Prymus - wada czy zaleta?

Jestem osobą bardzo rzetelną, sumienną i odpowiedzialną. Zawsze uważałam i wciąż uważam, że dopiero wtedy, gdy ja sama coś zrobię czy osobiście czegoś dopilnuję, będzie to zrobione dobrze.

I z tego właśnie powodu cały dom jest na mojej głowie. Owszem, mam męża i dzieci, ale, prawdę mówiąc, wolę liczyć sama na siebie niż na ich pomoc. Nie powiem, moi bliscy nawet są do tej pomocy chętni. A ja nie raz i nie dwa z ich pomocy korzystałam. Ale co z tego, skoro tylko się przez to nerwów najadłam! Przykłady? Bardzo proszę! Mąż miał zapłacić rachunki - zapominał o terminach. Córka, wysłana po zakupy, przynosiła nie to, o co ją konkretnie prosiłam. Syn, gdy zabrał się za sprzątanie, to tylko robił przy tym bałagan. A mnie po prostu ręce opadały! Dlatego teraz już wiem, że mogę liczyć tylko na siebie. I to we wszystkim. Przyznaję, jestem chwilami bardzo zmęczona i już nie daję rady, nie wyrabiam się. Ale nic dziwnego, skoro mam tyle na głowie. Tak naprawdę, martwi mnie co innego. Co będzie, jeśli, nie daj Boże, zachoruję? Przecież ci moi bliscy beze mnie zginą, skoro najprostszych rzeczy nie potrafią dobrze zrobić. Powiedziałam o tym ostatnio mężowi, a on... postukał się w głowę i skwitował to tak, że jego żona chyba zwariowała. Nie rozumiem, o co mu chodzi?

Reklama

Ewa, 45 l.

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 32 (w sprzedaży od 11 sierpnia br.) i na stronie:

www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje