Simlock wierności

To, że biologicznie jesteśmy tak skonstruowani, że podobają się nam różne „obiekty”, nie znaczy, że musi to pociągnąć za sobą skok w bok. Na szczęście, kilka tysięcy lat ewolucji spowodowało, że potrafimy sobie założyć simlocka. O męskiej i kobiecej zdradzie rozmawiamy z psychologiem, specjalistą terapii związków Piotrem Mosakiem.

Joanna Jałowiec: Dlaczego mężczyźni zdradzają?

Reklama

Piotr Mosak, psycholog, specjalista terapii związków z Centrum Psychoterapii Psycholog.pl: - To mocno skomplikowana sprawa, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy nie tkwimy już w naszych tradycyjnych rolach. Od mężczyzn słyszę najczęściej, że zdradzili, bo żona w jakiś sposób zamknęła się w swoim świecie. Nie dopuszczała ich do siebie, zaczęła mieć nieustające pretensje, troszkę zzołzowiała. Nie ma między nimi dyskusji, rozmowy, żadnej konstruktywnej komunikacji. Ci mężczyźni czują się bezsilni. Z jednej strony nie chcą jeszcze kończyć małżeństwa, a z drugiej - nie potrafią nic zmienić, bo w obliczu ciągle krytykującej i rozliczającej ich żony, nie mają siły przebicia. Często są też manipulowani brakiem seksu i z tego rozżalenia, zgorzkniałości, kiedy trafia się im okazja do skoku w bok, mówią: "A trudno, niech się dzieje."

- To nie znaczy nawet, że poszukują okazji, tylko kiedy pojawia się ona na horyzoncie, machają ręką na swoje zasady. Zdarza się, że mają poczucie winy, dyskomfort, ale w takich sytuacjach, kiedy próbowali coś poprawić, nawet byli na terapii i to niczego nie zmieniło, są w stanie marazmu. Mają wrażenie, że ciągle chodzą po błocie. To sygnał, że taki związek się kończy, tylko oni jeszcze nie mają odwagi, żeby się rozstać albo nie mają świadomości, że zdrada wynika z tego, że związku już de facto nie ma.

A co z tymi, którzy zdradzają, chociaż mają świetne partnerki? 

- Są mężczyźni, którzy wchodzą w związki małżeńskie nie wiadomo po co. Wzięli i ożenili się siłą rozpędu, pod wpływem emocji, namówieni przez innych ludzi, podczas gdy oni zawsze mieli ochotę na dużo kobiet i dużo seksu. Małżeństwo ich ciśnie, zamyka, ogranicza, w ogóle nie jest zgodne z ich naturą. Takie typy nie rozbijają małżeństw: "Jak już jest, to mam, a że mogę sobie bzykać na boku, to świetnie, tylko trzeba uważać, żeby się nie wydało."

Faceci wdają się w romanse, bo "ona się zmieniła"?

- Tak, to kolejny powód zdrady, że kobieta przestaje być taką, jak oni oczekiwali. Kiedy coś w życiu się zmienia: pojawia się dziecko, budowa domu, choroba rodziców. Ona jest już inna, przestaje być tą ukochaną, którą byłą. Jak pojawia się dziecko, to ono staje się najważniejsze. Jak pojawia się tragedia w rodzinie, to jej emocje stają się najważniejsze, całą sobą pokazuje, jak on jest na którymś tam miejscu w kolejce. A my psychologowie wiemy, że partnerzy powinni być na szczycie hierarchii, jako "my", na drugim każde z nich jako "ja", na trzecim dzieci, na czwartym rodzice. Kiedy on czuje, że "my" przestało istnieć, z wysokiego miejsca spada znacznie niżej, to jest mu źle, ma wrażenie, że został porzucony.

- Nie bez powodu podałem przykład budowy domu, ponieważ często jest tak, że kiedy ludzie zaczynają się bogacić, on zarabia pieniądze, a ona pilnuje budowy. I kobiety robią wtedy jeden, podstawowy błąd - ścinają włosy i zakładają gumowce. Taka sytuacja trwa kilka miesięcy. On wraca do domu, ona jest wiecznie zmęczona, spocona, niekobieca. A w pracy taki facet ma koleżankę w makijażu, zadbaną, ubraną w ładny mundurek. Kobiety powinny starać się nie zatracić swojej kobiecości, bo kiedy jadą na budowę w szpilkach, to są w stanie więcej załatwić, niż gdyby były w gumiakach. Kiedy ona chodzi przez dwa tygodnie w szlafroku, z tłustymi włosami, to jest przecież masakra. I mężczyźni zaczynają szukać kobiecości gdzie indziej. 

Jak to jest u kobiet?

- Mogą po prostu lubić ten sport. Są takie, które mają duży temperament, silną potrzebę przeżywania rozkoszy cielesnej. No i ten mąż nie zawsze nadąża, albo jest zapracowany i nie ma siły jej zaspokoić, przychodzi zestresowany, a w nocy to tylko śpi. Ona poszukuje przygody: a to trafi się przystojny instruktor gry w tenisa, pan z siłowni, a wiadomo, że jeśli są to mężczyźni wolni, otwarci, to taka dobrze wyglądająca mężatka mrugnie okiem i może mieć każdego.

A powody emocjonalne?

- Kobiety zdradzają, bo są nieszczęśliwe, mąż ich nie słucha, nie rozumie. Nie mają pomysłu, by z takiego związku odejść, bo kobiety nie mają aż takiej odwagi, ale pragną przeżyć coś romantycznego, jakieś uniesienia. Marzą, o mężczyźnie który się nimi zajmie, zaopiekuje, podczas gdy w domu mają męża-automat działającego na zasadzie praca - dom. Mężczyźni analogicznie zdradzają, kiedy brakuje im opiekuńczości ze strony partnerki, a wynika to z tych ról, w których ona ma wspierać, słuchać, itd. Kobiety poprzez romans próbują wyjść poza krąg codziennej beznadziei. Nie bronią się tak bardzo, jeśli napatoczy się ktoś, kto może im zapewnić to, czego im brakuje: czułość, bliskość, ciepło. Jeżeli spotkają kogoś szarmanckiego - on rzuci marynarkę na kałużę, a jej mąż nigdy tak nie robił - to są gotowe złamać swoje zasady.

Jaka jest różnica między zdradzającymi mężczyznami a kobietami?

- O ile mężczyzna często patrzy na wygląd, to kobiety zwracają uwagę na to, jaki jest ich kochanek, co on im może dać podczas tych paru minut uniesień czy nawet rozmów. Mężczyźni często zdradzają, bo mają potrzebę wyładowania seksualnego, a kobiety - bo mają niezaspokojoną potrzebę emocjonalną.

Biologizm ma znaczenie? Mężczyźni zdradzają, mimo, że mają młode, piękne, sympatyczne partnerki, bo po prostu nie są w stanie obejść się bez uprawiania seksu z innymi kobietami?

- Nie można tak mówić. On może mieć brzydką i niekształtną żonę, a jeżeli się kochają i mają pewien poziom porozumienia, to on też jej nigdy nie zdradzi. To nie jest tak, że mężczyźni lub kobiety są z natury skłonni do zdrady. To, że my biologicznie jesteśmy tak skonstruowani, że podobają się nam różne "obiekty", to nie znaczy, że musi to pociągnąć za sobą skok w bok. Na szczęście, kilka tysięcy lat ewolucji spowodowało, że potrafimy sobie założyć simlocka. Mężczyźni oczywiście widzą, że ta jest młodsza, ta atrakcyjniejsza, a tamta ma większy biust, ale co z tego? Czy warto jest z powodu wyglądu marnować kilka lat życia z kobietą, z którą mamy o czym porozmawiać, świetnie się rozumiemy, wspieramy, mamy dzieci, czytamy te same książki? No nie warto. Wychodzi tu jeszcze natura człowieka, jeśli ktoś jest uczciwy, to nie będzie zdradzał. Oczywiście pojawiają się pokusy i myśli, ale mnóstwo ludzi mówi sobie wtedy: "Stop. Nie chcę tego, to jest nieuczciwe. Przecież się kochamy z tą moją żoną czy moim mężem."

Zdrada to zawsze wina obu stron?

- Możemy powiedzieć, że problemy w związku są winą obu stron. Zdrada jest winą osoby zdradzającej. To, że są problemy, to nie znaczy, że ktokolwiek ma prawo mieć kogoś na boku. To nie jest sposób rozwiązywania problemów. Mamy kłopoty? Idziemy do księdza, psychologa, przyjaciela i próbujemy je rozwiązać. Jeśli ktoś zdradza, to znaczy, że nie próbuje rozwiązać problemu, tylko idzie sobie poprawić nastrój. A druga osoba, przez którą mam problemy - a prawda jest taka, że narobili ich wspólnie - ma tu na mnie grzecznie czekać. Absolutnie nie. To wtedy się mówi: "Sorry, nie chcę z tobą żyć, mam potrzeby seksualne, których nie spełniasz, więc chciałbym cię poinformować, że od dziś idę sobie szukać kogoś na boku." To byłoby uczciwe. A zdradzanie jest nie fair, bez względu na to, jakie byłyby problemy. Nie zrzucajmy na partnera własnej winy. Szukanie wymówek typu: "Bo to zła kobieta była, nie mogłem wytrzymać" w ogóle mnie nie przekonuje. Guzik prawda. Można było iść na kurs malarski i odreagować przerzucając emocje olejem na płótno, a nie bzykać się po kątach.

Ludzie zdradzają, bo nie chce im się pracować nad związkiem, więc spełniają swoje potrzeby gdzie indziej?

- To nie jest tak, że nie chce się im pracować. W dzisiejszych czasach ludzie tak niewiele wiedzą o psychologii, a tak im się wmawia, że są panami samych siebie, że ci, którzy lądują w gabinecie i dowiadują się, że można było zrobić to, to albo to, są w szoku. Sami próbują zmienić w związku jedną czy drugą rzecz, a jak nie wychodzi, stwierdzają: "No przecież nie da się już tego małżeństwa uratować!". To jest podstawowy błąd w rozumowaniu. Skoro oni nie potrafią nic wymyślić, to znaczy, że nic nie da się zrobić. A to nie jest prawda. Są dziesiątki sposobów i technik pracy nad związkiem w gabinecie i naprawdę wyciąga się ludzi za głowę z bardzo skomplikowanych sytuacji. Nie jest to nic bardzo trudnego, jeśli pozostała chociaż mała iskierka miłości. Ludzie zbyt szybko się poddają. To jest smutne. W internecie krąży taki mądry obrazek, babcia mówi do wnuczki: "Za naszych czasów, jak coś się popsuło, to się to naprawiało, a u was kupuje się nowy model." My chcemy mieć wyniki już, teraz, bez rozmowy, bez żadnego wysiłku.

Czy istnieje życie po zdradzie? Niektórzy deklarują: "Jeśli on/ona będzie mieć romans, walizki za drzwi".

- Praktycznie w prawie żadnym związku nie jest omówione, co dla nas jest zdradą. Bardzo często rozmawiamy w gabinecie o przyczynach zdrady, o co tak naprawdę chodzi i jaki jest poziom uczuć. Bo to, że ktoś się z kimś przespał, ale kocha tego męża czy żonę, to nie jest powód, żeby ten związek rozwalać. Zdrada to tragedia, bardzo przykra sprawa, ale trzeba pamiętać, że będzie to tej rangi dramat, jaką mu nadamy. Okazuje się, że jeżeli zdradzony partner pogodzi się z tym, co się wydarzyło, że para zacznie ze sobą szczerze rozmawiać, zacznie coś zmieniać, będzie w lepszym miejscu, niż wcześniej i nadal się kocha, to taki związek może jak najbardziej być szczęśliwy.

- Pewnie wiele osób tu zaprotestuje, ale proszę mi wierzyć, dwadzieścia lat pracuję jako psycholog. Są też oczywiście osoby, które nie są w stanie przeżyć fizycznej zdrady, ale one najczęściej po prostu przestają kochać partnera. Jeśli jest miłość i obustronna wola poprawy, wszystko da się uratować. Trzeba sobie zadać pytanie, po tym, jak opadną pierwsze emocje, czy ja nadal, gdyby miało być lepiej, chciałbym/chciałabym z nim czy z nią być. Jeżeli tak, to wtedy czas na ciężką pracę. W trójkę zawieramy kontrakt, przy mnie jako świadku, że jeżeli coś takiego przytrafi się po raz drugi, to oznacza nieodwołalny koniec.

Czy związki, w których jedna strona zezwala drugiej na skoki w bok, są w stanie przetrwać? Czy to tylko układ, bo kredyt, dzieci, mieszkanie?

- Tu wchodzimy na temat definicji tego, co to jest zdrada. Jeżeli para różni się temperamentem, mieszka w innych miejscach, ktoś jest chory, ale mają silny związek, zdarza się, chociaż bardzo rzadko, że akceptują różne sytuacje, które mogą się przytrafić. Wiedząc, że to nie narusza ich zaangażowania emocjonalnego. I nawet o tym rozmawiają. Sam byłem świadkiem, kiedy ciężko chora żona powiedziała mężowi: "Wiem, że mnie kochasz, a jeśli coś się wydarzy, to mi o tym nie mów." To są dramatyczne sytuacje i musi być bardzo głęboki poziom uczuć, żeby coś takiego przetrwać. Są też związki nastawione na fizyczność, a nie budowanie emocjonalnej więzi, trójkąty, czworokąty i inne. To wszystko może działać, jeśli któraś ze stron się nie zakocha. W kimś innym. Są związki-kontrakty, związki z rozsądku, "związki, bo kredyt", ale kiedy pojawia się prawdziwa miłość, to jest tak mocne uczucie, że rozwiązujemy te kredyty, idziemy choćby nawet pod most z ukochaną osobą. I to wcale nie zdarza się tak rzadko, jakby się nam wydawało.


Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje