Moda na opiekunki

Dziecko jest ważne. Kariera też. Macierzyństwo czy praca? Praca czy macierzyństwo? I wtedy z pomocą przychodzi niania. Zjawia się na chwilę, czasami staje się częścią rodziny.

Kiedyś łatwiej było sobie pozwolić na trzyletni urlop wychowawczy. Dziś młode kobiety, które zostają matkami, już po trzech miesiącach po porodzie zatrudniają opiekunki. Tłumaczą to chęcią rozwoju zawodowego albo strachem przed tym, że ktoś zajmie ich miejsce.

Reklama

Szukając niani, posiłkują się wzorcami zaczerpniętymi z poradników psychologicznych, programów telewizyjnych ("Superniania"), filmów ("Niania w Nowym Jorku" w reż. Shari Springera Bermana i Roberta Pulciniego).

Idealna opiekunka to osoba ciepła, kompetentna, wykształcona, inteligentna i zorganizowana. Poza tym umie recytować wierszyki, potrafi bawić się z dzieckiem, ma z nim i z jego rodzicami dobry kontakt. Powiedzmy sobie od razu: ktoś taki w rzeczywistości nie istnieje. Ale na pocieszenie dodajmy: z nianiami w Polsce wcale nie jest źle.

Baby boom

Tego lata kliniki położnicze pękały w szwach. Padały rekordy. W warszawskim szpitalu św. Zofii w ciągu jednej doby przyszło na świat ponad 20 niemowląt. Dzieci urodziły między innymi: Patrycja Markowska, Anna Dereszowska, Daria Widawska, Kasia Kowalska i Joanna Brodzik.

Rzadko która młoda mama decyduje się zrezygnować z pracy zawodowej, by zająć się maleństwem. Jeśli w domu nie zjawi się z pomocą babcia, trzeba rozejrzeć się za nianią.

- To zawód trudny i odpowiedzialny - mówi Dorota Zawadzka, psycholog, znana z programu "Superniania". - Nie dość, że niania powinna być omnibusem i znać odpowiedzi na tysiące pytań, to jeszcze musi umieć radzić sobie w trudnych sytuacjach i na przykład udzielić pierwszej pomocy. Tymczasem opiekunek do dzieci, wykształconych i z powołania, wciąż jest bardzo mało.

W Polsce pokutuje przekonanie, że dziećmi umie zająć się każdy. Młodym niewykształconym kobietom bez pracy koleżanki doradzają: "Idź lepiej do niemowlaka, a nie do zmywania naczyń, bo przynajmniej tipsów nie połamiesz". Emerytki zaś uważają, że jako opiekunki mogą sobie dorobić, a przy okazji posiedzą w parku, pogadają, bo dziecko samo się pobawi.

W dużych miastach niań szukają przede wszystkim ludzie zapracowani. - Dobrze zarabiają i często niedawno tutaj zamieszkali - opowiada Joanna Nurzyńska, szefowa firmy Warszawskie Centrum Opieki. - Nie mają na miejscu rodziny, babci do pomocy albo ich rodzice jeszcze pracują zawodowo i nie mogą zająć się wnukami.

W takiej sytuacji znalazła się Anna, 30-letnia prawniczka. Ma 8-miesięcznego synka i niedawno musiała wrócić do pracy w kancelarii. Choć Anna wolałaby jeszcze spędzić jakiś czas w domu z Antkiem, wie, że urlop wychowawczy przekreśliłby jej plany zawodowe. Koleżanki, które już wcześniej zatrudniały opiekunki do dzieci, poradziły, by weszła na portal o nianiach i poszukała odpowiednich ofert. Wybrała kilka kobiet, które mieszkały blisko jej domu w podwarszawskiej miejscowości.

Spoko, damy radę

Anna najpierw rozmawiała z kandydatkami przez telefon. To były młode, bezrobotne kobiety i studentki. Nie brzmiały wiarygodnie. W końcu zrezygnowała i dała ogłoszenie do prasy. Przez tydzień telefon Anny dzwonił co pięć minut. Z setki kandydatek z dwoma umówiła się na spotkania.

Jesienny piątek, samo południe. W kawiarni Niespodzianka w podwarszawskiej Radości pani Józefa była punktualnie. Miała na sobie fioletową welurową suknię. Głęboki dekolt podkreślał wielki biust. "Nie ma co się zrażać i skreślać tylko za strój. Jest sympatyczna", pomyślała Anna.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje