Biurko z widokiem na plażę

Nad jeziorem, na materacu, na łące, w domu. Ich praca jest tam, gdzie one. Mają etaty, ale nie muszą spędzać długich godzin w biurze. Kasia, Joanna i Beata marzyły o wolności w firmie. Okazało się, że dzisiaj jest ona już możliwa, choć trudna.

Park w Warszawie. W półcieniu pod dębem pracuje Joanna, architekt. Zdarza się, że latem i wczesną jesienią na ławce z laptopem spędza trzy godziny. Tyle wytrzymuje bateria w komputerze. Joanna ma etat w pracowni projektowej i zgodę szefowej, że nie musi bywać w biurze. - Chcę zarabiać, awansować, ale też mieć czas na robienie sałatki krabowej dla rodziny, lunch z przyjaciółmi, kilkanaście dni w miesiącu spędzać za miastem - mówi. - Wśród moich klientek spotykam biurowe pracoholiczki, skarżą się: "Nie zdążyłam odwiedzić siostry w szpitalu, musiałam zostać po godzinach". Nie mogę tego zrozumieć. Dla mnie najważniejsze są więzi, więc gdy przyjaciółka ma kłopoty, wszystko rzucam i jadę do niej. Myślę wtedy: najwyżej popracuję całą noc.

Reklama

Zapalę świeczki, żeby nie budzić męża, wypiję kieliszek wina. Oddam projekt rano, a potem będę spać do południa. Pracę dostosowałam do swojego trybu życia, a nie rytmu korporacji - podkreśla.

Ogród botaniczny. Beata, copywriterka, zjawia się tu w często, bo wśród krokusów i szafirków przychodzą jej do głowy najlepsze hasła promocyjne. W ciągu dnia można ją też spotkać w kawiarni na Brackiej. Rano rezerwuje tam ulubiony stolik. Obiad, kawa, ciastko i przed wieczorem ma gotową większą część prezentacji. - Po kilku posadach postanowiłam, że za żadne pieniądze nie zdecyduję się już na standardowy etat: ośmiogodzinny dzień pracy spędzony za biurkiem, chodzenie latem w garsonkach i rajstopach. Od zawsze szukałam pracy, która da mi wolność - mówi brunetka w liliowej sukience przed kolana i sandałach na koturnach. - Mój styl to przywiezione z Grecji kolorowe tuniki w kwiaty i mocno wydekoltowane sukienki. Gdy podczas spotkania służbowego ktoś się dziwi, tłumaczę: "Uniformy zabijają fantazję, a ja zajmuję się kreacją".

Mieszkanie Kasi na warszawskim Wilanowie: sterta papierów w kuchni, na stole komputer, dwie komórki, elektroniczny notes i kilka granatowych segregatorów. Za chwilę przyjdzie artystka, którą promuje, i dziennikarze. Usiądą na miękkiej narożnej sofie w kolorze écru. Będą pić kompot z wiśni. Kaśka pracuje w domu niecały rok. W tym czasie wypromowała między innymi płytę zespołu Raz Dwa Trzy z piosenkami Wojciecha Młynarskiego. W ciągu kilku najgorętszych miesięcy w biurze pojawiła się kilka, może kilkanaście razy.

Inspiracja na spacerze

Joanna ma 29 lat, jest mężatką, projektuje wnętrza, domy, osiedla, zajmuje się remontami. - Jestem pracoholiczką - mówi. - Biorę kilka projektów naraz, dlatego czasem śpię po trzy, cztery godziny. Gdyby nie to, że wysyłam dokumenty z biura na komputer domowy i wychodzę, kiedy chcę, nie starczyłoby mi czasu na życie. A tak mogę pracować i dbać o siebie i rodzinę. Mąż często wspomina, kiedy po powrocie z biura widział mnie siedzącą na blacie kuchennym. Jedną ręką mieszałam zupę szczawiową, drugą malowałam paznokcie u nóg, a przez zestaw słuchawkowy prowadziłam dyskusję na temat nowego osiedla. Praca, życie, nie umiem stawiać granic - wyznaje.

W domu rodzinnym Joasi ważne były wspólne posiłki i niedzielne spacery z psami. Gdy więc wynajęła mieszkanie w Warszawie, postanowiła, że nie założy Gadu-Gadu. Z bliskimi będzie się widywać. By mieć na to czas, odrzuciła propozycję pracy w korporacjach. Szukała dłużej, jedząc zupki z proszku, marząc o pracy w niewielkiej, ale dobrej pracowni. Aż w końcu znalazła.

- Mały zespół i na początku niewielkie pieniądze - opowiada. - Ale nie stawiałam warunków. Cieszyłam się, że mam pracę i zaczynam się usamodzielniać. Na początku przychodziłam trzy razy w tygodniu i studiowałam jednocześnie. Doceniałam, że nie muszę, jak moi znajomi, siedzieć po godzinach ani wybierać pomiędzy pracą a studiami i że wszystkie weekendy mamy wolne.

"Mogę wyskoczyć na godzinę? Mama przyjechała do Warszawy na jeden dzień. Nie widziałam jej miesiąc", pyta szefową Joanna. "Godzinę? Oszalałaś?! Weź dziś wolne!".

- Dostałam kredyt zaufania - opowiada Joanna. - Chyba dlatego, że robiłam dobre projekty. Nawet nie musiałyśmy ustalać, że następnego dnia zostanę dłużej. To było oczywiste. U nas w firmie czas pracy jest elastyczny - dodaje.

Dowiedz się więcej na temat: wolność | kontakty | kawa | komputer | telefon | mieszkanie | Warszawa | etat | biurko | beata

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje