Bywam szczęśliwa

Aktorka filmowa i teatralna Iza Kuna opowiada o swojej debiutanckiej powieści Klara, filmowych wyzwaniach i byciu zwyczajną kobietą.

Pani debiutancka powieść Klara narodziła się z bloga, choć podobno nie lubi pani Internetu...
Iza Kuna: - Nie lubię, nienawidzę itd., ale dostałam propozycję od jednego z portali, żeby napisać bloga, stworzyć taki świat. Nie umiem pisać o sobie, o tym, co jem na śniadanie więc pomyślałam, że stworzę fikcyjną historię, fikcyjne postaci. Wśród tych ludzi zawiązałam pewną historię. No i tak się potoczyło.

Reklama

Klara jest totalną fikcją, nie ma nic wspólnego z życiem Izabeli Kuny?
- Oczywiście, że ma, jestem przecież jej autorką. Ma wiele wspólnego poprzez wszystko to, co ja robię w życiu. Spotykam różnych ludzi, słucham, czytam dużo, oglądam więc jest duża szansa, że jakaś część tych rzeczy przeniknęła do książki.

Klara narodziła się z nudów czy z potrzeby tworzenia?
- Z potrzeby tworzenia oczywiście. To jest takie poszukiwanie własnego świata, bardziej tworzenia go niż odtwarzanie - tak jak w przypadku aktora.

Czy to znaczy, że aktorka przeistoczy się teraz w pisarkę? Spodobało się pani pisanie?
- To nie chodzi o to, żeby mnie się podobało, tylko, żeby miało sens. Ja zresztą nie nazywam się pisarką z przyzwoitości. Bardzo chciałabym na starość pisać, mam nadzieję, że kiedyś zostanę pisarką.

A miała pani jakąś frajdę z tego pisania?
- Ogromną. Nie chciałabym jednak, żeby wyszło na to, że tylko ja miałam frajdę...

Będzie pani kontynuowała przygodę z pisarstwem?
- Tak, jestem w trakcie pisania scenariusza filmowego, jestem autorką kilku adaptacji i scenariuszy filmowych.

Zawodowo jest pani teraz chyba w ciekawym momencie życia?
- Ja jestem zawsze w ciekawym momencie życia, czy pracuję czy nie pracuję.

Łatwo pani połączyć pracę zawodową z byciem mamą?
- Mam dwoje dzieci: 14 -letnią córkę i malutkiego, rok i trzy miesiące, synka. Tyle kobiet w tym kraju pracuje zawodowo i godzi tę pracę z byciem mamą, że ja bym nie przeceniała siebie. To, że jestem aktorką nie zmienia zbyt dużo. Uważam, że wiele kobiet jest w gorszej niż ja sytuacji, bo wychowują dzieci same, tak jak ja przez chwilę wychowywałam swoją córkę albo po prostu ciężko pracują. Radzę sobie tak jak każda kobieta, czasami lepiej, czasami gorzej.

Możemy panią teraz oglądać w serialu Szpilki na Giewoncie, w którym gra pani postać niesympatyczną. W filmie Idealny chłopaku dla mojej dziewczyny zagrała pani lesbijkę. Wielu aktorów odmawia grania takich ról, pani się nie boi?
- Jeśli chodzi o granie to nie boję się niczego. To jest głupie myślenie: nie zagram lesbijki, bo nią nie jestem. Oczywiście spotykam się czasami z przejawami jakiegoś ostracyzmu, ale mam to gdzieś. Jeżeli aktor nie chce zagrać osoby niewierzącej, bo sam jest wierzący, to jest idiotą.

Najtrudniejsze aktorskie wyzwanie?
- Było w moim życiu zawodowym kilka trudnych zadań, ale mam nadzieję, że najtrudniejsze jeszcze przede mną.

A jaką rolę chciałaby pani zagrać?
- Nie mam takiej roli. Chciałabym zagrać fajną rolę w jakimś fajnym scenariuszu, bo takich jest mało.

Nie unika pani pracy w serialach, choć wielu aktorów nie ceni pracy w nich zbyt wysoko...
- Nie unikam, jak widać. Ja w ogóle nie unikam pracy.

A jest pani kobietą spełnioną?
- Nie lubię w ogóle tego słowa. Bywam szczęśliwa, bywam nieszczęśliwa. Po prostu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Piątkowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje