Amant w świecie kobiet

Rafał Królikowski (45) zdradza SHOW, za co lubi Magdę Cielecką i zastanawia się, dlaczego dziś ludzie tak często romansują w pracy.

Serial "Hotel 52" planowano na 13 odcinków. Okazał się takim sukcesem, że kręcone są już następne. Pan ma szczęście do dobrych seriali.
Rafał Królikowski: - Dla mnie "Hotel 52" już na poziomie scenariusza wydawał się fajną propozycją. Podobał mi się pomysł, że akcja dzieje się w hotelu. To jest taki tygiel, powiedziałbym nawet - metafora współczesnego świata, zabieganego i zaplątanego. Ten serial to nie jest, że tak powiem, bleblanie obyczajowe. Cieszę się, że już lada dzień zaczynamy zdjęcia do kolejnych odcinków.

Reklama

Jak się panu pracuje z Magdą Cielecką?
- Magda jest świetną partnerką na planie. Dzięki niej poprzeczka ustawiona jest wysoko. To stymuluje, wymaga większego skupienia. Ale tym większa potem satysfakcja z efektów pracy.

W serialu gra pan konsjerża. Spotkał pan kiedyś takiego człowieka w hotelu?
- Nie! (śmiech). Jednak ten zawód naprawdę istnieje, również w Polsce. W dobrych hotelach spełnianiem życzeń gości zajmuje się recepcjonista. Ale w prestiżowych, międzynarodowych tę funkcję sprawuje konsjerż. To jest człowiek z aparycją, bystry, otwarty, o szerokich kontaktach. Potrafi załatwić bilety na sztukę do teatru, choć od pół roku są już sprzedane. Na planie serialu zatrudniono konsultantkę z jednego z ekskluzywnych hoteli. Przeszkoliła nas, wytłumaczyła, na czym polega ta praca.

Pana bohater wplątuje się w romans w pracy. Czy pan wie, że 1/3 Polaków przyznaje się do takich epizodów?
- To wynika z pośpiechu w naszym życiu. Większość czasu ludzie spędzają teraz w pracy, resztę przesypiają, a dla rodziny pozostają ukradzione kwadranse z życia. Część moich znajomych wyjeżdża do pracy o szóstej rano. Biegną na siłownię, potem do biura i wracają w korkach, kiedy dzieci już śpią. Nic dziwnego, że bliskość między ludźmi rodzi się w przerwie na kawę, na lunchu i na biurowym korytarzu.

A pan ma czas dla swojej rodziny?
- Zawód aktora jest cudowny, bo raz pracujemy na najwyższych obrotach i prawie nas nie ma w domu, a potem przychodzi czas spokoju. Wtedy jestem na full dla swojej rodziny.

Pan jest jak marynarz.
- Ludziom wydaje się, że aktor to taki człowiek, którego nigdy nie ma w domu, tylko na zmianę praca i bankiety. W rzeczywistości zwykle tych dni zdjęciowych w miesiącu jest najwyżej dziesięć.

Korci pana, by po tych dziesięciu dniach przykręcać synom śrubę?
- Nie chcę kojarzyć się z takim ojcem, co wymaga i krzyczy. Często więc przymykam oko.

Jaki pan był jako mały chłopiec?
- Byłem dzieckiem nauczycielskim, dlatego wszyscy mnie znali. Może dzięki temu łatwo nawiązywałem znajomości. Ale też cierpiałem z powodu braku anonimowości.

Miał pan powodzenie u dziewczyn?
- Takie... normalne, standardowe (śmiech). Gra pan czasem z synami w piłkę nożną?
- Nie jestem typem sportowym, choć jeden z moich synów należy do klubu piłkarskiego. Mój ojciec był za to bardzo wysportowany.

Pan się wyłamał?
- Nie uważam, że każdy chłopiec musi grać w piłkę. Często jak młody człowiek wyłamie się ze schematów, to potem wynika z tego coś ciekawego. Warto pielęgnować takie oryginały.

Pan był oryginałem?
- Byłem chłopakiem ze Zduńskiej Woli. Zdałem maturę w roku 1985. Już wcześniej zastanawiałem się, co mogę robić w przyszłości. Był stan wojenny, życie raczej ponure i szare. Natomiast zawód aktora kojarzył mi się z wolnością. Czułem, że warto zawalczyć.

Dowiedz się więcej na temat: Hotel 52 | serial | świat | śmiech | hotel | Rafał Królikowski | show | zawód

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje