Kariera modelki? Tak, ale nie przez łóżko!

Wiele nastolatek marzy o pracy na wybiegu i przed obiektywem. 17-letniej Oli udało się spełnić te pragnienia, choć napotkała po drodze różne problemy.

O tym, żeby zostać modelką, marzyłam od dawna. Wiem, że nadaję się do tego zawodu, bo jestem ładna i mam niemal idealne warunki: 176 cm wzrostu, 59 kg wagi. Gdy więc skończyłam 15 lat, zapisałam się na kurs dla modelek. Tam uczyłam się malować, czesać, poruszać i pozować do zdjęć...
Potem wysłałam moje fotki do kilku znanych agencji. Bez odzewu. Trochę się podłamałam tym niepowodzeniem, ale postanowiłam się nie poddawać. Na jednym z forów dla modelek znalazłam anons pewnego fotografa. Twierdził, że współpracuje z kilkoma dużymi agencjami reklamowymi. Od razu wysłałam mu maila z moimi zdjęciami, a on szybko zaprosił mnie na sesję. Uprzedził, że to odpłatne, ale za to potem mam gwarantowany kontrakt.

Reklama

Pożyczyłam od kumpeli 200 złotych i pojechałam. Rodzicom nie chciałam nic mówić, bałam się, że zaczną protestować albo mnie zniechęcać. Wolałam pogadać z nimi dopiero, jak już coś wypali.... Oszustwo - to takie proste

Cyprian, bo tak miał na imię fotograf, zachwycał się mną. Kiedy się przygotowywałam, odebrał telefon i powiedział, spoglądając na mnie: "Właśnie mam dla państwa wspaniałą modelkę, przyślę jej zdjęcia jeszcze dzisiaj". Podniecona tym wszystkim, nie zwróciłam uwagi na to, że studio było obskurne, a aparat Cypriana wyglądał jak tania cyfrówka dla amatorów.

Po skończonej sesji fotograf zapewnił mnie, że zadzwoni. Czekałam tydzień. Nic. Nie odpisywał też na maile. Zdenerwowałam się. Sprawdziłam w necie agencje, z którymi ponoć miał kontrakt. Zadzwoniłam do jednej z nich: nigdy o nim nie słyszeli...

Kumpela, oburzona, że facet naciągnął mnie na kasę, zaproponowała, żebym poszła do tego studia. Okazało się, że korzysta z niego wielu początkujących fotografów. Załamałam się, ale nie chciałam iść na policję, bo musiałabym się do wszystkiego przyznać starym.

Molestowana przez wiceszefa

Minęło pół roku, zanim zaczęłam znowu myśleć o pracy modelki. Pewnego dnia zobaczyłam na słupie ogłoszenie, że nowa agencja organizuje casting. Było już za późno, żeby się na niego udać, spisałam jednak numer. Sprawdziłam w internecie, czy taka firma istnieje. Okazało się, że tak:

tym razem wszystko wydawało się w porządku. Zadzwoniłam i powiedzieli, żebym od razu podesłała im moje zdjęcia. Po kilku dniach odezwali się i zaprosili mnie na sesję do portfolio.

Nie kazali nic płacić. Kiedy przyszłam,było tam kilka osób.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje