Okazja czyni kochanka

Laura i Emil jawili mi się jako para idealna, dopóki nie zamieszkałem u nich. Wysłuchałem wtedy wielu kłótni. Żal mi było gospodyni, bo jej mąż okazał się draniem.

Obudziły mnie odgłosy kłótni. Rozejrzałem się po moim wynajmowanym pokoiku w poszukiwaniu komórki. Sprawdziłem, która godzina - było dopiero wpół do dziewiątej. Miałem jeszcze trochę czasu do wykładu. Nakryłem głowę kocem z zamiarem powtórnego zaśnięcia, ale kłótnia za drzwiami nie ustawała.

Reklama

- ...I zabieraj sobie tę wstrętną bransoletkę! Jeśli chcesz wiedzieć, nigdy mi się nie podobała! Możesz ją dać tej swojej flamie! - krzyczała do męża moja gospodyni.

- Laura, uspokój się. Nie rób widowiska - prosił Emil, jej mąż. Westchnąłem. Wczoraj i przedwczoraj było podobnie. Rano Emil przyjeżdżał, chcąc zabrać swoje rzeczy, a każda taka wizyta kończyła się awanturą. Przedwczoraj Laura rozpaczała i błagała męża, żeby jej nie zostawiał. Wczoraj wydawało mi się, że pogodziła się z tym, że odchodzi. Ale dzisiaj chyba postanowiła, że tak łatwo mu nie odpuści. Krzyczała, że jeśli on chce rozwodu, to - owszem - dostanie go, ale rozejdą się z hukiem. Tak, żeby drań popamiętał.

- Nie uciszaj mnie! - krzyczała do niego. - Proszę bardzo, niech wszyscy wiedzą, że mnie zostawiasz! I to dla kogo?! Dla jakiejś sekretarki z dekoltem do pasa! Uciekaj do niej! No, już!...

Usłyszałem trzask zamykanych z impetem drzwi, a potem głośny szloch. Powoli miałem dość tych porannych przedstawień. To było krępujące. Swoją drogą, kto by pomyślał, że kiedyś do tego dojdzie? Dawniej byli w sobie tacy zakochani... Swoich gospodarzy znałem od zawsze. Pochodziliśmy z tej samej miejscowości na Pomorzu. On był najlepszym kumplem mojego starszego brata. A Laura... Chodziła z Emilem od pierwszej klasy liceum! Na studia do stolicy wyjechali razem. W wielkim mieście znaleźli pracę, kupili mieszkanie, w końcu wzięli ślub. Zawsze myślałem o nich jako o szczęściarzach, którym się w życiu powiodło. Zazdrościłem Emilowi takiej pięknej i mądrej żony. Dopiero widując ich codziennie, zorientowałem się, jak strasznie się ze sobą męczyli. Emil co chwilę miał jakieś skoki w bok, lubił się zabawić. Wiem, bo kilka pierwszych weekendów w Warszawie spędziłem w jego towarzystwie w najmodniejszych knajpach stolicy.

- Ja ci pokażę, jak tu się żyje! - obiecywał. I faktycznie, pokazywał. Najczęściej, jak zarywać laski w barach. Po kilku takich wyprawach straciłem do nich zapał. Nie podobało mi się, że oszukiwał Laurę, nie chciałem brać w tym udziału. Kiedy parę razy mu odmówiłem, przestał mnie nagabywać. Uznał chyba, że marny ze mnie balangowicz. Żal mi było Laury, bo o niczym nie wiedziała albo nie chciała wiedzieć. Nie rozumiałem, jak Emil mógł zdradzać taką fantastyczną kobietę! Bo ona zawsze mi się podobała. Była piękna, inteligentna i... No, według mnie była idealna. Przyznam, że skrycie się w niej podkochiwałem.

Przewróciłem się na drugi bok i jeszcze raz sprawdziłem, która godzina. "Dziewiąta, czas się zbierać", pomyślałem. Poleżałem jeszcze chwilę, uważnie nasłuchując. W mieszkaniu panowała cisza. "Idę do łazienki", zadecydowałem. Nałożyłem trykotową koszulkę, wziąłem ręcznik, otworzyłem drzwi ... i zamarłem. Naprzeciwko mnie, na podłodze, oparta o ścianę siedziała Laura. Chciałem się cofnąć do pokoju, ale było już za późno. Dziewczyna podniosła na mnie swoje wielkie brązowe oczy, teraz zaczerwienione od płaczu.

- Przepraszam - wyjąkałem. - Ja... muszę do łazienki - dokończyłem. Kątem oka dostrzegłem, że Laura rękawem koszuli nocnej ociera twarz i podnosi się z podłogi. "Kurde, ale wtopa", myślałem, opryskując potem twarz zimną wodą. Nie chciałem jej spotkać. Ta niezręczna sytuacja była dla mnie męcząca. Chociaż z drugiej strony najchętniej przytuliłbym Laurę i pocieszył... Kiedy wyszedłem z łazienki, Laura parzyła w kuchni kawę.

- Maciek! - usłyszałem. - Masz chwilę? Zjedz ze mną śniadanie...

- Dobra, tylko się ubiorę - odparłem wbrew sobie, bo marzyłem jedynie o tym, żeby zniknąć za drzwiami swojej klitki. Nie wiedziałem, jak się mam teraz zachowywać... Dziewczyna uśmiechnęła się, kiedy pojawiłem się w kuchni.

- Strasznie cię przepraszam, za to, że musiałeś być świadkiem tej... sceny - zagadnęła, podając mi filiżankę.

- Nic nie szkodzi - skłamałem. - Jak się czujesz?

- Jak? - zastanowiła się. - Jak piórko. Czuję się lekka jak piórko.

Popatrzyłem na nią zdumiony.

- Myślałem, że... - zacząłem i w tej samej chwili ugryzłem się w język.

- Wiesz - zaczęła mi tłumaczyć Laura - teraz, kiedy wyrzuciłam z siebie wszystkie emocje, jest mi lżej. Właściwie to czuję ulgę z powodu odejścia Emila. Tak, dobrze, że to się wreszcie stało. Słodzisz?

Zaprzeczyłem. Patrzyłem na nią zdziwiony. Zauważyła to.

- Myślisz, że nie wiedziałam o jego skokach w bok? - zapytała. - Od początku zdawałam sobie z tego sprawę. Nasze małżeństwo musiało się w końcu rozlecieć. Cieszę się, że mam to już za sobą - dodała z niespodziewaną mocą.

Byłem skonsternowany. Przedwczorajsze błagania Laury, jej wczorajsze nieme cierpienie i dzisiejsza awantura zupełnie nie wskazywały na to, że wszystko jest w porządku.

- Skoro tak mówisz... - odparłem zakłopotany, zamaczając usta w niemiłosiernie gorącej kawie. - Auuu! Filiżanka z ukropem wypadła mi z ręki i rozbiła się na kilka kawałków. Brązowy płyn rozlał się po podłodze.

Dowiedz się więcej na temat: zdrada | wynajem mieszkania

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje