Ashley Greene: Pierwszą kasę przepuściłam na markowe torebki

Była grzeczną dziewczynką. Pilnie się uczyła i planowała studiować prawo lub psychologię. Jej świat wywrócił się do góry nogami po pierwszych zajęciach z aktorstwa.

Rok przed ukończeniem liceum niespodziewanie zdecydowała, że chce zostać aktorką.

Reklama

"Moi rodzice byli w szoku, gdy oznajmiłam im, co zamierzam robić. Uwielbiali opowiadać znajomym, że ich córka będzie prawniczką lub psychologiem, więc byli trochę rozczarowani.

Z trudem też zaakceptowali fakt, że zaraz po maturze planowałam przeprowadzkę do Los Angeles. Myślę, że pierwsze miesiące po moim wyjeździe były dla nich bardzo trudne i że przeżyli wiele nieprzespanych nocy".

Choć było ciężko, Ashley wiedziała, że chce występować w filmach.

"Gdy już podjęłam decyzję, mogłam tylko iść do przodu. Rodzice nadal po cichu liczyli, że się wyszumię i wrócę do college'u, ale los zdecydował inaczej.

Za każdym razem, gdy byłam prawie przekonana do powrotu, dostawałam jakąś niewielką rólkę i - oczywiście - zostawałam.

Płacono mi tak mało, że przez pierwszy rok nie stać mnie było nawet na czynsz. Wolałam jednak dorabiać w pizzerii lub hotelu i na miejscu czekać na swoją wielką szansę".

Zanim dostała rolę Alice w "Zmierzchu", zakochała się w książce Meyer.

"Mój agent zgłosił mnie na przesłuchanie i zaznaczył, że to może być duży projekt. Ostrzegł też, że jeśli będę kiepska, na pewno do mnie nie oddzwonią.

Postanowiłam dać z siebie wszystko. Powiedziano mi, że nie ma scenariusza, ale że mogę przeczytać książkę.

Natychmiast pobiegłam do księgarni. Kupiłam wszystkie tomy. Książki tak mnie wciągnęły, że... jeszcze bardziej zapragnęłam zagrać w tym filmie. W tym czasie pracowałam jako kelnerka w restauracji.

Kiedy dowiedziałam się, że dostałam rolę, natychmiast poszłam do szefa i złożyłam wypowiedzenie. Kilka dni później byłam już w drodze na plan".

Gdy pierwszy raz zobaczyła Roberta, wcale nie była pod wielkim wrażeniem. "Nie widziałam w nim materiału na amanta. Rob to nieśmiały, cichy i raczej zamknięty w sobie gość. To nie jest typ kolesia, który łatwo się zaprzyjaźnia.

Tym bardziej bawi mnie (Roberta chyba też), że dziewczyny na całym świecie kompletnie oszalały na jego punkcie.

Ashley wciąż nie oswoiła się ze sławą.

Jest w szoku, gdy fani zaczepiają ją na ulicy. "Oni żyją życiem bohaterów tego filmu. Nie oddzielają Alice ode mnie. Niektórzy z nich chcą, bym została ich przyjaciółką.

Często z emocji aż się trzęsą i płaczą. Zwykle wtedy ich przytulam, bo zupełnie nie wiem, co powiedzieć i jak ich uspokoić".

Jedyną ciemną stroną bycia popularną jest według niej obecność paparazzich. "Nadal są chwile, gdy czuję się osaczona, ale najgorzej było na początku. Sława spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.

Długo nie mogłam uwierzyć, co ludzie uważają za interesujące. Dlaczego zastanawiają się, co jem albo w co się ubieram? Albo zadają pytania w rodzaju: co się stało, że ona dziś nie włożyła szpilek?".

Po sukcesie sagi, kariera Ashley ruszyła z kopyta. Gdzie widzi się za 10 lat? "Będę wtedy miała 32 lata, więc może zdecyduję się na dziecko? Zaraz po tym, jak skończę kręcić fantastyczny film, w którym zagram mądrą i silną kobietę".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje