Amanda Seyfried: Mamma Mia, Kocham go!

Między nią a Dominikiem Cooperem od pierwszych dni zdjęciowych była niesamowita chemia. Pewnie dlatego są tak przekonujący w roli zakochanych;-)

W musicalu "Mamma Mia!" widać, że młodzi byli sobą zauroczeni.
"Uwielbiam początkową czystą i niewinną fazę miłości. Wszystko w drugiej osobie jest nowe i ekscytujące. Zakochanym wydaje się, że wspólnie pokonają wszelkie przeszkody i już zawsze będą razem. A potem... Potem dopada nas rzeczywistość".

Reklama

Po powrocie z romantycznej Grecji pozostał im związek na odległość.
"Nie tak łatwo być blisko, żyjąc tysiące kilometrów od siebie (Amanda mieszka w Los Angeles, Dom w Londynie), ale to możliwe. Choć w tym biznesie trudno utrzymać związek, nam się udało".

Aktorka wierzy, że ona i Cooper są sobie pisani.
"Ujęło mnie w nim, że jest taki uroczy i zabawny. Gdy go poznałam, poczułam, jakbyśmy byli identyczni. Z tą różnicą, że on jest Brytyjczykiem. I facetem, oczywiście ;-). Oboje wyglądamy jak żaby z tymi szeroko rozstawionymi oczami... Niestety, mamy też te same wady. Nie przychodzi nam zbyt łatwo podejmowanie decyzji. Brakuje nam też potrzebnej w naszym fachu siły przebicia.

Ich recepta na udany związek to chronić swoją prywatność.
"Choć trudno w to uwierzyć, naprawdę można uniknąć paparazzich. Wystarczy, że żyjesz własnym życiem i nie szukasz towarzystwa znanych ludzi, którzy regularnie pojawiają się w brukowcach.

Nie robię niczego kontrowersyjnego i jestem normalną osobą, więc poszukiwacze sensacji nie mają ze mnie pożytku. Kiedy jesteśmy z Dominikiem, nie chodzimy na imprezy. Wolimy posiedzieć razem w domu. Jeśli on akurat jest w Anglii, spędzamy całe godziny, gadając przez telefon".

Aby wytrwać w związku, musieli wykazać się dużą dojrzałością.

"Kursuje między dwoma krajami, radzę sobie z zazdrością. Myślę, że po prostu już dorosłam".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje