Przygotuj się na święta

Powrót do tradycji, czyli slow po polsku

Trudno uwierzyć, ale nasi dziadkowie i rodzice żyli według zasad najmodniejszego dziś na świecie trendu: slow life. Czy my też to potrafimy?​

Zwolnij. To jedno słowo (ang. slow) określa styl życia, którym zachwyca się dziś zamożniejsza połowa świata. Najpierw pojawiła się moda na slow food, czyli celebrowanie jedzenia, bez pośpiechu i w dobrym towarzystwie. A kilka lat później kanadyjski dziennikarz Carl Honoré poszedł krok dalej i wymyślił slow life - codzienne życie w niespiesznym tempie. Napisał książkę "Pochwała powolności". Podobno na jej pomysł wpadł wtedy, kiedy usłyszał reklamę klasycznych bajek dla dzieci w wersji... jednominutowej!

Najlepsze na świecie domowe jedzenie

Reklama

Honoré doszedł do wniosku, że największą zmorą naszych czasów jest ciągły pośpiech, który sprawia, że niczemu nie jesteśmy w stanie poświęcić należytej uwagi.

Przede wszystkim za dużo pracujemy, ale też za dużo kupujemy i za szybko uprawiamy seks. Wykonujemy kilka czynności jednocześnie, rozmawiamy przez telefon odpowiadając na mejle, jemy posiłki przed telewizorem. Nie umiemy odpoczywać. Jesteśmy ciągle on line, młodsze pokolenie jest podłączone do internetu, starsze odbiera służbowe telefony na urlopie albo w trakcie weekendu. Przez to nigdy nie jesteśmy "tu i teraz", a nasze relacje z bliskimi stają się powierzchowne.

W ciągu kilku lat książka Carla Honoré zrobiła furorę, została przetłumaczona na 34 języki. Trend slow dotarł też do Polski. Ale okazuje się, że wiele z tego, co autor proponuje jako antidotum na zwariowane tempo współczesnego życia, w naszych domach było obecne od zawsze!

Kiedyś mówiło się "Cudze chwalicie, swego nie znacie..." . - Faktycznie, docierają do nas rozmaite mody, które staramy się kopiować, nie zauważając, że nie jest to potrzebne - tłumaczy psycholog Dorota Minta. - Życie w stylu slow to dobry przykład, bo wiele elementów tej "filozofii" jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze i obyczajach.

Zacznijmy od jedzenia. Zachód wręcz oszalał na punkcie domowego gotowania. To w tej chwili najmodniejszy sposób na spędzanie wolnego czasu z bliskimi - zamiast wyprawy do ekskluzywnej restauracji, wspólne przygotowanie posiłku w domu, z przyjaciółmi czy rodziną.

A przecież dla nas domowe jedzenie to wciąż "chleb powszedni". Większość z nas nie wyobraża sobie np. niedzieli bez rodzinnego obiadu z rosołem, ciastem i kompotem. W domu najczęściej urządzamy też imprezy z okazji urodzin czy imienin. Uwielbiamy gości, a jeszcze bardziej uwielbimy ich dobrze karmić. W Polsce chyba nikomu nie przyjdzie do głowy, by kogoś, kto przyszedł z wizytą, posadzić za stołem przy słonych paluszkach i wodzie mineralnej.

Domowemu gotowaniu towarzyszy też ekologiczna moda na niewyrzucanie jedzenia. - Na zachodzie to oznaka nowoczesności - stwierdza Dorota Minta. - A u nas przecież od zawsze z resztek rosołu i mięsa robiło się pyszną pomidorówkę i zapiekankę na następny dzień! Dziś w największych światowych metropoliach hitem jest hodowanie pomidorów na domowym tarasie czy pietruszki w doniczkach, a w wielu polskich domach wciąż jada się warzywa i owoce z własnej działki, robi się z nich domowe przetwory dla całej rodziny.Mamy też niezniszczoną przyrodę, piękną tradycję oraz umiejętność korzystania z dóbr lasu. Dzięki temu zimą leczymy przeziębienie sokiem z najlepszych, leśnych malin, a na wielu świątecznych stołach znajdą się marynowane grzybki, własnoręcznie zebrane jesienią.

- Nie musimy nikogo naśladować, wystarczy, byśmy nie odwracali się od tradycji, kontynuowali obyczaje, które pamiętamy z dzieciństwa, wyniesione z rodzinnego domu - tłumaczy psycholog.

Codzienne spotkania przy stole – bezcennne dla rodziny

- Niestety, dziś coraz rzadziej jadamy wspólnie na co dzień - ubolewa Dorota Minta. - Mijamy się w domu, wpadając do niego pomiędzy pracą i rozmaitymi zajęciami. Warto to zmienić. Radziłabym zjeść coś małego po powrocie z pracy i ze szkoły, a do głównego posiłku usiąść, gdy zejdą się wszyscy domownicy. Albo wstać pół godziny wcześniej, by razem zjeść śniadanie. Nawet krótki czas spędzony co dzień przy stole dla funkcjonowania rodziny jest bezcenny - stwierdza psycholog.

- To idealny moment, by przyjrzeć się sobie nawzajem. Możemy wtedy zauważyć, że nastoletnia córka ma kryzys, że mąż od jakiegoś czasu jest przygaszony, dowiedzieć się, co jest tego przyczyną. I jeszcze jedna rada: sadzajmy przy stole nawet bardzo małe dzieci, nie karmmy ich osobno. Niech uczą się od najmłodszych lat wspólnego celebrowania posiłków. To nie do przecenienia!

Tradycyjne polskie święta to hit stylu slow

Idealnym przykładem idei slow w naszym życiu są oczywiście polskie święta. Przygotowywanie dań według receptur przekazywanych z pokolenia na pokolenie, tradycyjne polskie potrawy, kultywowanie regionalnych zwyczajów kulinarnych to nasze narodowe dobro, którego świat nam zazdrości. Tym bardziej, że polska żywność jest coraz bardziej ceniona.

Nasze wędliny, sery, miody z lokalnych, rodzinnych wytwórni nie bez powodu zyskują międzynarodowe certyfikaty jakości. Takie jedzenie ma nie tylko wspaniały smak, ale też "ducha". Ale w polskich świętach, prócz wspaniałego jedzenia ważna jest przede wszystkim tradycja spędzania ich z najbliższymi. Celebrowanie tego czasu wspólnie, zapachy i smaki, które pamiętamy z dzieciństwa sprawiają, że nie chcemy ich zamienić na nic innego. I choć biura podróży prześcigają się w ofertach, moda, by na święta wyjeżdżać na narty czy do ciepłych krajów, jakoś się u nas nie przebiła.

- Nasze celebrowanie świąt to istota biesiadowania w stylu slow - przyznaje Dorota Minta. - Natomiast to, co nam dziś przy świątecznym stole burzy wspaniały nastrój, to włączony telewizor. Są, niestety, polskie domy, gdzie gra on na okrągło, nawet w czasie Wigilii. W domu naszych rodziców czy dziadków byłoby to nie do pomyślenia! Przy świątecznym stole prowadziło się rozmowy, śpiewało kolędy. Włączony telewizor to wszystko zabija. Przestajemy się skupiać na sobie nawzajem, co najwyżej komentujemy to, co widać na ekranie. - Serdecznie wszystkim radzę, by nie jadali przed telewizorem, ani w święta, ani na co dzień. To jedna z najbardziej szkodliwych rzeczy dla naszego zdrowia - przekonuje psycholog.

Modny trend, który stał się sposobem na życie

Trend slow life ma coraz więcej zwolenników, a wręcz wyznawców na całym świecie. Rozprzestrzenia się na różne dziedziny życia. Bardzo modne np. jest podróżowanie w stylu slow, czyli bez precyzyjnego, z góry zaplanowanego programu i listy zabytków "do zaliczenia".

Moda jest na slow fashion - ubieranie się w prostym, minimalistycznym stylu, bez szaleństwa na punkcie nowych trendów. W rytmie slow uprawiamy też sport. Od lat króluje joga, ale pojawiają się nowe "wynalazki". Ostatnio: slow jogging - bieganie bez wysiłku, bez liczenia kilometrów, we własnym rytmie. Jest duża szansa, że spodoba się w Polsce, biorąc pod uwagę, jak wielką popularnością cieszy się trochę do niego podobne chodzenie z kijami nordic-walking.

Wychowujmy dzieci bez ciśnienia

Szczególne zainteresowanie wzbudza też slow parenting. Tym bardziej, że Carl Honoré, zachęcony światowym sukcesem, wydał niedawno kolejną książkę: "Pod presją. Dajmy dzieciom święty spokój". W niej uświadamia współczesnym rodzicom, jak wielki popełniają błąd wychowawczy. Zamiast programować dzieciom każdą minutę życia rozmaitymi pożytecznymi zajęciami, powinni dać im więcej wolnego czasu. Namawia nas na powrót do wzorców z własnego dzieciństwa, kiedy spędzało się pół dnia na swobodnej zabawie, a nie na rozwijaniu tzw. zainteresowań i uczeniu się bez przerwy czegoś nowego.

Psychologowie na ten problem zwracają uwagę już od dawna. W ostatnich latach pojawił się on również w Polsce. Wzorem zachodnich rodziców, zaczęliśmy nasze pociechy zapisywać na niezliczone ilości zajęć, wychodząc z założenia, że to absolutnie niezbędne dla ich rozwoju. - Wielu rodziców uważa, że w ten sposób inwestują w przyszłość dziecka, czasem robią to zresztą ogromnym kosztem. Tymczasem często realizują własne ambicje, nie licząc się z tym, czy ich dziecku naprawdę jest to potrzebne - tłumaczy Dorota Minta. - A dla dziecka czas wolny to nie jest czas zmarnowany! Ono bawiąc się poznaje świat, buduje w ten sposób swoje własne relacje z otoczeniem. 

Wystarczy przypomnieć sobie nasze dzieciństwo, czyli czas osiedlowych podwórek, na których codziennie spędzaliśmy wiele godzin. Było to prawdziwą szkołą życia, uczyło samodzielności i kreatywności. Nie mieliśmy skomplikowanych, nowoczesnych zabawek, graliśmy w gumę, w klasy albo w chowanego, bujaliśmy się na trzepaku. Czy byliśmy mniej szczęśliwi niż nasze dzieci, biegające z lekcji dżudo na angielski, z basenu na balet?

- Slow parenting to podążanie tropem dziecka, a nie podsuwanie mu gotowych rozwiązań. Bo dla niego tak naprawdę najważniejsza jest nasza obecność, codzienna rozmowa, wspólna zabawa - tłumaczy psycholog.

To także pamiętamy z dzieciństwa: mnóstwo czasu spędzanego wspólnie z rodzicami. Chodziło się na spacery, wyjeżdżało na pikniki, wycieczki. Dziś często nam tego brakuje. Jeżeli więc chcemy być rodzicami w stylu slow, zacznijmy od wygospodarowania na co dzień chwili dla dzieci, dla rodziny. A najlepiej ugotujmy razem coś smacznego, usiądźmy przy wspólnym stole i cieszmy się swoją obecnością.

Barbara Król

Najlepsze tematy