Kobieta z moich wspomnień i snów

Chociaż byłem już w związku z inną, nie mogłem zapomnieć o dawnej ukochanej


Spotykałem się z Natalią od jakiegoś czasu i dość dobrze ją poznałem. Seksualnie byliśmy nieźle dobrani, posiadaliśmy  wspólne tematy do rozmowy i wiele zbliżonych upodobań. Nata miała złociste włosy i ładną, wyrazistą twarz. Ubierała się ze smakiem, szykownie i kobieco.

Reklama

- Ta dziewczyna będzie idealną żoną! - powtarzała z zachwytem moja mama.  

Niby przyznawałem jej rację. Nata potrafiłaby uszczęśliwić każdego faceta...

Skąd zatem te ciągłe rozterki?

Ze zdziwieniem uzmysłowiłem sobie, że moje zainteresowanie tą kobietą powoli wygasa. Owszem, jest ładna i miła, ale jakby za grzeczna, za bardzo uległa. Pewnie dlatego tak przypadła do gustu mamie. Obawiałem się, że życie z nią będzie zbyt nudne, jałowe i przewidywalne. A ja pragnąłem odrobiny szaleństwa, adrenaliny, porywów namiętności.

Pewnego dnia późnym wieczorem odprowadziłem Natę do domu. Staliśmy przytuleni w cieniu drzew, kiedy pocałowałem ją na dobranoc.

- Może wejdziesz na górę? - zapytała.

- OK - odrzekłem trochę wbrew sobie.

Byłem zmęczony. Chciałem wyciągnąć się wygodnie we własnym łóżku, jednak wiedziałem, że nie powinienem odmawiać.

W mieszkaniu wziąłem ją w ramiona i zacząłem całować. Natalia pociągnęła mnie w kierunku sofy. Po chwili zaczęła rozpinać moją koszulę. Niestety, jej pieszczoty nie sprawiły mi przyjemności. Pozostawałem obojętny i niczego nie mogłem z siebie wykrzesać.

- To nie ma sensu - wymamrotałem ze wstydem. - Jestem wykończony - usiadłem ciężko. - Przykro mi...

- Oj, kochanie - zmartwiła się i pogłaskała mnie po policzku. - Mój ty biedaku!

Zmęczenie wzięło górę. Nie umiałem udawać. Próbowałem wzbudzić w sobie ogień pożądania, ale na próżno. Prędko schowałem koszulę do spodni.

- Sorry.

Wreszcie zamknąłem za sobą drzwi. Dopiero po północy dotarłem do domu. Oczekiwany sen nie nadszedł jednak prędko. Przewracałem się z boku na bok, a przed oczami wciąż widziałem... Agnieszkę.

W miniony piątkowy wieczór zajrzałem do pubu. Zawsze spotykałem się tam z przyjaciółmi. Rozluźniony rozparłem się wygodnie na krześle i wyjrzałem na ulicę.  

Raptem poderwałem się. Przez moment zabrakło mi tchu.

- Czy to naprawdę ona? - spytałem szeptem przyjaciela. - Czy może mam jakieś halucynacje?

Gestem głowy wskazałem kobietę, która przystanęła nieopodal. Rozmawiała akurat przez telefon.

- Nie jestem pewien - odparł Waldek. - Ale chyba tak...

Widok Agnieszki ożywił dawne wspomnienia. Poczułem się tak, jakby czas nagle się cofnął. Miałem sucho w ustach, a pot zrosił mi czoło i kark.

Często wracałem myślami do Agnieszki i zastanawiałem się, jak teraz wygląda. Przed laty, kiedy chodziliśmy do liceum, wydawała się dość wysoka i bardzo zgrabna. Miała wyraźnie zaznaczone piersi i krągłe biodra. Długie, czarne włosy sięgały prawie do pasa. Teraz jej kobiecość nabrała bardziej dojrzałych cech. Wprost nie mogłem od niej oderwać wzroku. Krótka fryzurka odsłaniała opalony kark.

Ze świstem wypuściłem z płuc powietrze. Aga pochłonęła moje myśli...

Jakże ją wtedy kochałem! Już nigdy nie doświadczyłem takiego uczucia!

Chodziliśmy ze sobą, ale później ona wyjechała na studia i wszystko się skończyło. Podejrzewałem, że rodzice tak zadecydowali, bojąc się siły naszych młodzieńczych uczuć. Wcześniej robili, co mogli, żeby nas rozdzielić. Zabraniali nam się widywać. Zakazy jednak sprawiły, że nasza wzajemna fascynacja coraz bardziej rosła. Spotykaliśmy się po kryjomu, nikomu nie mówiąc słowa. Odkąd zaczęliśmy ze sobą współżyć, nasza miłość stała się bardziej dojrzała. Później z żadną kobietą nie udało mi się nawiązać tak silnej emocjonalnej więzi. Nawet z Natalią...

Jednak pewnego dnia Aga nagle zniknęła z mojego życia i pozostawiła po sobie wielką pustkę. Nie napisała ani razu i nie widziałem jej aż do dzisiaj...  

Teraz jak ognia bałem się spotkania z nią. Obawiałem się, że wszystko wróci, a ja znowu zostanę ze złamanym sercem.

Niebawem miał się odbyć zjazd absolwentów naszego liceum. Podejrzewałem, że Aga pojawiła się w mieście właśnie z uwagi na tę uroczystość.

"Ha, trudno! Co ma być, to będzie...", pomyślałem, idąc na klasowe spotkanie.

Agnieszka wpadła nieco spóźniona. Wydawała się trochę spięta, ale wkrótce napięcie ją opuściło. Już po paru minutach gawędziła z innymi przy stole, a potem szalała na parkiecie. Wesoła, odprężona, roześmiana. A ja siedziałem sztywno, obserwując ją spod oka.

- Chodź, przystojniaku - podeszła i chwyciła mnie pod rękę. - Zatańcz ze mną.

Tańczyliśmy w milczeniu, zachowując przepisową odległość. Po chwili odchyliła głowę i utkwiła wzrok w mojej twarzy. Przytuliłem ją mocniej, bo zabrzmiał wolniejszy kawałek. Niespodziewanie nasze ciała zaczęły promieniować pożądaniem. Wcześniejszy dystans zniknął. Lekko pogładziłem brodą jej policzek, a ona objęła mnie w pasie. Takich emocji nie przeżywałem od dawna. Było mi wszystko jedno, byle trwać tak z nią bez końca.

Muzyka ucichła, a my staliśmy jeszcze przez chwilę złączeni w uścisku.

Do końca wieczoru bawiliśmy się razem, mało zwracając uwagę na resztę kolegów.

Nad ranem odprowadzałem ją do domu. Nie wiedziałem, co się stanie, ale byłem naprawdę szczęśliwy.

- Ciekawa jestem, jak byłoby nam teraz, kiedy już nie jesteśmy nastolatkami... - oznajmiła nagle.

- Spróbujemy? - objąłem ją i przytuliłem.

Potem uniosłem jej brodę i pocałowałem. Trwało to dość długo. Ulica była pusta i nigdzie nam się nie spieszyło. Rozkoszowaliśmy się sobą, wspominając zapomniane smaki i wrażenia.

- Między nami chyba jeszcze nie wszystko skończone - rzuciłem, kiedy oderwałem się od niej, żeby zaczerpnąć tchu. - Dla mnie sprawa jest otwarta...

- Może... - odparła ochrypniętym głosem.

Wylądowaliśmy w łóżku w mieszkaniu jej rodziców, którzy akurat wyjechali na weekend. Zupełnie jakbyśmy robili na złość ich wcześniejszym zakazom.

Rozkosz, jakiej doznałem, przeszła moje oczekiwania. To było coś niesamowitego, coś, co nie zdarza się często.

- Czasem miałem wrażenie, że idealizuję przeszłość - wyznałem szczerze. - Ale to nieprawda! Z tobą jest mi lepiej niż z kimkolwiek na świecie.

Miałem nadzieję, że myśli podobnie.

- Dlaczego nie dawałaś znaku życia? - zapytałem nerwowo. - Czekałem na jakąś wiadomość, cokolwiek...

Machnęła od niechcenia ręką.

- Czy musimy do tego wracać? Jakie to ma teraz znaczenie?

- Dla mnie ma - wymamrotałem zaskoczony. - Myślałem, że skoro...

- Kamil - przerwała mi. - Byliśmy wtedy młodzi, to było tak dawno temu! Wyjechałam na studia, potem wyszłam za mąż...

Zamurowało mnie. Nie wiedziałem o tym.

- Po dwóch latach rozeszliśmy się - ciągnęła. - Teraz jestem sama i chwalę sobie takie życie. Mam fajną pracę i mieszkanie. Czuję się wspaniale, wolna i niezależna. Nie planuję nowego związku.

Byłem rozczarowany. Co ja sobie wyobrażałem? Że dziesięć lat rozłąki nic nie znaczy? Że prześpimy się i wszystko będzie jak przedtem?

Od lat prześladowało mnie uczucie zawodu, z którym nie mogłem sobie poradzić.  Pragnąłem dostać od losu jeszcze jedną szansę... A teraz znowu zrobiło mi się ciężko na duszy. Chciałem szybko pożegnać Agę i wrócić do siebie. W duchu pożałowałem tego, co być może straciłem. Szkoda, że nasze życie tak się potoczyło...

- Lepiej już pójdę - oznajmiłem nieswoim głosem.

Pragnąłem, by mnie zatrzymała, powiedziała, że istnieje dla nas jakaś szansa, lecz nic takiego się nie stało.

- Na pewno jeszcze kiedyś się spotkamy - rzuciła od niechcenia. - Nie bądź smutny, Kamil... Daj buziaka na pożegnanie!

"Dobrze będzie", pocieszałem się przez całą drogę powrotną. "Musi być! Kiedyś Aga zmieni zdanie..."

Ale najpierw muszę zakończyć związek z Natalią. Nie mogę jej dłużej oszukiwać. Nie zasługuje na to.    


Kamil A., 30 lat

Dowiedz się więcej na temat: okładka | kobieta

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje