Prostytucja: Karać czy legalizować?

Od tego roku do polskiego PKB wliczane są dochody z prostytucji. Ta zmiana mogłaby być punktem wyjścia do dyskusji nad uregulowaniami prawnymi prostytucji, bo tych w polskim prawie wciąż brakuje. Przykłady innych krajów pokazują zaś, że zarówno legalizacja, jak i penalizacja najstarszego zawodu świata nie stanowi idealnego rozwiązania.

Księgowi i prostytutki

Reklama

657 mln złotych - tyle, według szacunków GUS, wyniosły w 2013 roku dochody z działalności związanej z prostytucją w naszym kraju. Od września tego roku kwota ta zaczęła być brana pod uwagę przy obliczaniu PKB.

Zmiana jest skutkiem rozporządzenia Parlamentu Europejskiego, w myśl którego kraje członkowskie przy wyliczaniu PKB powinny uwzględniać dochody z tzw. czarnej strefy. Oprócz prostytucji w jej skład wchodzą także zarobki narkotykowych dilerów czy osób nielegalnie produkujących papierosy. Ich łączna kwota wynosi 13 mld 21 mln złotych, co równa się 0,79 proc. polskiego PKB.

Trudno stwierdzić, co kryje się za liczbami odnoszącymi się do prostytucji. Znamy kwotę, ale nie wiemy, ile osób ją zarobiło, na czyją rzecz świadczyło usługi i w jakich odbywało się to warunkach. Nie możemy jednoznacznie powiedzieć, ile z nich pracowało z własnej woli, a ile wykonywało obowiązki pod przymusem.

Prostytucja, mimo że jest w Polsce zjawiskiem legalnym, a do korzystania z niej przyznaje się co siódmy badany Polak (raport prof. Izdebskiego i Polpharmy, "Seksualność Polaków 2011"), nadal pozostaje zjawiskiem w dużym stopniu niezbadanym i nieuregulowanym. Wpływ na to mają m.in. przepisy polskiego prawa.

W Polsce bardzo słabo słyszalne są echa toczącej się w Europie debaty na temat skutecznych uregulowań seksbiznesu. -  Dyskutujemy o prostytucji tylko od wygodnej strony. Mówimy o tym, jak świadczenie tych usług wygląda od strony organizacyjnej i ile można na tym świadczeniu zarobić. Natomiast pomijamy to, co naprawdę ważne. Nie zastanawiamy się, jak chronić osoby zajmujące się prostytucją - mówi  Joanna Piotrowska, prezeska fundacji Feminoteka.

Seks trochę legalny

Obowiązujące w Polsce przepisy dotyczące prostytucji są dość stare, bo wprowadzono je do polskiego prawodawstwa ponad pół wieku temu. W myśl ratyfikowanej w 1952 roku konwencji w sprawie zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji, trudnienie się prostytucją jest legalne. Równocześnie żaden urząd czy instytucja (w tym policja i organy opieki zdrowotnej) nie może prowadzić spisu prostytuujących się osób.

Zgodnie z zapisami Kodeksu karnego, zabroniony jest jednak wiele działań często towarzyszących prostytucji, takich jak kuplerstwo, stręczycielstwo czy sutenerstwo. Z kolei Kodeks wykroczeń przewiduje karę za natarczywe, narzucające się lub w inny, naruszający porządek publiczny sposób proponowanie innej osobie dokonania z nią czynu nierządnego, mając na celu uzyskanie korzyści materialnej.

Takie połączenie, czyniące z prostytucji proceder legalny, ale nieuregulowany, ma dwie poważne wady.

Po pierwsze, sprawia że zjawisko prostytucji nie jest rzetelnie monitorowane i nie podlega kontroli żadnych organów. Brak danych utrudnia zaś opracowanie skutecznego programu pomocy osobom prostytuującym się. Nawet GUS wyliczając kwotę, o którą ma powiększyć PKB,  musiał opierać się na szacunkach.  Rozbieżność danych na temat liczby prostytuujących się osób jest ogromna i w zależności od źródeł waha się od 18 do 160 tys.

Na pytanie o liczbę prostytutek w Polsce nie potrafią precyzyjnie odpowiedzieć nawet pracownicy fundacji zajmujących się pomocą osobom pracującym w seksbiznesie.  - Nie mam pojęcia, ile kobiet w Polsce może zajmować się świadczeniem usług seksualnych. Takich statystyk nikt nie prowadzi.  Policja nie ma prawa odnotowywać, że ktoś trudni się prostytucją, bo to dotyczy sfery obyczajowej, a nie zawodowej, to są tzw. dane wrażliwe - mówi Irena Dawid-Olczyk, prezeska fundacji La Strada. 

Drugą cechą polskiego modelu, uznawaną za wadę,  jest to, że uniemożliwia on zalegalizowanie prostytucji jako działalności gospodarczej. Świadczenie usług seksualnych nie może być przedmiotem umowy o pracę. To ograniczenie jest potencjalnym problemem dla osób prostytuujących się z własnej woli i traktujących tę działalność jako swój zawód. Prostytutki są więc osobami, które mogą pracować wyłącznie na czarno, a co za tym idzie, nie mają prawa do ubezpieczenia, świadczeń zdrowotnych, rent i emerytur.

Z pytaniem o możliwość legalizacji prostytucji  zwrócił się do ministra sprawiedliwości poseł Tomasz Górski. Ówczesny szef resortu, Michał Królikowski, w odpowiedzi na interpelację wyjaśnił, że Polska nie może wprowadzić przepisów regulujących prostytucję. Królikowski tłumaczył wtedy, że prostytucja jako działalność sprzeczna z zasadami współżycia społecznego nie może być przedmiotem skutecznej umowy, gdyż Kodeks cywilny taki rodzaj działalności uznaje za nieważny.

Polak chce legalizować

Zdanie Polaków na temat prostytucji od lat pozostaje niezmienne: legalizować i regulować. Tak przynajmniej wynika z nielicznych prowadzonych na ten temat sondaży. Badania OBOP z 2001 roku wykazały, że 61% z nas uznaje, że domy publiczne powinny działać legalnie lub raczej legalnie. Podobne wyniki uzyskiwano również na początku lat 90.

Gdyby Polska zdecydowała się w pełni zalegalizować  prostytucję, znalazłaby się w grupie państw, takich jak Niemcy, Holandia , Szwajcaria czy Austria, w których prostytucja traktowana jest jako działalność gospodarcza. Prostytutki pracujące w tych krajach płacą podatki i mają swoje związki zawodowe.

Wierzchołek góry lodowej

Choć niemiecki model wydaje się korzystny dla prostytutek, nie jest idealny. - Kwestia legalizacji prostytucji ma swoje plusy. Jednak z płynących z legalizacji zalet może skorzystać tylko pewna część osób świadczących usługi seksualne. Legalizacja byłaby korzystna dla kobiet, które wykonują ten zawód z własnej woli, ale nie poprawiłaby sytuacji tych, które są ofiarami handlu ludźmi lub są zmuszane do prostytucji.  Problemy dobrowolnych prostytutek to tylko wierzchołek góry lodowej - mówi Piotrowska.

Szefowa Feminoteki, która jeszcze dwa lata temu opowiadała się za legalizacją prostytucji, argumentując, że takie rozwiązanie pozwoliłoby na poprawę warunków pracy prostytutek i lepszą ich sytuację jako kobiet, dziś nie jest już tak pewna słuszności tego pomysłu. - W krajach, w których prostytucja może być rejestrowana jako działalność gospodarcza, pojawiają się głosy, że takie rozwiązanie w ogóle nie obejmuje tematyki handlu ludźmi - mówi.

Zawód jak każdy inny

Coraz powszechniejszą chęć legalizacji prostytucji część badaczy tłumaczy zmianą obyczajową, jaka dokonała się w społeczeństwach europejskich w ciągu ostatnich 20 latach. Duża popularność pamiętników prostytutek, reportaży i  filmów, takich jak "Pretty Woman" czy "Piękność dnia", sprawia,  że sprzedawanie usług seksualnych  spotyka się z coraz większą akceptacją i zaczyna być postrzegane jako "zawód jak każdy inny".

"Prostytucji nie uważa się już za coś szkodliwego: uważa się ją za zawód, który może być odpowiedzią na kobiece aspiracje" - pisze Natasha Walter w poświęconej współczesnym odmianom seksizmu książce "Żywe lalki".

 - Prostytucja często jest prezentowana jako coś ciekawego atrakcyjnego. W filmach i książkach zwykle pokazywane są prostytutki z "najwyższej półki". Pod wpływem takich przekazów dziewczyny często myślą: "Zostanę prostytutką to będę miała mnóstwo pieniędzy, piękne samochody, modne ciuchy, zacznę jeździć za granicę, stanę się bogata i sławna". Nie widzą jednak prawdziwego oblicza tego zawodu: przymuszania, bicia, gwałtów, niemożności zrezygnowania z pracy - mówi Joanna Piotrowska.

Szefowa Feminoteki cytuje też słowa byłej prostytutki, która dziś prowadzi w Stanach Zjednoczonych  ośrodek dla kobiet, które chcą zerwać ze świadczeniem usług seksualnych: "Nie znam ani jednej prostytutki, dla której byłby to zawód jak każdy inny, a  wybór tej profesji był jednym z wielu możliwych wyborów. Nie znam też dziewczyny, która nie poniosłaby konsekwencji psychicznych,  płynących z wykonywania tego zawodu"...

Skandynawska metoda

Jak wynika z danych opublikowanych w 2013 roku przez Radę Europy, kobiety sprzedawane do domów publicznych stanowią 80% wszystkich ofiar handlu ludźmi. Chcąc walczyć z tym procederem, Szwecja opracowała przepisy nakazujące karanie klientów prostytutek. Takie rozwiązanie miało zmniejszyć popyt na usługi seksualne, a w konsekwencji sprawić, że organizacjom przestępczym prowadzącym domy publiczne interes po prostu przestanie się opłacać.

Prawo to zostało uchwalone przez parlament w Sztokholmie w 1998 roku. Pod wpływem imponujących doniesień płynących z Szwecji (uliczna prostytucja miała zmniejszyć się nawet o połowę), podobne przepisy wprowadziły Norwegia, Islandia i, na początku tego roku, Francja. Szwedzi prognozowali, że ich prawo jest tak skuteczne, że wkrótce stanie się europejskim standardem.

Jednak oprócz pochwał słychać również głosy krytyki. Pracownicy szwedzkich ośrodków pomocy zwracali uwagę na zwiększoną liczbę maltretowań, gwałtów, pobić, a także zachorowań na choroby weneryczne (z powodu mniejszej liczby klientów dziewczyny musiały godzić się na stosunek bez prezerwatywy). Na nowe przepisy skarżyły się też same prostytutki mówiąc, że po ich wprowadzeniu wykonywany przez nie zawód stał się bardziej niebezpieczny.

- Cokolwiek opowiadają kraje skandynawskie, wprowadzone przez nie zmiany doprowadziły, po pierwsze, do kryminalizacji prostytucji, a po drugie, do ogromnego wzrostu turystyki seksualnej, ponieważ dotychczasowi klienci zaczęli szukać usług prostytutek poza granicami swojego kraju. Oczywiście, że w Szwecji zmniejszył się odsetek prostytucji, bo teraz ta prostytucja jest schowana w lesie, w mieszkaniach i w hotelach - mówi Irena Dawid-Olczyk.

Prezeska La Strady tłumaczy, że legalność korzystania z usług prostytutek w pewien sposób zwiększa ich bezpieczeństwo, kryminalizacja zaś sprawia, że wzrasta ryzyko związane z wykonywaniem tego zawodu.

- W krajach, w których korzystanie z usług prostytutek jest legalne, jeśli klient zobaczy przy drodze posiniaczoną prostytutkę lub spotka w agencji skatowaną kobietę, to zadzwoni na policję, bo będzie chciał taką osobę ratować.  A jeżeli jemu będzie grozić więzienie z powodu skorzystania z usług prostytutki, to już nigdzie nie zadzwoni. To będzie sytuacja analogiczna do pedofila, który wie, że popełnia przestępstwo, więc będzie to ukrywał - tłumaczy Irena Dawid Olczyk

Brak rozwiązań, brak dyskusji

Na pytanie, który z modeli - niemiecki czy skandynawski - jest lepszy dla kobiet pracujących jako prostytutki, Piotrowska odpowiada:  Żaden! Nie ma na razie rozwiązania, które w stu procentach zadowoliłoby zarówno osoby zajmujące się prawami człowieka i tematyką praw kobiet - mówi szefowa Feminoteki.

Według prezeski fundacji La Strada, pierwszym krokiem do opracowania takiego rozwiązania powinno być rzetelne zbadanie zjawiska prostytucji w Polsce. Regularny monitoring dynamiki seksbiznesu jest jednym z czterech punktów opracowanego przez La Stradę programu "ograniczania szkód", który zawiera również postulaty, takie jak bark tolerancji dla przestępstw związanych z prostytucją, zwalczanie prostytucji nieletnich oraz wspieranie wyboru wolnej drogi życiowej.

 - W tej chwili nie podchodzimy do prostytucji jak do ważnej kwestii społecznej. Traktujemy ją jak maszynkę do zarabiania pieniędzy albo śmieszny czy skandalizujący  temat. Udajemy, że prostytucji nie ma. A badania pokazują, że liczba Polaków, którzy deklarują, że w swoim życiu korzystali z usług prostytutek, wcale nie jest marginalna. Wystarczy logicznie pomyśleć: przecież te panie nie stoją na drogach, żeby sobie opalić czy odmrozić nogi, ale dlatego, że ktoś z ich usług korzysta. To się dzieje, więc nie udawajmy, że to nie jest nasz problem - mówi Olczyk.

Prostytucja z jednej strony nas fascynuje.  Z drugiej, drażni nasze poczucie moralności. Może więc zamiast zamykać na nią oczy, spróbować o niej porozmawiać. Najstarszy zawód świata mógłby w końcu doczekać się, jeśli nie porządnych regulacji, to chociaż dyskusji na jego temat.


Aleksandra Suława

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje