Jak nie my, to kto?

Wywiad z bibliotekarką aktywistką Elżbietą Maruszczak, ambasadorką kampanii „Charakter nadaje życiu smak” marki Wawel.

Pani Elżbieta Maruszczak jest prawdopodobnie jedną z najbardziej aktywnych społecznie bibliotekarek w Polsce. Pomimo wykonywanego zawodu jeszcze bardziej od książek lubi ludzi. Dzięki jej zaangażowaniu, zapałowi i osobom, z którymi współpracuje, biblioteki stają się miejscem spotkań, rozrywki i rozwoju. Kim jest kobieta, która zmienia wizerunek czytelni?

Reklama

Czym różni się pani praca u początków kariery od pracy we współczesnym świecie?

Elżbieta Maruszczak: Komputer widziałam raz w czasie studiów - była to Odra i zajmowała chyba cały pokój. W liceum algorytmów uczyliśmy się na kartce papieru. Teraz wygląda to zupełnie inaczej...

Czym jest dla pani biblioteka?

- Kocham czytać, ale biblioteka jest według mnie miejscem dla ludzi, a nie tylko dla książek. Jest miejscem publiczności i dla publiczności, czyli dla lokalnej społeczności. Zachęcam do szerszego otwierania bibliotek na potrzeby i pomysły mieszkańców. Powinni móc z niej jak najwięcej korzystać w sposób, który będzie im odpowiadał, a jednocześnie zaspokajał potrzeby jak najszerszej grupy osób. Ważne jest dla mnie, żeby biblioteka była po prostu miejscem otwartym dla wszystkich.

Pracuje pani w bibliotece, ale woli pani ludzi. Jakie znaczenie mają książki w pani życiu?

- Nie przeciwstawiałabym książek ludziom. Czasami wolę być z książką, a kiedy indziej z człowiekiem. Potrafię sobie jednak wyobrazić życie bez książek (choć z trudem), ale bez ludzi już nie. Piękne jest to, że jedno nie wyklucza drugiego, również w bibliotekach.

Jak z bibliotekarki przerodziła się pani w aktywistkę?

- Raczej aktywistką pozostałam, tyle że bywałam i bywam nią również w bibliotekach.

Aktywność społeczna nie zawsze jest łatwa. Na pewno nie raz trafiła pani na brak zrozumienia, zamknięte drzwi i odpowiedź: "Nie da się". Jak sobie pani z tym radzi? Skąd czerpie pani motywację do dalszych działań?

- Z przekonania. Jeśli warto o coś kopie kruszyć, to walczę, ale generalnie wolę rozmawiać. Czasami, jak każdy z nas, miewam takie dni, kiedy rzeczywiście mam dosyć przeciwności, a nawet dosyć wszystkiego. Wtedy czytam, jeżdżę rowerem albo... rozmawiam z ludźmi, którym się chce. Pomaga mi też pisanie.

Skąd w pani tyle energii? Jakie cechy charakteru pomagają pani działać?

- Odpowiedzialność i chyba umiejętność dostrzegania możliwości, a czasem może naiwne przekonanie, że "da się", a "jak nie my, to kto?". Lubię, gdy coś się dzieje i ludzie są zadowoleni. Kiedy jeszcze uczyłam w szkole, pamiętam, jak tłumaczyłam na przerwie chłopcu jednokładności. Matematyka nie była moim przedmiotem, ale pod koniec przerwy usłyszałam zachwyt: "To takie proste?!". Sama zachwycam się tym do dzisiaj i cieszę za każdym razem, gdy komuś staje się łatwiej, przyjemniej, po prostu lepiej.

Dużo mówi się o tym, że dzieci i młodzież zbyt wiele czasu spędzają przed monitorami. Jakie ma pani pomysły na aktywizację młodych ludzi? Jak wyciągnąć ich ze świata wirtualnego i sprawić, by zaczęli się spotykać również w świecie realnym?

- Słuchać i dużo rozmawiać. Wspierać i towarzyszyć, a nie narzucać. Pokazywać, jak bardzo są potrzebni innym i sobie nawzajem. Dawać przestrzeń na ich pomysły, aktywności, współpracę, wykazywanie się albo po prostu samorealizację. Mogą, oczywiście, innych wprowadzać w świat nowoczesnych technologii, ale to tylko kropelka w morzu możliwości. Wiem, że ich pomysły, również te pozytywne, mogą wybiegać poza moją wyobraźnię.

Który z projektów przyniósł pani największą satysfakcję?

- Jeszcze niedawno powiedziałabym, że BIS ("Biblioteczna Informacyjna Sieć Szkoleniowa"), KISS ("Kultura Informacja Sukces-Sieć") i ich następcy, czyli projekty, w ramach których komputery trafiły do kilkuset bibliotek oraz innych punktów dostępu do Internetu i dzięki którym przeszkoliliśmy ponad tysiąc osób. Później pojawiły się kolejne sukcesy: "Euroczytanie z Litwą i Rosją", "Prawo do informacji na Ukrainie", nagroda z ministerstwa, "Przebudowa w Olsztynie", ponad cztery tysiące osób na zajęciach olsztyńskiej grupy "Latarników Polski Cyfrowej", "Planeta Zapomnianych Książek" i jeszcze... MamBoGram.PL, blog projektykulturalne.blogspot.com i tworzy się gra geolokalizacyjna "Slavic Monsters". Pojawiło się wielu wspaniałych ludzi i zachwytów po drodze, ale i wiele problemów do rozwiązania.

Tyle już pani w życiu zrobiła! Nie ma pani czasami ochoty w końcu odpocząć? Zaszyć się gdzieś w głuszy i spędzić czas w samotności?

- Mam i czasami to robię. Uwielbiam grać w gry z rodziną, jeździć na rowerze, rozmawiać... Raz byłam w sanatorium. Przez tydzień głównie czytałam książki z lokalnej biblioteki, a później zaczęłam się nudzić. :)

Rozmawiając z panią Elą, delektujemy się jej ulubionymi czekoladkami - Malagą. Dlaczego akurat ten smak pani wybrała?

- Bo rozpływają się w ustach delikatną słodyczą jasnej niespodzianki, którą można odkrywać, przełamując opór czekoladowych ścianek.

materiały prasowe
Najlepsze tematy