Co Polak ma w szafie?

Żadnych ekstrawagancji, zwłaszcza cenowych. Spokojne, luźne ubrania, stonowane kolory.

Rzeczy kupowane w promocji i na wyprzedaży, często w supermarkecie, na bazarze albo w centrum handlowym. Tak dbają o swoją garderobę Polacy.

Reklama

Marki odzieżowe namiętnie szturmują polski rynek. Centra handlowe pękają w szwach, ale wciąż przybywa logo nowych firm odzieżowych, które chcą ubierać Polaków. Teraz, gdy możemy przebierać w stylach, markach i cenach - warto sprawdzić, co lubią nosić Polacy, jak kupują ciuchy i ile na nie wydają. Takie badania wykonał Pentor i w rezultacie podzielił polskich klientów na cztery grupy, które różnią się nie tylko stosunkiem do mody i ubierania się. Inaczej kupują ciuchy, przeznaczają na nie różne kwoty, kupują w innych miejscach i odmiennie podejmują decyzję.

Niezaangażowany kontra koneser

Z badań Pentora wynika, że polska ulica nieprędko wypełni się kolorami.

• Segment niezaangażowanych to prawie 40 proc. rodaków. Takim nie zależy na tym, co noszą. - Biorę tylko to, co potrzebne, byle rozmiar był dobry, i wychodzę. Nie znoszę oglądania ubrań i kupowania - twierdzi 23-letni Stefan, student ochrony środowiska.

Ekstremalnym przykładem niezaangażowanego w stan swojej szafy jest Tomasz, 33-letni dziennikarz. - Prawie w ogóle nie kupuję ubrań, chyba że jestem do tego zmuszony - wyznaje. - Jeśli zniszczy mi się coś potrzebnego, np. kurtka, to kupuję nową. Ale zazwyczaj wystarczają mi te ubrania, które mam od lat - deklaruje.

• Po przeciwnej stronie barykady są koneserzy świata ciuchów. To prawie jedna czwarta Polaków. Katarzyna, 32-letnia redaktor, kocha ubrania i nazywa się wprost "zakupoholiczką". Nowe rzeczy poprawiają jej humor, dowartościowują, określają styl, pozwalają czuć się atrakcyjnie. Wszystkie ciuchy ma starannie przemyślane, ułożone kolorami i okazjami, koniecznie "rasowe", czyli dobrej marki. - Kto tanio kupuje, ten płaci dwa razy. Stosuję tę zasadę, zwłaszcza gdy kupuję bieliznę i dodatki: buty, torby czy okulary przeciwsłoneczne - tłumaczy Katarzyna. Do sklepów zagląda trzy razy w tygodniu i żaden trend jej nie umknie.

• Eleganckimi tradycjonalistami jest 21 proc. Polaków, a wśród nich Grzegorz, 30-letni bankowiec. - Kupuję rzeczy klasyczne, eleganckie, nawet dres do biegania i gry w tenisa nie może być niechlujny - mówi.

• Racjonalni indywidualiści -18 proc. populacji - lubią rzeczy niepowtarzalne, przy tym niedrogie. 35-letnia Ewa, dziennikarka, lubi kupować w dobrych lumpeksach. - Mam ulubione, z końcówkami serii. Ale nie znoszę w sklepach tłoku, grzebania, przymierzania. W efekcie odwiedzam tylko małe sklepy, gdzie nie ma wielu ubrań i można się spokojnie przebrać. Lubię przyjazną atmosferę, a w moim ulubionym lumpeksie jest przemiła sprzedawczyni - mówi Ewa.

Polak w czerni na bazarze

Polska ulica jest szara. Takie obserwacje ma wielu cudzoziemców, którzy żyją w barwnych, wielokulturowych społeczeństwach. Z badań Pentora wynika jednoznacznie, że Polacy nie lubią się wyróżniać wyglądem. Oryginalne, barwne zestawy nie są naszą mocną stroną. Dwie trzecie Polaków powyżej 15. roku życia wybiera wygodne, praktyczne, niezobowiazujące i nierzucające się w oczy ubrania.

W pracy staramy się wyglądać bardziej elegancko. Największym powodzeniem cieszy się casual, czyli styl luźny, weekendowy i młodzieżowy. Trudno także o szaleństwa w dziedzinie kolorów. Spokojny styl wymaga niekrzykliwych kolorów. Dlatego gustujemy w stonowanych barwach. Wybór miejsca zakupu zależy od naszych dochodów, ale też stosunku do mody, elegancji i ubrań. Dość często kupujemy odzież na bazarach, rzadziej w sklepach, które stosują wysokie marże. W dużych miastach coraz częściej wygrywają centra handlowe z dużym wyborem marek, fasonów i cen. Małe butiki czy autorskie sklepy, kiedyś tak modne, dzisiaj nie mają szans.

Jak kupują Polacy

Ubrania kupujemy w zależności od potrzeb i zasobności portfela. Łatwiej nam zdecydować się na koszulki, spódnice czy spodnie w promocji niż w salonie firmowym dobrej marki. Potrafimy zakup ubrania, które sobie upatrzyliśmy, odłożyć do posezonowej obniżki. Promocja często skłania nas do kupowania rzeczy, których nie mieliśmy w planach, ponieważ skusiła nas przystępna cena.

28-letnia Joanna, dekoratorka, lubi kupować ubrania na wyprzedaży, ale głownie kilku ulubionych marek, których styl jej odpowiada. - Nie kupuję ciuchów z minionego sezonu na następny, raczej ciepłe rzeczy latem i na odwrót - opowiada.

Najrzadziej kupujemy kurtki, marynarki i sukienki, czasem nawet raz na kilka lat! Średnio wydajemy rocznie na ubrania 400-500 zł na osobę. Bardziej szaleją jedynie mieszkańcy miast oraz osoby młode i dobrze zarabiające. Przy wyborze kierujemy się głównie ceną, wyglądem ubrań i naszym odczuciem po przymierzeniu.

Własna opinia o tym, czy dobrze wyglądamy i czujemy się w nowym ciuchu oraz jakość wykonania decydują o zakupach. Nie jesteśmy jednak lojalnymi klientami. Zdecydowana większość Polaków porównuje ceny i ofertę różnych sklepów i w zależności od tego wybiera rzeczy, które im się podobają. Mamy słabość do dżinsowych marek. - Lubię, gdy żona kupuje mi koszulki - mówi Artur, 33-letni fotoedytor. - Ale nie cierpię chodzić z nią na zakupy. Nie jestem w stanie spędzić trzech godzin w H&M, ona niestety tak. Ja raz na kilka miesięcy hurtowo wydaję więcej i kupuję np. od razu trzy pary butów, żeby mieć spokój - podkreśla. Nie zmienia się zatem fakt, że naszych przyjaciół znacznie trudniej namówić na zakupowe szaleństwo niż nasze przyjaciółki.

Joanna Rokicka

Tekst pochodzi z magazynu

Dowiedz się więcej na temat: ciuchy | ubrania | rzeczy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje