Narobiłem sporo błędów...

Marek Krajewski - pisarz, który zna "labirynt złożony z samych tylko linii prostych" - o pisaniu, bohaterach swoich powieści i fascynacji przedwojennym Wrocławiem w rozmowie z dziennikarką INTERIA.PL Justyna Tawicką.

Panie Marku, to Pan jest tym, który " zna labirynt złożony z samych tylko linii prostych" - jest to cytat, który wprowadza do "Głowy Minotaura". Czy przygotowując się do pisania książki, czuje się Pan, że stawiając pierwsze słowo, wchodzi niejako do labiryntu?
Marek Krajewski: Nie. Aby zacząć pisać, w przypadku powieści kryminalnych, trzeba mieć dokładnie przygotowany plan. Moment, kiedy przystępuję do pisania nie jest dla mnie labiryntem. Jest nim w pewnym sensie plan, który układam na długo przed tym, zanim przystąpię do postawienia pierwszych liter w mojej nowej powieści. Trwa to zwykle kilka dni, teraz wymyślanie planu trwało dwa tygodnie. Ten plan jest później gotów, precyzyjny, dokładny, wewnętrznie spójny scena po scenie. Później, kiedy gotowy jest szkielet fabularny, by pozostać przy anatomicznym słownictwie, napełniam go mięsem, ścięgnami, tkanką - wtedy tworzę opisy, dialogi i inne charakterystyczne elementy poszczególnych scen.

Reklama

W tej całej tkance tkwi od jakiegoś czasu pewien człowiek - Eberhard Mock - radca kryminalny, który nie jest może pozbawiony skrupułów, ale jest cyniczny, troszkę depresyjny. Jest człowiekiem z jakimś "pęknięciem", rysą, a zarazem jest bardzo "krwisty", bardzo autentyczny. Czy pan lubi swojego bohatera i za co, jeśli tak?
Tak, bardzo go lubię. Ten bohater ma w sobie wiele moich cech, trudno zatem go nie lubić, ponieważ musiałbym nie lubić siebie, a to jest chyba uczucie destrukcyjne. Zatem lubię mojego bohatera. Lubię go za nieustępliwość, upór, za jego uparte dążenie do naprawiania świata, do ukarania mordercy - to jest taki śledczy pies sprawiedliwości. Lubię takich bohaterów, lubię takiego Eberharda Mocka i Edwarda Popielskiego - bohatera mojej nowej powieści "Głowa Minotaura".

Jest nowy bohater - on wysuwa się troszeczkę bardziej na pierwszy plan niż Mock. Nie żal było panu odsunąć trochę radcę kryminalnego?
Nie, żadnego żalu nie odczuwałem, ponieważ postanowiłem w ogóle poddać pewnemu liftingowi moją twórczość . Wyekspediowałem Eberharda Mocka do Lwowa, gdzie znalazł kolegę - później nawet przyjaciela - Edwarda Popielskiego, z którym łączy go wiele wspólnych zainteresowań - obaj są filologami klasycznymi, miłośnikami starożytności, łaciny. W obu tych bohaterach widać także mój rys charakteru. Obaj ci bohaterowie są jednocześnie przekonani o niezwłocznej potrzebie naprawiania świata i łapania przestępców. Oni się zaprzyjaźniają ze sobą - jeden jest niejako dopowiedzeniem drugiego, choć w zasadzie między sobą się różnią niewiele. Zatem, o ile moi czytelnicy polubili Eberharda Mocka, to, liczę po cichu, polubią także w tej powieści Edwarda Popielskiego.

Wrócę na chwilę jeszcze do Eberharda Mocka, którego, jak wiadomo, lubi większość kobiet. Zresztą większość czytelników pańskich powieści stanowią kobiety. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że kobiety lgną do tego typu bohaterów, ale jest to znamienne. Proszę powiedzieć, jak to jest, że z jednej strony bohater Pańskich książek Mock na jednym ramieniu ma "ślepy instynkt sprawiedliwości", a na drugim ramieniu ma jakąś taką tendencję do zauroczania się złem. Czy zło jest tym, co go kusi?
Nawiązując do Pani pierwszego pytania - nie ryzykowałbym stwierdzenia, że większość kobiet. Natomiast wiele. Wiele moich czytelniczek mówiło mi na spotkaniach autorskich, że Mock im się podoba. Kiedy się zdziwiłem i zapytałem jedną z nich dlaczego, przecież to jest alkoholik, damski bokser, człowiek niegodziwy, bywalec domów publicznych. Ona mi odpowiedziała - zdaję sobie sprawę, że ta odpowiedź brzmi jak z tanich poradników psychologicznych - że w każdej kobiecie jest coś z apostoła, każdej wydaje się, że naprawi nawet najgorszego drania. Dlatego Mock się podoba.

Natomiast wracając do pytania, czy on ulega fascynacji złem: nie. Jego zło nie fascynuje. On wie, że czasami trzeba dokonać mniejszego zła, żeby ukarać większe. I niestety, w odróżnieniu od innych bohaterów literackich i filmowych, Mock daje się temu złu zbrukać. On ma, tak jak my wszyscy, dobre ale i złe, ukryte często, cechy charakteru.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje