Mąż mnie zostawił, gdy urodziłam dziecko. Błagać, by wrócił?

Maciek, mój mąż, jeszcze przed ślubem niechętnie rozmawiał o dzieciach.

Codziennie do wygrania 300 zł! Nie przegap okazji!

Reklama

  A jeśli już coś wspominał, to tylko tyle, że dzieci to kłopot, zwłaszcza te małe. W kółko słyszałam, że pieluchy, nocne wstawanie i ciągły płacz to nie dla niego. Prawdę mówiąc, nie bardzo się przejmowałam. Uznałam, że z czasem zmieni zdanie. Bo skoro mnie kocha, co tak często powtarzał, to zapragnie mieć ze mną dziecko. Dla mnie to było i jest oczywiste, że tego właśnie się chce, gdy kogoś darzy się uczuciem.

Niestety, pomyliłam się. Po ślubie zaczęłam coraz częściej mówić o powiększeniu rodziny. Maciek kategorycznie stwierdził, że on nie chce dziecka. Nie żartował, niestety. Po prostu - uciął temat, mówiąc, że zdania nie zmieni. Biłam się z myślami, nie wiedziałam, co robić. Aż nie chciało mi się wierzyć, że to mówi Maciek, ten kochający, czuły - dla mnie taki przecież był.  Skąd ta jego niechęć do dzieci? 

Ja bez dziecka nie wyobrażałam sobie rodziny. Podjęłam więc decyzję - zdobędę się na odwagę i urodzę je, wbrew woli Maćka. W głębi duszy wierzyłam, że jednak pokocha maleństwo. W tajemnicy przed mężem odstawiłam więc antykoncepcję i zaszłam w ciążę. Gdy powiedziałam mu o wszystkim, dosłownie się wściekł. Takiej awantury nigdy u nas nie było. 

Od tej pory między nami bardzo się popsuło. Moja ciąża dla Maćka nie istniała, nie było w ogóle tematu. Ale z czasem chyba jednak zaczęło go gryźć sumienie, bo pytał, jak się czuję, czy ciąża przebiega prawidłowo. A ja prawie wpadłam w euforię! Bo dla mnie to był znak, że Maćkowi zmiękło serce, że pokocha nasze dziecko...

Ale cieszyłam się na próżno. Gdy Natalka przyszła na świat, widziałam co prawda, że Maciek się starał, by przełamać swoją niechęć, wydawało mi się, że próbuje odnaleźć się w roli ojca. Nie udało się. Płacz maleńkiej, zwłaszcza w nocy, doprowadzał go do szału. Rano wstawał zły, niewyspany, zaczynały się wymówki, kłótnie... Krzyczał, że on musi iść do pracy, być w dobrej formie, a dziecko mu nie pozwala, on ma tego dość, nie chciał tego dziecka... I tak w kółko.

Aż w końcu się spakował i wyprowadził, do swoich rodziców. 

To był dla mnie szok. Szczerze mówiąc, tego bym się nie spodziewała. Ale z drugiej strony... Przecież Maciek od początku powtarzał, że nie chce dziecka.  A ja mimo to podjęłam tę decyzję. To była głupia decyzja, a nie odważna - obwiniałam sama siebie. Co teraz zrobię? Będę samotną matką? Jak sobie poradzę? A moja córeczka przez moją głupotę będzie wychowywać się bez ojca. 

Odkąd mąż się wyprowadził, minęło półtora roku. Żyjemy w zawieszeniu, żadne z nas nie wystąpiło o rozwód ani separację. Ja nabrałam już dystansu do naszej sytuacji. Jeszcze jakiś czas temu prosiłam męża, by wrócił. I chyba byłaby na to szansa. Ale teraz robię to coraz rzadziej. Bo jeśli nawet wróci, to nasze życie nie będzie już takie jak kiedyś. Zawsze będę myśleć, że wrócił na siłę, wbrew sobie. I że nigdy nie pokocha Natalki prawdziwą miłością. Zresztą, czuję, że chyba ja już nie kocham Maćka tak, jak kiedyś. Co robić?

 

Agnieszka, 32 lata

 Imprezowa mapa Polski


Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: zły mąż

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje