ramionami Fabian. - Kłócić się? Przysięgać, że jest się wiernym? Przecież to nic nie daje!

- A skąd wiesz? - zaciekawiłem się.

- Przerabiałem to - prychnął. - Lucyna sobie ubzdurała, że mam jakieś sprawki z ekspedientką z warzywniaka.

- A masz? - spytał Heniu.

- Chyba oszalałeś! - przestraszył się Fabian. - Toż to baba tak wredna i paskudna, że boję się ją nawet o jednego pomidora poprosić.

- To jak twoja ślubna sobie wasz romans wymyśliła? - drążył Heniek.

- Otóż ile razy szedłem do warzywniaka, tyle razy opowiadałem o sprzedawczyni. Że brzydka, że szminkę miała na zębach, no i takie tam. Pewnego dnia moja żona słucha, a mina jej się niewyjściowa robi. Nagle rzuca się na mnie ze ścierką: "Ty się w niej zakochałeś!".

Nie mogłem powstrzymać śmiechu, jak to usłyszałem!

- Śmiej się, śmiej - stwierdził smętnie Fabian. - Mnie wesoło nie było, jak przez na tydzień się obraziła i jeść nie dawała. Schudłem trzy kilo!

- Ale czemu pomyślała, że się zakochałeś, skoro ciągle opowiadałeś, jaka ta baba jest straszna? - nie pojmowałem.

- O, to, to! - uniósł palec do góry. - Bo właśnie "ciągle opowiadałem". Lucyna twierdziła, że nie mogłem wyjawić, jak mi się ta sprzedawczyni podoba, dlatego mówiłem, że jest przeciwnie, byle tylko coś o niej wspomnieć.

- Szaleństwo! - pokręciłem głową z niedowierzaniem.

- I jak się to skończyło?

- Tak, że do warzywniaka mogę chodzić tylko w sobotę. Bo w sobotę obsługuje jej córka - rozłożył ręce.

- A co najśmieszniejsze, całkiem apetyczna dziewczyna.

- Tak, z kobietami nie jest łatwo - zgodził się Heniu. - Bo moja Paulina też dała mi do wiwatu. Mieliśmy pojechać w weekend nad jezioro. We dwójkę. Bo to akurat wypadała rocznica naszego ślubu... Dzieci były już zawiezione do babci, pokój zarezerwowany, torby spakowane, gdy wieczorem przed wyjazdem zadzwoniła jej przyjaciółka. Gadały ze dwie godziny. A potem Paulinka stwierdziła: "Karolina jedzie z nami".

- Ale cię zrobiła! Faktycznie... - ucieszył się Fabian.

- To jeszcze nie koniec - zastopował go Heniek. - Powiedziałem jak ty: "Ale mnie zrobiłaś!". A ona mi zaczęła tłumaczyć, że mąż tej jej przyjaciółki nagle chce rozwodu i że my musimy udzielić jej wsparcia. I jeszcze, żebym był dla niej miły. No, to stłumiłem złość i byłem... - dokończył.

- A jakaś afera gdzie? Bo czuję niedosyt - skomentowałem. - Masz rację. Afera nastąpiła po powrocie. Ledwie weszliśmy do domu, Paulina krzyknęła z płaczem: "Dziękuję ci za cudowną rocznicę!". Zgłupiałem. I zacząłem wypytywać. Dowiedziałem się, że wyglądało tak, jakby to była rocznica moja i Karoliny, a z nią się ktoś rozwodził...

- Że jak?! - nie rozumiał Fabian.

- No, zarzucała mi, że bardziej zajmowałem się jej przyjaciółką niż nią. I się zapytała, czy już poluję na wolną powtórnie Karolinę. A ja tej kobiety nawet nie lubię! - jęknął.

- To się nazywa zazdrość. Tego nie wytłumaczysz, bracie - podsumował Fabian. - I z jednej strony szlag człowieka trafia, jak się pieklą o każdą dziewczynę, za którą się obejrzysz, a z drugiej... To całkiem miłe. Bo znaczy, że kochają... - dokończył miękkim tonem.

- Właśnie - zgodził się Heniu. - Przysłowie mówi: "nie ma miłości bez zazdrości..."

No i rozeszliśmy się do domów. Moja Ula nawet głowy nie podniosła znad książki, kiedy stanąłem w progu.

- I jak? - spytała. - Wisła wygrała?

- Jaka Wisła? - zdziwiłem się. - Sama narodowa reprezentacja dała ciała. I to z Nigerią!

- Co się z nimi dzieje? - pokręciła głową. - Do kosza nie potrafią trafić?

- Jakiego znowu kosza?! To był mecz piłki nożnej, kochanie - wyjaśniłem.

- A! - westchnęła. - Jak jesteś głodny, to w piecyku jest zapiekanka. Ja idę spać - dodała, zamknęła książkę, cmoknęła mnie w policzek i faktycznie poszła do sypialni. Opadłem na fotel i doszedłem do wniosku, że żona mnie nie kocha. Zacząłem to podejrzewać, jeszcze jak słuchałem opowieści chłopaków w barze, ale jej powitanie przekonało mnie ostatecznie. Bo przecież oni mieli rację. Nie ma miłości bez zazdrości. A jak ktoś nie jest zazdrosny, to nie kocha! Ula mnie nie sprawdzała. Nie miała pojęcia, jaki mecz oglądałem. Ani nie robiła mi scen zazdrości o żadną sprzedawczynię. Wracać mogłem, kiedy chciałem, a jak się zjawiłem, książka była bardziej interesująca... Totalna katastrofa! Tyle lat żyłem w przekonaniu, że mam kochającą żonę... Nagle przyszła mi do głowy pokrzepiająca myśl. Ula nie była zazdrosna, bo ja nigdy nie dałem do tego powodu! Dla mnie nie liczyła się żadna inna kobieta. I chyba moja żona o tym wiedziała! Koniec końców postanowiłem to sprawdzić. Gdy szedłem gdzieś z nią, oglądałem się za każdą mijającą nas dziewczyną, kobietą czy nawet mamą z dzieckiem. Bo chodziło tylko o to, żeby Ula zauważyła, że coś się ze mną dzieje. No i zaskoczyła. W pewnym momencie zatrzymała się.

- Kacper, czy coś się stało? - spytała.

- Nic - zrobiłem minę niewiniątka.

- To dlaczego cały czas się oglądasz? Zgubiłeś coś?

- Nie... - bąknąłem.

- Więc o co chodzi? Za bardzo nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć...

- Sprawdzam, czy nie wyrósł mi ogon - walnąłem w końcu, bo Ula patrzyła na mnie wyczekująco. - Ostatnio coś jakby gulka mi się tam zrobiła...

- Oj, te twoje dowcipy! - pokręciła głową. - Jesteś zupełnie jak dziecko. No dobrze - dodała pocieszająco, widząc moją smętną minę. - Rozśmieszyłeś mnie, a teraz patrz przed siebie, bo zaraz w coś przydzwonisz i druga gulka ci wyrośnie, na czole dla odmiany.

Czy tak się zachowuje zakochana żona? Oczywiście, że nie! Żony moich kolegów już dawno zrobiłyby im karczemne awantury! No cóż, skoro jej na mnie nie zależy, to jest obojętne, za kim się oglądam... Pierwsza próba zakończyła się więc porażką. Nadszedł czas następnej. Mocniejszej. Sam bym na ten pomysł nie wpadł, gdyby naprawdę mnie to nie spotkało.

- Wiesz, co mi się dzisiaj przydarzyło? - zacząłem, gdy jedliśmy obiad.

- No... - zagaiła Ula.

- Coś niesamowitego! - powiedziałem i zrobiłem pauzę dla zwiększenia napięcia.

- Dostałeś premię! - wypaliła.

- Gdzie tam! - machnąłem ręką. - Miałem dzisiaj do załatwienia kupę spraw na mieście. Latałem jak szalony. W końcu postanowiłem odsapnąć. Wybrałem knajpę, usiadłem przy stoliku i popijając kawę, czytałem gazetę. Ciągle miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Tylko że co podnosiłem oczy, ten ktoś umykał mi wzrokiem...

- Chcesz jeszcze mięsa? - przerwała mi bezczelnie Ula. Dawała mi do zrozumienia, że ta historia jej nic a nic nie obchodzi. Ale zachowałem zimną krew i kontynuowałem.

- Aż w końcu ją przyłapałem. To była młoda, atrakcyjna dziewczyna. Modelka może... Uśmiechała się do mnie, pomachała wreszcie... I w pewnym momencie wiesz, co się stało? Kelner przyniósł mi drinka!

- To ty pijesz w pracy? - przestraszyła się moja żona.

- Skąd! - żachnąłem się. - Ja go nie zamawiałem. Powiedziałem kelnerowi, że się pomylił. A on mi mówi, że to jest od tej dziewczyny! Wyobrażasz sobie?!

- Tak - odparła zupełnie naturalnie. - I co dalej? - zainteresowała się.

- A jak myślisz? - spytałem zaczepnie, bo stwierdziłem, że to dobry moment, żeby się z nią trochę podrażnić.

- Nie denerwuj mnie, tylko zaraz odpowiadaj! - wkurzyła się, a mi jakby ktoś miód lał na serce. Była zazdrosna! Nareszcie! - No, a co miałoby być? Odmówiłem, zapłaciłem za kawę i wyszedłem - dokończyłem.

- Ufff - odetchnęła. - Tak się bałam!

- No coś ty... - pogładziłem ją po ramieniu. - Przecież wiesz, że ja nigdy... - chciałem dokończyć: "nie miałem ochoty na znajomości z innymi kobietami", ale znów mi przerwała.

- Bo gdybyś z grzeczności usta w tym drinku zamoczył, to musiałbyś zapłacić. Wiesz, ile oni za takie napitki biorą? Jasne, że ta dziewczyna pracuje dla nich. I nie tylko drinka chciała ci wcisnąć. Siebie też. Za grube pieniądze! - mówiła ze zgrozą. A ze mnie jakby powietrze zeszło. Tego się już naprawdę nie spodziewałem!

- Może po prostu się jej podobałem?!

- Wybacz, ale za bardzo nie chce mi się w to wierzyć - pokręciła głową.

- Jasne! Skoro dla ciebie nie jestem atrakcyjny, to dla żadnej innej kobiety też nie - powiedziałem łamiącym się głosem, bo aż płakać mi się zachciało.

- No, chodź do mnie - przytuliła mnie żona. - Powiedz, co ci się stało?

- Zupełnie nic - wzruszyłem ramionami. - Poza tym, że mnie nie kochasz, wszystko jest OK.

- No co ty za głupstwa wygadujesz?! - miałem wrażenie, że się przestraszyła.

- Nie głupstwa, tylko nie ma miłości bez zazdrości - sprostowałem. - Robiłem wszystko, żeby ją w tobie wzbudzić, ale się nie dało... - opowiedziałem jej historię od początku do końca.

- Oj, ty mój wariacie! - przytuliła mnie. - Nie prościej było po prostu spytać?

- No i co byś powiedziała?

- Że cię kocham. I to bardzo - szepnęła. - A nie jestem zazdrosna, bo ci ufam. Ale jeśli chcesz, udowodnię ci moją miłość w inny sposób - pociągnęła mnie do sypialni. Hmm, muszę przyznać, że była bardzo przekonująca... Ale tak łatwo nie dałem za wygraną.

- Uwierzę ci, jeśli od czasu do czasu będziesz to powtarzać - powiedziałem.

- Kocham cię, kocham, kocham... - rozpędziła się.

- Nie słowami! - zaśmiałem się.

- Drań! - udała obrażoną. - No dobrze, jeśli chcesz, mogę zacząć już teraz - dodała jednak po chwili. Jasne, że chciałem, i to bardzo. Z moją kochaną i kochającą żoną zawsze... A jej zazdrość wcale nie jest mi do szczęścia potrzebna! Nawet wręcz przeciwnie!

Kacper

Imiona bohaterów zostały zmienione.

Dowiedz się więcej na temat: zazdrość | miłość | małżeństwa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje